Rakieta spadła na jego fabrykę w Ukrainie. Dziś mówi: to wegetacja
W Polsce buzują emocje po odebraniu Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu. Jest duża obawa, że polityczny kryzys odbije się na przedsiębiorcach, gdy w przyszłości dojdzie do odbudowy Ukrainy. Ryszard Florek, w którego fabrykę we Lwowie w 2023 r. uderzyła rakieta, gorzko ocenia dziś warunki robienia biznesu w tym kraju. - To walka, żeby jak najmniej stracić - mówi money.pl.
Karol Nawrocki zadecydował w piątek, że odbierze Order Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu. Prezydent Ukrainy odesłał kurierem polskie odznaczenie państwowe. Przykład z Zełenskiego wzięli inni ukraińscy politycy, zaogniając polityczny spór na kilka dni przed rozpoczynającą się w Gdańsku 5. Konferencją Odbudowy Ukrainy z udziałem przedstawicieli 50 państw.
Apel w sprawie polsko-ukraińskiego pojednania wystosowała Rada Przedsiębiorczości zrzeszająca największe polskie organizacje biznesowe oraz pracodawców. Rada, która "patrzy z niepokojem" na aferę orderową, zwraca uwagę, że w ciągu ostatnich lat przedsiębiorcy z obu krajów zbudowali tysiące relacji biznesowych, które przyczyniają się do wzrostu gospodarczego, tworzenia miejsc pracy i wzmacniania odporności gospodarek po obu stronach granicy.
"Nasze gospodarki są dziś splecione mocniej niż kiedykolwiek wcześniej. Blisko milion ukraińskich pracowników i przedsiębiorców stanowi integralną część polskiego systemu gospodarczego, a Polska jest dziś najważniejszym partnerem handlowym Ukrainy. Tego kapitału zaufania nie wolno zmarnować" - czytamy.
Polak dostarcza tajną broń NATO. "Nie boisz się?"
O gorszej koniunkturze w Ukrainie mówi Ryszard Florek, prezes Fakro. We wrześniu 2023 r. rosyjska rakieta spadła na fabrykę firmy we Lwowie, a straty wyniosły ok. 30 mln zł. Spłonęło około 5 tys. m kw. hal, maszyn i okien. Obiekt był też wykorzystywany do wspierania Ukrainy.
- Przez nasze centrum pomocy przejechało kilkanaście tysięcy tirów, które z pomocą Zachodu trafiały na Ukrainę za pośrednictwem Caritasu. To zostało dostrzeżone z Moskwy i dokładnie na tę halę, gdzie było to centrum pomocy, spadła rakieta - opowiadał Florek jesienią 2024 r. w "Biznes Klasie".
Teraz Florek mówi money.pl, że nie ma rynku, bo nadal trwa wojna, więc ludzie nie kupują okien.
Produkowaliśmy tam pod Rosję, obecnie mamy 20 proc. tego, co wcześniej. To jest wegetacja, a nie biznes. To walka, żeby jak najmniej stracić i żeby utrzymać dobrych ludzi oraz rynek. Czekamy na lepsze czasy. Z Ukraińcami o polityce nie rozmawiamy, liczy się biznes i na tym się znamy. Nie próbujemy się znać na wszystkim - tłumaczy Florek.
Polskie inwestycje bezpośrednie w Ukrainie wzrosły w ciągu trzech kwartałów 2025 r. o 63 proc., do 215 mln dol. - podaje niemiecki dziennik Frankfurter Allgemeine Zeitung, powołując się na dane Narodowego Banku Ukrainy. Według ukraińskiej firmy konsultingowej GMK-Center skumulowana wartość inwestycji bezpośrednich na koniec września 2025 r. sięgnęła 1,46 mld dol. Natomiast od 2021 r. wartość eksportu na Ukrainę wzrosła z 5 do 8 mld dol.
Biznes czeka na rozwój wydarzeń
Około 3,6 tys. polskich firm deklaruje gotowość do współpracy przy odbudowie Ukrainy. Spółki mogą zgłaszać chęć wzięcia udziału w tym procesie Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, która prowadzi specjalną listę. Wiele z nich już teraz eksportuje tam swoje towary.
- Na szczęście Ukraina nie jest dla nas ważnym rynkiem, bo odpowiada za 5 proc. obrotu - mówi nam dr Cezary Dąbrowski, prezes Ceramiki Netto. - Myślę, że potrzebowalibyśmy dwóch miesięcy, żeby się odbić, gdybyśmy całkowicie wypadli. Obecnie nasza współpraca z kontrahentami jest stabilna, ale więcej będziemy wiedzieć za kilka tygodni - ocenia.
Także Michał Głuszek, prezes firmy Mistal Accessories ze Świdnicy, która produkuje ogrodzenia, zwraca uwagę, że z punktu widzenia biznesowego na razie nic się nie zmieniło. - Mamy kilku kontrahentów na zachodzie Ukrainy, na razie nic spektakularnego. Jesteśmy w trakcie zastrzegania nazwy na terenie Ukrainy, co trwa ok. półtora roku. Dzięki temu uruchomimy stronę internetową z ukraińską domeną, bo takie są przepisy. Jesteśmy optymistami - relacjonuje obecną sytuację firmy.
Również w firmie T-Q Fitting, zajmującej się produkcją kształtek do wodociągów, gazociągów i kanalizacji, usłyszeliśmy, że polityka na razie nie dotknęła biznesu. - Ukraina to dla nas bardzo ważny rynek i duża konkurencja. Ciężko powiedzieć, co się wydarzy, ale w jakimś stopniu obecna sytuacja pewnie wpłynie na nas. Czy drastycznie? Przekonamy się w ciągu miesiąca - ocenia prezes firmy Marcin Misztal.
Budowlańcy szukają "na własną rękę"
Dr Damian Kaźmierczak, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, potwierdza nam, że kilka dużych polskich grup budowlanych sonduje rynek ukraiński, ale robią to samodzielnie. Powodem jest niezadowolenie ze współpracy z "apatycznymi instytucjami państwa polskiego, które nie potrafią uprawiać skutecznej dyplomacji ekonomicznej". Samo sondowanie rynku przebiega natomiast "z pełnym uwzględnieniem ogromnego ryzyka, jakie wiąże się z prowadzeniem działalności w Ukrainie".
Praca na zlecenie ukraińskiego rządu lub samorządów będzie ekstremalnie trudna ze względu na ogromną korupcję, niesprzyjający klimat biznesowy dla zagranicznych podmiotów oraz bardzo napięte relacje między Warszawą a Kijowem - ocenia Kaźmierczak w rozmowie z money.pl.
- W zasięgu ręki wydaje się natomiast punktowe zaangażowanie polskich firm w realizację projektów finansowanych bezpośrednio przez instytucje międzynarodowe, takie jak EBOiR, EBI czy ONZ, ale całkowicie wyjętych spod reżimu ukraińskiego prawa zamówień publicznych, tak aby zagwarantować transparentność procesu inwestycyjnego – twierdzi nasz rozmówca.
Jego zdaniem drugim modelem może być praca dla ukraińskich inwestorów prywatnych, o ile polska strona sfinansuje ich projekty. Opcją jest także praca dla inwestorów zachodnich, którzy po wojnie ulokują na Ukrainie zakłady przemysłowe i obiekty logistyczne.
Przykładem firmy, która podpisała umowę z ukraińskim samorządem, jest Control Process. Spółka była odpowiedzialna za budowę kompleksu przetwarzania odpadów we Lwowie. Pod koniec marca lwowskie przedsiębiorstwo komunalne Zielone Miasto rozwiązało umowę z Control Process. Oficjalnie Lwów zarzuca wykonawcy "systematyczne niewykonywanie swoich zobowiązań". Firma odrzuca te zarzuty - wygrała wszystkie postępowania arbitrażowe, ale miasto ich nie uznaje. W sumie Lwów zalega z wypłatą 10 mln euro wynagrodzenia, pomimo wykonanych prac, które trwały nieprzerwanie także po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie.
- Prawo jest po naszej stronie, ale nic nie możemy - mówił niedawno money.pl Tomasz Wiatr, wiceprezes Control Process. W drugiej połowie maja minister finansów Andrzej Domański zdradził, że po stronie ukraińskiej "jest wola działania, aby ten problem rozwiązać".
Dr Dąbrowski z Ceramiki Netto obawia się jednak, że z powodów politycznych polskie firmy "będą mieć pod górkę", gdy dojdzie do konfliktu interesów.
- Jestem przekonany, że firmy sprzedające na terminy (np. z odroczonym terminem płatności - przyp. red.) na Ukrainę ze względu na wieloletnie relacje mogą mieć problemy. Obecnie KUKE (Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych, której głównym celem jest ochrona firm robiących biznes za granicą przed ryzykiem braku zapłaty oraz ułatwianie finansowania - przyp. red.) nic nie ubezpiecza, nie ma faktoringu. Może dojść do sytuacji, w której kontrahent z Ukrainy nie zapłaci i tyle. Nie będzie żadnych konsekwencji. Tak jest w przypadku firmy Control Process, która miała nawet gwarancję miejską. I co? I nic. Kasy nie ma - zwraca uwagę dr Dąbrowski.
Odbudowa Ukrainy z polskim udziałem pod znakiem zapytania
Dąbrowski dodaje, że minęło zbyt mało czasu, żeby awantura o ordery wpłynęła natychmiastowo na biznes. Ale zastanawia się, co będzie dalej.
Te polityczne gesty odbiją się na przedsiębiorcach, gdy w przyszłości dojdzie do odbudowy Ukrainy. W Kijowie pojawi się wewnętrzne szeptane rozporządzenie, żeby utrącać polskie firmy. Tak jak w boksie – przy remisie ze wskazaniem - będziemy przegrywać z Niemcami czy Litwinami – ocenia szef Ceramiki Netto.
Ryszard Florek odpowiada jednak, że nie powinniśmy w ogóle skupiać się na kwestii odbudowy Ukrainy, gdyż jest to "śmieszna dyskusja".
- Wojna jeszcze się nie skończyła i nie wiadomo, kto wyłoży na to pieniądze. Jeśli sami Ukraińcy, to mają swoje firmy, a jeśli Niemcy, to przyjadą firmy z Niemiec. Polska już dała, co miała i więcej chyba nie da, bo mamy tak wielką dziurę budżetową, że nie ma na to szans - uważa szef Fakro.
Dla dr. Kaźmierczaka sam temat odbudowy Ukrainy jest problematyczny, gdyż "za mało mówimy o realnych ryzykach, a zdecydowanie za dużo o iluzorycznych szansach".
- Pamiętajmy, że odbudowa naszego wschodniego sąsiada wywoła ogromne zawirowania na polskim rynku budowlanym, który wchodzi właśnie w największą kumulację inwestycji infrastrukturalnych w swojej historii. Mowa tu o odpływie pracowników i materiałów, potencjalnym osłabieniu krajowego potencjału wykonawczego oraz bardzo silnej presji na wzrost kosztów budowy. Zanim więc zaczniemy snuć wizje odbudowy Ukrainy, skupmy się na budowie Polski – deklaruje wiceprezes PZPB.
Jak ustaliła nieoficjalnie Wirtualna Polska, prezydent Karol Nawrocki nie dostał zaproszenia na gdańską Konferencję Odbudowy Ukrainy. "Zaproszenia rozsyłali Donald Tusk i Wołodymyr Zełenski, a Pałac Prezydencki bagatelizuje znaczenie wydarzenia. Inaczej niż rząd, który zapowiada podpisanie w Gdańsku dużych umów gospodarczych z Ukrainą" - czytamy.
Do momentu publikacji tekstu nie wiadomo było, czy do Gdańska przyjedzie sam Zełenski.
Piotr Bera, dziennikarz money.pl