"Prawo po naszej stronie, a nic nie możemy". Polska firma walczy o miliony w Ukrainie
Miasto Lwów odsunęło polską spółkę Control Process od budowy kompleksu przetwarzania odpadów w Ukrainie. Firma z Krakowa deklaruje, że wykonała większość prac i mimo wygranych arbitraży nadal nie otrzymała należnych pieniędzy. - Są nam winni 10 mln euro - mówią money.pl przedstawiciele spółki. Polskie ministerstwo rozwoju zapowiada reakcję.
Po blisko pięciu latach polska spółka jest blisko ukończenia budowy zakładu przetwarzania odpadów komunalnych we Lwowie. Miasto zmusiło ją jednak do wstrzymania prac i teraz zalega z zapłatą milionów euro, twierdząc, że przedsiębiorstwo nie wywiązało się z zapisów umowy. Spółka wygrała wszystkie postępowania arbitrażowe, ale Lwów ich nie uznaje. Doszło do impasu. Sprawą zajmują się polskie władze.
Swoje gwarancje na projekt dały Ministerstwo Finansów oraz należąca do Skarbu Państwa Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych (KUKE).
KUKE podlega nadzorowi Ministerstwa Rozwoju i Technologii. Zapytaliśmy resort, co robi w tej sprawie. Zapewniono nas, że ws. Control Process jest w stałym kontakcie z ambasadą RP w Kijowie, Ministerstwem Finansów i Ministerstwem Spraw Zagranicznych.
Budownictwo to element bezpieczeństwa państwa. Dyrektor ds. relacji instytucjonalnych Grupy Saint-Gobain podczas Kongresu EKG.
W maju planowane jest kolejne posiedzenie Polsko-Ukraińskiej Komisji Międzyrządowej ds. Współpracy Gospodarczej z udziałem ministra Andrzeja Domańskiego (ministra finansów - przyp. red.) i wicepremiera Ukrainy ds. Integracji Europejskiej i Euroatlantyckiej Tarasa Kachki. Podczas posiedzenia omawiane będą m.in. problemy polskich firm i inwestorów we współpracy na rynku ukraińskim, klimat inwestycyjny w Ukrainie, w tym także kwestie sądownictwa gospodarczego – tłumaczy nam biuro prasowe MRiT.
Jednocześnie dodano, że "respektowanie wyroków arbitraży międzynarodowych jest kwestią kluczową w kontekście przyszłych inwestycji – polskich i innych firm zagranicznych – zainteresowanych udziałem w projektach odbudowy Ukrainy".
"Liczymy i wspieramy rozwiązania mające na celu wypracowanie kompromisu i zakończenie inwestycji. Jednocześnie zaznaczamy, że polska administracja rządowa nie ma narzędzi prawnych do wymuszenia określonych działań na samorządzie ukraińskim" - zaznacza MRiT w mailu przesłanym do naszej redakcji.
Inwestycja za 36 mln euro
Krakowska firma Control Process S.A. wygrała międzynarodowy przetarg na realizację inwestycji w 2021 r. Zgodnie z kontraktem, realizowanym w formule "zaprojektuj i wybuduj", inwestycja miała zostać ukończona do 29 grudnia 2023 r., ale później termin wydłużono do 4 października 2025 r.
Koszt budowy zakładu oszacowano na 36,6 mln euro. Inwestorami są m.in. EBOR i miasto Lwów.
- Jest to inwestycja o kluczowym znaczeniu dla miasta od lat zmagającego się z problemem gospodarki odpadami. Projekt zakłada stworzenie nowoczesnego zakładu, który miał rozwiązać problem składowania śmieci i znacząco ograniczyć koszty ich wywozu. Finansowanie pochodziło w dużej mierze z instytucji międzynarodowych: EBRD zapewniał zarówno finansowanie dłużne, jak i grant w ramach funduszu E5P, którego współtwórcą jest UE - tłumaczy nam Krzysztof Chabier, dyrektor projektów w Control Process.
Jednak gdy w lutym 2022 r. Rosja dokonała inwazji na Ukrainę, choć wiele inwestycji zawieszono, budowa we Lwowie trwała dalej. Przedstawiciele Control Process wspominają dziś o "skrajnie trudnych warunkach", gdy przerwano łańcuchy dostaw. Pojawiła się niepewność finansowa oraz realne zagrożenie bezpieczeństwa pracowników i infrastruktury.
- To właśnie w tym okresie projekt w praktyce przetrwał. Gdyby wykonawca zdecydował się na wycofanie, inwestycja prawdopodobnie zostałaby całkowicie wstrzymana - kontynuuje Chabier.
Rozwiązanie umowy i spór o pieniądze
Polska firma przekonuje, że w latach 2023-2024 pojawiły się problemy po stronie zamawiającego, czyli Lwowskiego Przedsiębiorstwa Komunalnego Zielone Miasto. Kontrakt zakładał, że to Ukraińcy mieli wykonać elementy infrastruktury zewnętrznej: sieci, drogi, parkingi, przyłącza energetyczne oraz trafostację.
Do dziś te elementy nie zostały wykonane. To oznacza, że mimo niemal pełnego ukończenia zakładu nie ma możliwości jego uruchomienia. Instalacja fizycznie istnieje, ale nie może funkcjonować, ponieważ nie została podłączona do infrastruktury, którą miał zapewnić zamawiający - ocenia Chabier.
Jednocześnie zdaniem Control Process Lwów nie miał pełnego zabezpieczenia finansowego i w latach 2024-2025 miasto miało zacząć zaciągać kredyty. - Zaczęli łamać kontrakt i nie płacili nawet przez półtora roku. Mimo to nadal realizowaliśmy inwestycję - twierdzi Chabier.
Nagle Zielone Miasto rozwiązało umowę.
"W związku z systematycznym niewykonywaniem swoich zobowiązań przez firmę Control Process S.A., a także z powodu niewykonania zaleceń inżyniera i braku reakcji na te uwagi, podjęliśmy decyzję o rozwiązaniu umowy z tym wykonawcą" - przekazał Ołeksandr Jehorow, dyrektor Zielonego Miasta, cytowany na stronie internetowej Rady Miejskiej Lwowa. Wcześniej, bo w sierpniu 2025 r., władze Lwowa zwróciły się do premiera Donalda Tuska o interwencję, twierdząc, że to polska firma opóźnia budowę.
Mer Lwowa Andrij Sadowy wezwał premiera Polski do interwencji w tej sprawie. - Lwów jest gotów do współpracy i oczekuje, że firma Control Process S.A. wypełni swoje zobowiązania. To test dla przyszłego ukraińsko-polskiego partnerstwa gospodarczego - podkreślał stanowczo polityk.
Zdaniem Ukraińców polska firma m.in. nie ukończyła dokumentacji projektowej, a także odmówiła jej przekazania zamawiającemu - Zielonemu Miastu. Według władz Lwowa Control Process nie dostarczyła też części sprzętu finansowanego w ramach E5P. Przedsiębiorstwo miało ponadto odmówić wykonania niektórych prac przewidzianych w kontrakcie oraz dopuścić na plac budowy innego wykonawcę, realizującego prace związane z podłączeniem zewnętrznego zasilania obiektu.
Control Process odrzuca te oskarżenia, przekonując, że inwestycja była realizowana na podstawie standardów kontraktowych FIDIC (The International Federation of Consulting Engineers - Międzynarodowej Federacji Inżynierów Konsultantów).
Wygraliśmy wszystkie pięć spraw w sądach arbitrażowych FIDIC, które nakazały stronie ukraińskiej wydłużenie terminu realizacji zadania do grudnia 2026 r. Nie zastosowali się do ani jednej decyzji arbitrażu międzynarodowego, a wydano 50 postanowień i trzy tygodnie później zerwali z nami umowę - zwraca uwagę Tomasz Wiatr, wiceprezes Control Process.
Z dokumentów arbitrażowych wynika, że opóźnienia w budowie nastąpiły z powodu działań zamawiającego, który nie wykonał swoich prac, a Control Process działa zgodnie z kontraktem. Jednocześnie naliczono kary za opóźnienia w wypłatach i zobligowano zamawiającego do natychmiastowej wypłaty 6,9 mln euro na rzecz Control Process. Polacy uważają, że ta kwota będzie jeszcze wyższa.
Po wygranej w przetargu polska firma miała dać gwarancje bankowe na kwotę 3,6 mln euro. Lwów, twierdząc, że Polacy nie wywiązują się z umowy, upomniał się o te pieniądze, które ING Bank Śląski wypłacił na rzecz Zielonego Miasta na początku marca.
- Nie zdążyliśmy zablokować tej wypłaty. To oznacza, że powinniśmy dostać ponad 10 mln euro. To jest po prostu bezprawie. Dlatego zwróciliśmy się do Paryża, gdzie toczy się arbitraż przy Międzynarodowej Izbie Handlowej (ICC). To potrwa kolejne sześć miesięcy. Sytuacja jest katastrofalna, także z punktu widzenia prowadzenia biznesu na Ukrainie - dodaje Wiatr.
Arbitraż nie ma złudzeń
W systemie FIDIC obowiązuje zasada, że decyzje DAB, czyli Komisji ds. Rozstrzygania Sporów, są wiążące i muszą być wykonane niezwłocznie. To fundament całego systemu, który podkopuje teraz Lwów.
Nasi pracownicy są na budowie, czekamy na decyzję inżyniera kontraktu Sigitasa Pakšysa, który zwrócił się do sędziego FIDIC Anthony'ego Edwardsa po interpretację. Pakšys został wyznaczony przez EBOR, żeby pilnować ustaleń zawartych w kontrakcie - tłumaczy Wiatr.
W dokumentach DAB stwierdzono naruszenia kontraktu przez zamawiającego i inżyniera na wielu różnych płaszczyznach: finansowej (niepłacenie), administracyjnej (utrata bezstronności inżyniera) czy proceduralnej (odmowa wykonania wiążących decyzji DAB).
Wszystkie decyzje arbitrażowe są na korzyść polskiej firmy, ale jednocześnie DAB nie mógł stwierdzić, że Control Process "wyrzucono" z placu budowy, jak twierdzi krakowska spółka, bo zwyczajnie nie leży to w kompetencjach urzędu.
Po stronie polskiej firmy stanął też Związek Architektów Ukrainy, który zaznaczył w liście z 21 kwietnia do premier Juliji Swyrydenko, że "Rada Miasta Lwowa oraz lwowskie przedsiębiorstwo komunalne ‘Zielone Miasto’ nie zapewniły, zgodnie z warunkami technicznymi projektowania i budowy, zewnętrznych sieci elektrycznych oraz sieci scentralizowanego zaopatrzenia w wodę i odprowadzania ścieków, z których każda ma długość ponad kilometra, niezbędnych do uruchomienia już wybudowanej lwowskiej sortowni odpadów".
Zarzucono też, że Lwów nie zadbał o rozbudowę sieci i dróg niezbędną do eksploatacji lwowskiej sortowni odpadów z pełną mocą projektową, tak aby można było dostarczać na jej teren 250 tysięcy ton odpadów komunalnych rocznie.
Rada uważa, że bez niezbędnych dróg dojazdowych praca sortowni z "pełną wydajnością projektową" jest niemożliwa. Jednocześnie podkreślono, że Control Process powinna dokończyć budowę.
Control Process z kolei uważa, że Ukraińcy zasłaniają się tym, że, nie będąc w UE, nie muszą stosować się do międzynarodowych wyroków arbitrażowych.
- Sąd Najwyższy Ukrainy ocenił już, że kontrakty międzynarodowe są ponad przepisami lokalnymi. Prawo jest po naszej stronie, wyroki są po naszej stronie. A mimo to nadal nic nie możemy - podsumowuje Wiatr.
Piotr Bera, dziennikarz money.pl