Węgierski bank centralny zadeklarował konstruktywną rolę w spełnianiu wymogów niezbędnych do przyjęcia wspólnej europejskiej waluty. Agencja Bloomberg informuje, że instytucja ta oficjalnie wspiera wysiłki gabinetu premiera Petera Magyara. Cel jest ambitny, ponieważ rząd w Budapeszcie zakłada spełnienie warunków akcesyjnych do końca swojej kadencji, czyli do 2030 r.
Wiceprezes banku centralnego Węgier Peter Beno Banai w swoim wystąpieniu podkreślił, że wejście do strefy euro przyniesie korzyści całej gospodarce. Wskazał tu przede wszystkim na konieczność osiągnięcia stabilności fiskalnej, niskiej dynamiki cen oraz spadku rentowności obligacji. Rynki finansowe reagują na te plany optymistycznie. Od kwietniowego zwycięstwa wyborczego Magyara umacnia się zarówno węgierski forint, jak i krajowe obligacje skarbowe.
Węgrzy notują wyraźne sukcesy w walce ze wzrostem cen. Banai szacuje, że w tym roku roczna inflacja w jego kraju może spaść poniżej 2 procent. Władze monetarne rozważają nawet obniżenie obecnego, trzyprocentowego celu inflacyjnego, aby lepiej dopasować się do standardów obowiązujących w państwach posługujących się wspólną walutą.
WIDEOWyścig gigantów po Żabkę. Analityk zwraca uwagę na "przeciek"
Polska debata w cieniu politycznych obaw
Zdecydowane kroki administracji w Budapeszcie mocno kontrastują z sytuacją nad Wisłą. W Polsce dyskusja o rezygnacji ze złotego w sferze rządowej praktycznie nie istnieje. Były premier i były prezes Narodowego Banku Polskiego Marek Belka w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej ocenia wprost, że wejście do strefy euro stało się u nas tematem tabu.
Ekonomista przypomina, że od wielu lat politycy unikają tej kwestii z obawy przed spadkiem poparcia. Zwraca uwagę, że od 60 do 70 procent Polaków sprzeciwia się przyjęciu wspólnej waluty. Według byłego szefa banku centralnego jest to efekt wieloletniej narracji, która celowo zniechęcała obywateli do głębszej integracji europejskiej. Z tego powodu nawet obecny rząd traktuje ten temat z dużą rezerwą, szczególnie w obliczu nadchodzących kampanii wyborczych.
Gospodarcze koszty własnej waluty
Zwolennicy europejskiego pieniądza wskazują na konkretne korzyści finansowe. – Nie ma argumentów przeciw – mówi Marek Belka w rozmowie z PAP. Ekspert przekonuje, że przyjęcie europejskiej waluty prowadzi do stabilizacji cen i znacząco obniża stopy procentowe, co przekłada się na tańsze kredyty hipoteczne i niższe koszty inwestycji dla firm.
Były prezes NBP zwraca również uwagę na ogromne koszty utrzymania waluty narodowej. Gromadzenie wielkich rezerw walutowych i sztabek złota przez obecne kierownictwo banku centralnego to według niego zamrażanie potężnych środków. Pieniądze te można by wykorzystać na inne cele, które realnie wspierają rozwój polskiej gospodarki.
Bariery na polskiej drodze do wspólnej waluty
Droga do strefy euro w Polsce jest jednak zablokowana nie tylko przez brak woli politycznej i konieczność zmiany konstytucji. Nasz kraj obecnie nie spełnia kryteriów konwergencji, a deficyt fiskalny dwukrotnie przekracza wymagane limity. Sytuację komplikują dodatkowo ogromne wydatki na obronność, które wymusza wojna za wschodnią granicą.
Podczas gdy Węgrzy wyznaczyli sobie jasny horyzont czasowy i dostosowują do niego politykę gospodarczą, w Polsce perspektywa zmiany waluty pozostaje bardzo odległa. Biznes nie posiada jednolitej reprezentacji zdolnej do wywarcia skutecznej presji na rządzących w tej sprawie. Marek Belka podsumowuje gorzko, że w obecnych warunkach jedynie potężny wstrząs gospodarczy lub nieprzewidywalne zdarzenie o fundamentalnym znaczeniu mogłoby skłonić Polaków do zmiany nastawienia wobec euro.