"Kpiny", "groźne bajki". Prezydent pokazał ustawę. Są komentarze
Prezydencki projekt ustawy, określany polskim "SAFE 0 proc." trafił do Sejmu. Od razu wywołał falę krytycznych komentarzy. Politycy koalicji rządzącej oraz ekonomiści zwracają uwagę, że w projekcie nie ma gwarantowanych pieniędzy z Narodowego Banku Polskiego, za to jest możliwość finansowania funduszu długiem.
Z projektu wniesionego do Sejmu przez prezydenta wynika, że w Banku Gospodarstwa Krajowego miałby powstać Polski Fundusz Inwestycji Obronnych. Jego źródłami finansowania mają być nie tylko wpłaty z zysku NBP, ale też kredyty, pożyczki i obligacje. Co więcej, jeśli wpłata z NBP w danym roku okaże się niższa od kwoty zapisanej w programie wieloletnim, BGK ma obowiązek pożyczyć brakującą sumę, a zobowiązania te mają być objęte gwarancją Skarbu Państwa. To właśnie ten zapis stał się jednym z głównych punktów krytyki.
Prezydencki "SAFE 0 proc." w ogniu krytyki
Minister finansów Andrzej Domański napisał na platformie X, że w "SAFE 0" jest "zero złotych". Dodał, że projekt nie daje żadnych gwarancji zysku z NBP, a zamiast tego przewiduje zadłużanie BGK i tworzenie nowych ciał doradczych. W jego ocenie realne pieniądze dla Polski leżą dziś w unijnym SAFE, który - jak przypomniał - czeka na podpis prezydenta.
"Doradca prezydenta Nawrockiego, pan Leszek Skiba (był prezesem Pekao) zapowiedział, że NBP wypracuje zysk, dzięki sprawnemu "zarządzaniu aktywami NBP". Hm… NBP w roli spekulanta rynkowego? I do tego z kryształową kulą, która wie jakie będą za chwile kursy walut/cena złota. Kpiny" - komentuje Piotr Kuczyński, główny analityk domu inwestycyjnego Xelion i autor opinii w money.pl.
Równie ostro zareagował Ryszard Petru. Poseł nazwał projekt "kapiszonem". "Nic nie mówi o tym skąd pieniądze. Przekazuje tylko zysk/stratę NBP do nowo powstałego funduszu zamiast do budżetu. Gdyby były pieniądze to by je pokazano. Ale ich nie ma. I nigdy nie było" - ocenił polityk i ekonomista.
16 lat temu nikt nie chciał go zatrudnić. Dziś dzwonią do niego bogacze
Na ten sam problem zwrócił uwagę Radosław Karbowski, autor "Skrótu politycznego". W jednym z wpisów podkreślił, że jeśli wpłata z NBP będzie niższa od planu, BGK będzie musiał uzupełnić brak pożyczką. To, jego zdaniem, podważa polityczną narrację o "zerowym" koszcie projektu, bo w ustawie wpisano awaryjny mechanizm oparty na długu.
Prezydencki SAFE 0 proc. opiera się na tym, że może będzie jakiś zysk z NBP, a może nie będzie. A jak nie będzie, to weźmiemy kredyt, który będzie najprawdopodobniej droższy od europejskiego SAFE - skomentował Karbowski.
Jakub Karnowski, prezes ukraińskiego KredoBanku, ocenia, że "niezdefiniowane propozycje prezesa NBP i prezydenta to groźne bajki", bo "nie ma czegoś takiego jak 'SAFE 0'".
"Tak się składa, że byłem w przyszłości członkiem Komitetu Inwestycyjnego Rezerw Dewizowych (...). Próba ich (bajek - red.) realizacji stwarza poważne ryzyko Polexitu oraz naraża nasze rezerwy walutowe na istotnie zwiększone ryzyko w sytuacji nadzwyczajnej geopolitycznej niestabilności. Obserwuje z bliska agresję Rosji na Ukrainę i śledzę, mniej widoczną, agresję Rosji na sojuszników Ukrainy w tym Polskę. Nie potrafię zrozumieć jak w tej sytuacji można odrzucić leżące na stole 44 mld euro pod pretekstem nieistniejących lub groźnych dla Polski alternatyw" - napisał w komentarzu na X.
Wątpliwości podobnej natury zgłasza też ekonomista Rafał Mundry. W swoich komentarzach docieka, dlaczego projekt ma w nazwie "0 proc.", skoro w opisywanym mechanizmie nie chodzi o klasyczny kredyt oprocentowany na zero, lecz o próbę wykorzystania zysku wypracowanego przez NBP.
"Kluczowe pytanie. To NBP w końcu w 2025 wypracował zysk czy nie? Czy jeszcze nie wie? Bo Adam Glapiński 17 grudnia informował rząd, że zysku nie ma i nie będzie w kolejnych latach. A w ogóle to NBP ma 100 mld zł strat" - przypomniał ekonomista Rafał Mundry.
Pałac Prezydencki bronił jednak projektu. Według Kancelarii Prezydenta, przy "mądrym gospodarowaniu" rezerwami NBP dałoby się wygenerować w ciągu 4-5 lat około 200 mld zł bez uszczuplania samych rezerw. Doradcy prezydenta podkreślali też, że ustawa ma być zgodna z konstytucją i prawem europejskim, a dodatkowe mechanizmy - takie jak obligacje, kredyty i pożyczki - wpisano po to, by fundusz miał większą elastyczność.
Inicjatywę prezydenta pochwalał były minister finansów Grzegorz Kołodko. W opinii dla money.pl przyznał, że wdrożenie "polskiego SAFE" byłoby korzystne, gdyż zbrojenia w długim okresie pozbawią alternatywnie mniej środków niż w przypadku przystąpienia do unijnego SAFE. "Tym bardziej odrzucenie przez rządzącą koalicję propozycji prezydenta i prezesa NBP byłoby godne pożałowania" - pisał prof. Kołodko.
źródło: X.com