Weto do SAFE na pewno spodoba się Trumpowi i amerykańskim firmom [OPINIA]
Polska potrzebuje ogromnych pieniędzy na sfinansowanie programu dozbrojenia naszej armii. Tych pieniędzy w polskim budżecie po prostu nie ma. Unijny SAFE częściowo rozwiązuje ten problem Ale wiele wskazuje na to, że prezydent programowi powie "nie". Jakich argumentów użyje? Większość z nich już znamy – pisze w opinii dla money.pl prof. Witold Orłowski.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
W chwili, kiedy piszę ten tekst, nie jest jeszcze pewne, czy prezydent rzeczywiście zawetuje ustawę towarzyszącą udziału Polski w unijnym programie SAFE (choć taką sugestię wyraził już premier, a pewnie wie co mówi). Zaryzykuję jednak i napiszę tak, jakby to się już stało. Bo nic nie wskazuje na to, by do prezydenckiego weta nie doszło.
Na pierwszy rzut oka cała rzecz wygląda nieco dziwnie: wiadomo, że Polska potrzebuje ogromnych pieniędzy na sfinansowanie programu dozbrojenia naszej armii. Nikt nie neguje takiej potrzeby, więc nie chodzi o wojujący pacyfizm prezydenta. O jak wielkich zakupach sprzętu mowa?
Polska wyda w tym roku na obronę ok. 4,8 proc. PKB. Odpowiada to ok.45 mld euro (całe rachunki będą w euro, bo w tej walucie skonstruowany jest program SAFE). Obecnie, według ocen NATO, na nowy sprzęt wydajemy ponad połowę tej kwoty, a więc ok. 25 mld euro. I nie jest to wcale koniec programu dozbrajania armii.
Można więc spokojnie założyć, że na same zakupy sprzętu (nie licząc już zwiększonych kosztów eksploatacji i serwisu) będziemy w najbliższych kilku latach potrzebować co najmniej 100 mld euro (część z tych zakupów musi być dokonana w dysponujących najlepszym sprzętem USA, ale część można również kupić w Polsce i innych krajach UE).
Tych pieniędzy w polskim budżecie po prostu nie ma: nawet gdybyśmy wydawali na obronę jedynie minimum środków, potrzebnych na wegetację sił zbrojnych bez żadnych nowych zakupów uzbrojenia (obecnie zapewne około 2 proc. PKB), mielibyśmy nadal w finansach publicznych deficyt sięgający co najmniej 4 proc. PKB rocznie.
Innymi słowy, zakup nowego uzbrojenia tak czy owak musi odbyć się na kredyt, czyli w drodze zwiększenia zadłużenia. Chyba że ktoś proponuje, by podnieść na ten cel o ponad 4 tys. zł rocznie podatek PIT od każdego płatnika. To w sumie proste, wystarczy zlikwidować kwotę wolną (przykładowo, przeciętnemu emerytowi zabrałoby to jakieś 10 proc. dochodu) i podnieść stawki PIT do jakichś 20 proc. i 50 proc. O ile pamiętam, prezydent nie jest zwolennikiem takiego sposobu rozwiązania problemu deficytu.
W ramach programu SAFE możemy zaciągnąć, na bardzo korzystnych warunkach, kredyt w wysokości 44 mld euro. Jak łatwo stwierdzić, starczy to zapewne na niecałą połowę zakupów uzbrojenia w ciągu najbliższych latach, więc resztę trzeba będzie znaleźć gdzie indziej (emisją własnych obligacji, albo kredytami zaciągniętymi w bankach w USA czy Korei).
Program SAFE to nie rozwiązanie, a tylko część rozwiązania problemu jak w bezpieczny sposób sfinansować dozbrojenie armii. Wydawałoby się, że nie powinno budzić kontrowersji. Ale budzi.
Kredyt zawsze można spłacić przed czasem
Jakich argumentów użyje zapewne prezydent, wetując ustawę? Większość z nich już znamy.
Po pierwsze tego, że program SAFE ma na celu rozbudowę nowoczesnego przemysłu obronnego w Europie (również w Polsce; oczywiście przemysł ten będzie musiał korzystać z amerykańskich technologii), a więc raczej nie będzie można wydać ich bezpośrednio w USA ("raczej" to dobre słowo, bo przecież istnieją sposoby częściowego poradzenia sobie z tym problemem np. przez montaż w Polsce w ramach offsetu).
Kontrargument: ale przecież powinno nam zależeć na tym, by jak najwięcej tej broni pochodziło z Europy, a konkretnie z Polski. Zresztą z oszacowania potrzeb jasno wynika, że potrzebne nam będą środki i na zakupy broni w Europie, i w USA, więc udział w programie SAFE w najmniejszym stopniu nie zamyka drogi do zakupów za Atlantykiem (chyba, że prezydent chce żeby armia w ogóle zrezygnowała z polskiej broni i za całe 100 mld euro kupiła ją od Amerykanów).
Po drugie: program SAFE oznacza zadłużanie się Polski, w dodatku w perspektywie aż 45 lat.
Kontrargument: no jasne, że tak. Przecież całość zakupów nowoczesnego uzbrojenia musimy dziś sfinansować wzrostem długu. Pytanie tylko, jakich narzędzi finansowych najlepiej użyć w tym celu. Chyba każdy kto brał kredyt wie, że jeśli już go zaciągamy, to lepiej zaciągnąć go z niższym oprocentowaniem i na dłuższy okres. A SAFE oferuje pod tym względem wyjątkowo korzystne warunki. Gdyby jednak okazało się, że jakimś cudem za rok w budżecie pojawią się nadwyżki – nic prostszego, kredyt zawsze można spłacić przed czasem.
Po trzecie: prezes Glapiński oferuje tańszy projekt "SAFE 0 proc.", czyli wygenerowanie "darmowego" kredytu przez wykorzystanie polskich rezerw walutowych.
Kontrargument: to nie tak. Pomijając nawet fakt, że NBP prawdopodobnie nie wolno dokonać takiej operacji bez zmian w Konstytucji (prezes Glapiński myśli prawdopodobnie o księgowej sztuczce, która pozwoliłaby na jednorazową realizację zysków na zakupie złota do rezerw NBP i przekazaniu ich do budżetu), tak czy owak mówimy o kwocie która prawdopodobnie sięgałaby najwyżej 25 mld euro.
Niekoniecznie darmowej, bo przecież NBP zrezygnowałby z przyszłych zysków z rezerw złota, w dodatku (być może) gdyby rząd chciał wydać te pieniądze w Polsce, NBP musiałby ściągać z rynku nadmiar pieniądza tracąc dochód z posiadanych obligacji. Ale to nie znaczy, że operacja byłaby pozbawiona sensu: przeprowadzona w porozumieniu z większością parlamentarną (konstytucyjną, czyli 2/3) mogłaby być dobrym rozwiązaniem służącym zakupom broni w USA. Czyli nie zastępować SAFE, ale mu towarzyszyć.
Zawetowanie SAFE na pewno spodoba się Donaldowi Trumpowi
Pewnie ważniejsze od tych argumentów są inne, które prezydent przemilczy. Ogromna część jego zwolenników jest wroga Unii Europejskiej i chętnie kupuje argumenty na temat "zabierania suwerenności" przez SAFE. Dla tych, którzy chcą jednak by Polska w Unii pozostała, ważny jest obowiązujący zapis o warunkowości: każdy program finansowy może być zawieszony, jeśli np. kraj łamie reguły praworządności.
Zawetowanie programu SAFE na pewno spodoba się amerykańskiemu prezydentowi, a także amerykańskim firmom, którym wcale nie zależy na tym, by w Europie rozwijał się konkurencyjny przemysł obronny.
No i najważniejsze: programu SAFE chce rząd Donalda Tuska. Więc prezydent go z definicji nie chce.
prof. Witold M. Orłowski, Akademia Finansów i Biznesu Vistula