W środę wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski poinformował opinię publiczną o kradzieży ogromnej bazy danych medycznych. Dzień później, w czwartek, do incydentu odniósł się premier Donald Tusk. Szef rządu podczas spotkania z dziennikarzami przedstawił wstępne ustalenia w tej sprawie.
Ten wyciek danych dotyczy oczywiście firmy prywatnej, nie instytucji państwowych. Ale my byśmy bardzo chcieli, ponieważ to nie jest jedyna firma prywatna, która dysponuje dużą ilością danych w związku ze współpracą z placówkami służby zdrowia, więc staramy się budować ten system tak, aby również w takich sytuacjach zabezpieczenia były dużo lepsze – powiedział Donald Tusk.
Szef rządu w swojej wypowiedzi odniósł się również do motywów działania hakerów oraz kwestii bezpieczeństwa w sektorze prywatnym.
– I tutaj postęp jest bardzo duży, ale jak państwo wiecie, nigdzie na świecie takiej 100-proc. gwarancji bezpieczeństwa nie zbudujemy, jeśli chodzi o prywatny sektor. Tutaj śledztwo trwa, mamy do czynienia z bardzo niestety wyrafinowanymi technikami czy metodami. Motywacja zdaje się jest czysto kryminalna - mówił szef rządu.
Wiele na to wskazuje, że chodzi o próbę wyłudzenia okupu od tej firmy. I oczywiście zaangażujemy wszystkie możliwe służby, bo tu chodzi też o bezpieczeństwo osób, ale podkreślam jeszcze raz, my koncentrujemy się na tym, żeby ze strony naszych instytucji nie było wycieków albo żeby jak najmniej było wycieków. Ale oczywiście podzielam ten niepokój, bo to jest masywna rzecz – dodał premier.
Wyciek danych z MyDr. Co dokładnie wpadło w ręce hakerów?
Przypomnijmy, że sprawa dotyczy systemów firmy MyDr, która dostarcza oprogramowanie dla 12 tys. placówek ochrony zdrowia w całym kraju. Jak przekazał wczoraj resort cyfryzacji, bazy danych, które padły łupem hakerów, obejmują blisko 19 mln rekordów. Złodzieje uzyskali dostęp do niezwykle wrażliwych informacji. Chodzi między innymi o historię wizyt pacjentów, recepty, które wypisali lekarze, oraz leki, które pacjenci zażywają. Rząd jednak uspokaja, że nie każdy przejęty numer PESEL pozwala na bezpośredni dostęp do pełnej dokumentacji medycznej konkretnej osoby.
Wicepremier Krzysztof Gawkowski zaapelował do obywateli o natychmiastowe zastrzeżenie numeru PESEL. Taką operację można wykonać w kilka sekund przez aplikację mObywatel lub podczas wizyty w dowolnym urzędzie gminy. Blokada tego kluczowego numeru to obecnie najskuteczniejsza ochrona przed próbami wyłudzenia kredytów czy otwarcia fałszywych rachunków bankowych.
Zastrzeżenie PESEL uchroni przed oszustami
Podobne stanowisko prezentują niezależni eksperci. Piotr Konieczny, założyciel serwisu Niebezpiecznik.pl, w rozmowie z portalem money.pl zaznaczył, że każdy dorosły obywatel powinien utrzymywać blokadę swojego numeru PESEL przez cały czas. Ochronę należy zdejmować tylko na chwilę, tuż przed wizytą w banku czy u notariusza, gdzie konieczna jest weryfikacja tożsamości.
Specjalista od cyberbezpieczeństwa zwrócił również uwagę na inne zagrożenia. Przestępcy mogą wykorzystać wiedzę z wycieku do precyzyjnych ataków socjotechnicznych. Oszuści bardzo często dzwonią do ofiar i powołują się na informacje o lekach lub wizytach u specjalistów. W ten sposób budują zaufanie, a następnie próbują wyłudzić dodatkowe dane albo pieniądze. Z tego powodu eksperci zalecają szczególną ostrożność przy odbieraniu telefonów od nieznanych numerów.