Bez żołnierzy USA stracimy zaufanie? Inwestorzy wytykają Polsce coś innego
Komunikaty dotyczące obecności amerykańskich wojsk w Europie idą w świat i docierają do zagranicznych inwestorów. Czy to może wpłynąć na ich nastroje? Ekonomiści w rozmowie z money.pl twierdzą, że rynki mogą niedługo zmienić zdanie na temat Polski, ale z zupełnie innych powodów: przestajemy być bowiem tanim miejscem produkcji, a i ryzyka polityczno-prawne są coraz wyraźniejsze.
Amerykański Departament Obrony oficjalnie potwierdził, że Stany Zjednoczone ograniczą obecność swoich wojsk w Europie. Rzecznik Pentagonu przekazał, że liczba tzw. Brygadowych Zespołów Bojowych (BCT) stacjonujących w naszym regionie spadnie z czterech do trzech. Sean Parnell dodał, że skutkiem tych działań będzie również "tymczasowe opóźnienie rozmieszczenia sił amerykańskich w Polsce", która - jak podkreślił - "jest wzorcowym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych".
Zapytaliśmy ekspertów, czy decyzje Amerykanów mogą się przełożyć w jakikolwiek sposób na postrzeganie Polski przez zagraniczne rynki. - W rozmowach z inwestorami finansowymi ten wątek w ogóle się nie przewija i nie przewijał. Tematy wojenne trafiły jakiś czas temu do szerszego koszyka ryzyk i od tego czasu ruchy w tym zestawie są bardzo subtelne, trudno nawet stwierdzić, czy są mierzalne - mówi nam dr Marcin Mazurek, główny ekonomista mBanku.
Niedobór amunicji w Polsce? "Nasza produkcja jest w stanie uzupełnić braki"
Zdaniem naszego rozmówcy przemawia za tym kilka powodów. Po pierwsze, coraz słabsze wojskowe zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w Europie i w NATO to całkowicie odwracalny proces. - Po zakończeniu pierwszej kadencji Donalda Trumpa wszyscy byliśmy świadkami, jak Joe Biden korygował jego politykę i decyzje poprzedniej administracji. Niewykluczone, że tak samo będzie też po zakończeniu drugiej kadencji - komentuje dr Marcin Mazurek.
Po drugie, Europa intensywnie sama się zbroi, a po trzecie: dotychczasową liczebność amerykańskich żołnierzy w Polsce można uznać za relatywnie małą. - Efekt netto tych czynników może być więc dla nas ostatecznie pozytywny lub co najmniej neutralny, nawet przy zmniejszonej obecności wojsk USA na naszym terytorium - tłumaczy w rozmowie z money.pl.
Bezpieczeństwo militarne i fiskalne
Podobnie uważa główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej, Piotr Soroczyński. - W aktualnej sytuacji należy traktować to jako raczej umiarkowane zagrożenie. W przypadku inwestycji portfelowych może być ono wręcz znikome – inwestorzy ci z dużym wyprzedzeniem mogą zareagować w sytuacji faktycznego wzrostu ryzyka napaści na Polskę i dość sprawnie wycofać środki - tłumaczy ekspert.
Nieco inna jest sytuacja w zakresie inwestycji bezpośrednich. Tu ze względu na ich "trwałość" i związanie z ziemią - co oznacza ograniczoną możliwość łatwego i szybkiego wycofania - można oczekiwać pewnego wzrostu ryzyka w kalkulacjach. Nie będzie ono jednak kluczowe. Być może będzie ono pretekstem do mocniejszego naciskania na stronę polską w zakresie lepszych warunków dla inwestycji - dodaje Piotr Soroczyński.
Nasz rozmówca podkreśla również, że w oczach inwestorów portfelowych wciąż jesteśmy w miarę atrakcyjnym rynkiem, łączącym przyzwoity poziom przychodów ze stosunkowo wysokim bezpieczeństwem. - Bardziej niż liczebność wojsk amerykańskich na naszej ziemi istotna będzie percepcja tego, jak blisko jesteśmy "do przeholowania" z tempem wzrostu długu publicznego - i oczywiście jego poziomem - oraz jak w związku z tym wycenić poziom rentowności naszych obligacji - wyjaśnia główny ekonomista KIG.
- Na razie sporo nam brakuje do skurczowej reakcji "już przeholowaliśmy", dlatego będą to raczej stopniowe wzrosty rentowności papierów - zwłaszcza w odniesieniu do obowiązujących u nas stóp procentowych - odzwierciedlające stopniowy wzrost wyceny ryzyka - mówi nam ekspert.
"Blask" Polski powoli słabnie?
Dr Marcin Mazurek również jest przekonany, że uwagę zagranicznych inwestorów przykuwa zupełnie coś innego niż liczebność amerykańskich wojsk w tej części świata. – Inwestorzy mają do wyboru wiele krajów i zawsze szukają alternatyw. Próbują znaleźć kraj relatywnie tani do zainwestowania, który zagwarantuje wysoką stopę zwrotu w przyszłości. Polska prawdopodobnie tania już nie jest - zauważa główny ekonomista mBanku.
Choć fundamenty gospodarki pozostają ciągle niezłe i nadal możemy wierzyć, że przyszłość rysuje się w ładnych kolorach, najbliższe lata wyglądają co najwyżej szaro, z wieloma znakami zapytania: przed nami wybory parlamentarne w przyszłym roku, wysoki deficyt finansów publicznych daje słabe pole manewru do stymulacji, za moment wyhamuje tempo wydatkowania unijnych pieniędzy. Opowieść o Polsce jako o kraju sukcesu trochę się wyczerpała - mówi dr Marcin Mazurek.
W tym samym czasie inne kraje regionu weszły na zupełnie inną trajektorię i mogą być postrzegane w najbliższych latach lub kwartałach jako bardziej atrakcyjne pod kątem inwestycyjnym, a więc pod kątem stopy zwrotu.
- Rumunia to kraj, gdzie dopiero co upadł rząd. Ale z drugiej strony, finanse publiczne są tam już w procesie naprawczym, wymuszonym zresztą przez rynki. Dlatego perspektywy dla Rumunii w najbliższym czasie będą się poprawiać, a ryzyka będą się zmniejszać; startujemy od nowa naprawdę z niezbyt wygórowanego poziomu oczekiwań - tłumaczy ekspert.
Na podobnej ścieżce wznoszącej jest Budapeszt. - Węgry to bardzo mały rynek, ale z ciekawą historią. Po wielu latach rządów oligarchów, połączonych z długotrwałym zamrożeniem unijnych funduszy, teraz ten kraj może liczyć na zupełnie nowe otwarcie. W takim otoczeniu blask Polski relatywnie słabnie, bo inwestorzy grają pod przyszłe wyniki, a nie pod opowieści z przeszłości, choć są one bezsprzecznie imponujące - podkreśla dr Mazurek.
Tomasz Setta, dziennikarz money.pl