Ponad godzina dziwacznej przemowy, ale inwestorzy odetchnęli. Giełdy reagują
Inwestorzy na Wall Street odetchnęli z ulgą po słowach prezydenta USA, jakie padły w Davos. Donald Trump w środę oświadczył, że nie zamierza używać siły militarnej do przejęcia Grenlandii. Deklaracja ta uspokoiła rynki, które dzień wcześniej notowały gwałtowne spadki, a główne indeksy giełdowe powróciły do wzrostów.
Wystąpienia prezydenta USA w Davos, oczekiwane przez międzynarodową społeczność i rynki finansowe, trwało godzinę i 12 minut. Trump wskazał w nim, że od Stanów Zjednoczonych zależą losy państw świata, twierdził, że w elektrownie wiatrowe inwestują tylko głupcy, a Chińczycy tylko produkują wiatraki, ale ich u siebie nie stawiają (co nie jest prawdą) i w pewnym momencie pomylił Grenlandię z Islandią.
W trakcie tego wystąpienia padła jednak kluczowa deklaracja o tym, że Trump nie zamierza przejąć Grenlandii z pomocą wojska. Te słowa przyniosły natychmiastową ulgę na światowych rynkach finansowych. Wcześniejsze obawy o eskalację konfliktu dyplomatycznego doprowadziły do masowej ucieczki kapitału w stronę bezpiecznych aktywów, jednak środowa sesja przyniosła wyraźne odreagowanie na parkietach w Nowym Jorku.
W reakcji na wystąpienie Donalda Trumpa podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, główne amerykańskie indeksy giełdowe odrobiły część strat poniesionych podczas wtorkowej wyprzedaży.
- Dow Jones Industrial Average zyskał 141 punktów, co przełożyło się na wzrost o 0,3 proc.
- Podobną dynamikę wykazał technologiczny Nasdaq Composite, a indeks szerokiego rynku S&P 500 wzrósł o 0,4 proc.
Kluczowym impulsem dla inwestorów było jednoznaczne wykluczenie scenariusza militarnego w sporze o terytorium zależne od Danii. Uspokojenie nastrojów widoczne było nie tylko na rynku akcji, ale również długu – rentowność 10-letnich obligacji skarbowych USA spadła, a ich ceny wzrosły, co sygnalizuje odwrót od panicznego poszukiwania bezpieczeństwa.
Wielki powrót polskiej marki. Prezes ujawnia, co go uratowało
"Nie chcę używać siły"
Przemówienie prezydenta USA w Szwajcarii było wyczekiwane przez rynki z ogromnym napięciem, zwłaszcza w kontekście jego wcześniejszych wypowiedzi dotyczących obciążeń finansowych i militarnych, jakie Stany Zjednoczone ponoszą na rzecz NATO. Trump wykorzystał to forum, aby doprecyzować swoje stanowisko w sprawie Grenlandii, co bezpośrednio przełożyło się na poprawę sentymentu rynkowego.
Nigdy o nic nie prosiliśmy i nigdy niczego nie dostaliśmy. Prawdopodobnie niczego nie dostaniemy, chyba że zdecyduję się na użycie nadmiernej siły, gdzie bylibyśmy, szczerze mówiąc, nie do powstrzymania. Ale nie zrobię tego – powiedział prezydent USA w Davos.
Podkreślił, że choć wielu obawiało się takiego scenariusza, nie jest on brany pod uwagę. – Nie muszę używać siły. Nie chcę używać siły. Nie użyję siły – zadeklarował amerykański przywódca.
Mimo łagodzącego tonu w kwestiach militarnych, prezydent USA nie zrezygnował całkowicie ze swoich ambicji terytorialnych. Trump przyznał, że wciąż dąży do "natychmiastowych negocjacji", których celem miałoby być ponowne omówienie kwestii zakupu Grenlandii przez Stany Zjednoczone.
Wtorkowy krach i "Sell America"
Środowe wzrosty nastąpiły po jednej z najtrudniejszych sesji ostatnich miesięcy. We wtorek, gdy groźby dotyczące ceł i potencjalnych działań militarnych przybrały na sile, amerykańskie indeksy zanotowały najgorsze dzienne wyniki od 10 października. Wyprzedaż była na tyle głęboka, że zepchnęła roczne stopy zwrotu indeksów S&P 500 oraz Nasdaq pod kreskę w ujęciu od początku 2026 roku.
Analitycy rynkowi zwracają uwagę na niepokojące zjawisko, które towarzyszyło spadkom. Joyce Chang, szefowa globalnych badań w JPMorgan, wskazuje w swojej notatce na powrót narracji o "sprzedaży Ameryki" (Sell America). Jej zdaniem, polityka "America First" paradoksalnie napędza cichą, ale konsekwentną dywersyfikację portfeli inwestycyjnych z dala od aktywów dolarowych. Dotyczy to w szczególności podmiotów rządowych.
Zjawisko to było widoczne w zachowaniu rynku walutowego i długu. We wtorek rentowność 10-letnich obligacji USA gwałtownie wzrosła, przebijając w szczytowym momencie poziom 4,3 proc., podczas gdy dolar tracił na wartości względem koszyka walut. Dopiero środowe uspokojenie sytuacji pozwoliło amerykańskiej walucie na odrobienie części strat.
Mimo nerwowości na rynkach, administracja USA stara się bagatelizować sytuację. Sekretarz Skarbu Scott Bessent, pytany przez dziennikarzy w Davos o wtorkową wyprzedaż, stwierdził krótko, że rząd "nie jest zaniepokojony" reakcją giełd.
Rekordy na rynku kruszców
Niepewność geopolityczna związana z roszczeniami USA wobec Grenlandii znalazła swoje odzwierciedlenie nie tylko na giełdach, ale przede wszystkim na rynku surowców. Inwestorzy, szukając bezpiecznej przystani dla swojego kapitału, masowo zwrócili się ku metalom szlachetnym.
Jak wynika z danych rynkowych, cena złota w transakcjach spot ustanowiła we wtorek nowy historyczny rekord, przekraczając psychologiczną barierę 4,7 tys. dolarów za uncję. Jest to bezpośrednia reakcja na ryzyko polityczne i obawy o stabilność międzynarodową.
Podobne tendencje obserwowano na rynku srebra, które choć w środę korygowało się o 1,2 proc. do poziomu około 93,5 dolara za uncję, wcześniej osiągnęło rekordowy pułap blisko 94,7 dolara. Kapitał płynął również szerokim strumieniem w stronę tradycyjnych bezpiecznych walut – jena japońskiego oraz franka szwajcarskiego, co dodatkowo pogłębiało presję na dolara amerykańskiego, który notował tygodniowe minima.
Reakcje spółek: Netflix i linie lotnicze
Poza geopolityką, nastroje na Wall Street kształtowały również wyniki finansowe największych korporacji, które właśnie publikują raporty za ostatni kwartał 2025 roku. Reakcje inwestorów na poszczególne publikacje były mieszane.
Pod presją znalazły się akcje Netflixa, które w handlu przedsesyjnym traciły blisko 7 proc. Mimo że gigant streamingu zaraportował zysk na akcję w wysokości 56 centów (nieznacznie powyżej oczekiwań analityków szacowanych na 55 centów) oraz przychody rzędu 12,05 mld dolarów, rynek zareagował wyprzedażą. Spółka pochwaliła się również przekroczeniem progu 325 mln płatnych subskrybentów na świecie, co stanowi nowy kamień milowy w jej historii.
Zdecydowanie lepsze nastroje panowały w sektorze lotniczym. United Airlines zyskały 3 proc. po zapowiedziach rekordowych zysków w 2026 roku, napędzanych silnym popytem na podróże. Przewoźnik prognozuje skorygowany zysk na akcję w przedziale od 12 do 14 dolarów w bieżącym roku, co pokrywa się z rynkowym konsensusem. Również prognozy na pierwszy kwartał okazały się zbieżne z oczekiwaniami analityków.
Liderem wzrostów w notowaniach przedsesyjnych był jednak Progress Software. Akcje spółki produkującej oprogramowanie biznesowe podskoczyły o ponad 7 proc. Powodem były optymistyczne prognozy na pierwszy kwartał, zakładające zysk na akcję oraz przychody przewyższające średnie szacunki analityków ankietowanych przez FactSet.
Globalne perspektywy mimo napięć
W tle rynkowych zawirowań pojawiają się również głosy dotyczące szerszej perspektywy makroekonomicznej. Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) w swojej najnowszej aktualizacji podniósł prognozę globalnego wzrostu gospodarczego na rok 2026. Eksperci funduszu argumentują ten optymizm zdolnością adaptacyjną przedsiębiorstw i całych gospodarek. Ich zdaniem biznes nauczył się funkcjonować w warunkach podwyższonych ceł i barier handlowych, co pozwala łagodzić negatywne skutki protekcjonistycznej polityki USA.
Mimo to, inwestorzy pozostają czujni. Choć ryzyko militarne zostało zażegnane, groźba wojny handlowej między USA a Europą wciąż wisi nad rynkami, a zapowiedzi użycia instrumentów takich jak ACI przez Unię Europejską sugerują, że okres podwyższonej zmienności na giełdach może potrwać dłużej.
Robert Kędzierski, dziennikarz Money.pl