Notowania

Afera Amber Gold. Jest wyrok sądu w sprawie Marcina P. i jego żony

Sąd w Gdańsku uznał Marcina i Katarzynę P. za winnych oszustwa, wprowadzenia klientów w błąd, a także prowadzenia działalności parabankowej bez zezwolenia. Twórcy piramidy finansowej Amber Gold nie pojawili się w sądzie. Na ogłoszenie wymiaru kary trzeba będzie poczekać nawet kilka miesięcy.

Podziel się
Dodaj komentarz
(PAP)
Marcin P. został uznany za winnego. Jego obrońca żądał oczyszczenia ze wszystkich zarzutów.

Odczytanie orzeczenia nastąpiło po 10:00 w poniedziałek. Sąd uznał Marcina i Katarzynę P. za winnych, ale na razie nie jest znana wysokość kary dla obojga przestępców. Prokuratura domaga się dla nich po 25 lat wiezienia.

Prowadząca posiedzenie sędzia Lidia Jedynak wskazała, że Marcin i Katarzyna P. "prowadzili piramidę finansową". Przeciw takiej ocenie działalności Amber Gold protestował obrońca Marcina P. Według sądu małżonkowie doprowadzili ponad 18 tys. osób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem.

Sędzia rozpoczęła odczytywanie nazwisk osób poszkodowanych przez twórców Amber Gold. Z uwagi na fakt, że do odczytania jest 9 tys. stron, potrzebnych na to będzie kilkadziesiąt posiedzeń sądu. Prokuratura ocenia, że zajmie to około trzy miesiące.

Obejrzyj: Komisja ds. Amber Gold. Burzliwe przesłuchanie Marcina P.

- Ogłaszanie wyroku przez Sąd Okręgowy w Gdańsku w procesie Amber Gold może potrwać ok. trzech miesięcy - powiedział w poniedziałek dziennikarzom prokurator Tomasz Janicki, cytowany przez PAP.

Kaczyński: główni winni są pod ochroną

Do sprawy Amber Gold podczas poniedziałkowej konferencji prasowej odniósł się także Jarosław Kaczyński. Prezes PiS ocenił, że Marcin i Katarzyna P. pełnili jedynie rolę słupów. - Z całą pewnością sądzę, że nie są to jedyni winni - stwierdził prezes PiS.

Na poparcie tej tezy przytoczył "konkluzję" prac sejmowej komisji śledczej ws. Amber Gold. W rzeczywistości jest to na razie jedynie projekt raportu końcowego sejmowej komisji śledczej, przygotowany przez jej przewodniczącą Małgorzatę Wassermann. Zdanie odrębne do przygotowanego przez nią dokumentu zapowiedzieli opozycyjni członkowie komisji.

- Wydaje mi się, że główni winni są inni. Są znani, tylko są po prostu pod ochroną - mówił na konferencji Jarosław Kaczyński. - Pełna rozprawa z tą aferą i z innymi oznaczałoby rozbicie pewnego układu. Niektórzy nazywają go układem gdańskim, gdańską Sycylią, trójmiejską Sycylią. Tu są pewne ograniczenia - ocenił.

- Możliwe, że dojście do pełnej prawy będzie możliwe przy dalszej poprawie pewnych warunków politycznych. Sądzę, że po wyborach parlamentarnych ta poprawa nastąpi - powiedział Jarosław Kaczyński (cytaty za 300polityka.pl).

Papier zamiast złota

Afera Amber Gold wybuchła latem 2012 roku, gdy okazało się, że firma nie jest w stanie regulować swoich zobowiązań. Spółka obiecywała swoim klientom inwestycje w złoto, których oprocentowanie wynosiło nawet 16,5 proc. w skali roku.

W rzeczywistości klienci Amber Gold kupowali jedynie papier, który miał stanowić potwierdzenie nabycia złota. Jednak wszystko funkcjonowało na zasadzie piramidy finansowej, a wypłacalność była uzależniona od przypływu kolejnych klientów.

Według ustaleń śledczych poszkodowanych na łączną kwotę niemal 851 mln zł zostało blisko 19 tys. osób. Twórca Amber Gold Marcin P. został oskarżony o 4 przestępstwa, a jego żona Katarzyna P. o 10.

Pozory legalnego biznesu

- Spółka Amber Gold od początku jedynie stwarzała pozory legalnie prowadzonej działalności gospodarczej, funkcjonowała jak charakterystyczna piramida finansowa - stwierdził prokurator Tomasz Janicki w mowie końcowej wygłoszonej 18 kwietnia.

Kilka dni później przed gdańskim sądem mowę końcową wygłosił obrońca Marcina P. Michał Komorowski zażądał uniewinnienia swojego klienta. Prawnik miał wiele zastrzeżeń co do rzetelności procesu. Przekonywał, że Amber Gold wcale nie była piramidą finansową i gdyby nie "medialna nagonka", to spółka wywiązałaby się ze swoich zobowiązań.

Komisja Nadzoru Bankowego jeszcze przed bankructwem Amber Gold w sierpniu 2012 r. informowała, że spółka działa bez zezwolenia KNF, a w grudniu 2009 roku do prokuratury wpłynęło zawiadomienie KNF w sprawie firmy, która jeszcze przez kilka lat funkcjonowała na rynku.

15 innych osób z zarzutami

Niezależnie od postępowań sądowych, sprawę afery Amber Gold miała wyjaśnić powołana w 2016 roku sejmowa komisja śledcza. Komisja miała zbadać "prawidłowość i legalność działań organów i instytucji publicznych wobec spółki".

Skład komisji był zdominowany przez parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości - na dziewięcioro członków aż pięcioro posłów należy do klubu PiS. Platformie Obywatelskiej przypadło w udziale tylko jedno miejsce w komisji śledczej.

Prace komisji od początku obywały się w atmosferze gwałtownych kłótni pomiędzy członkami komisji, a także oskarżeń o polityczną motywację działań komisji ze strony wielu przesłuchiwanych świadków.

15 maja przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann zaprezentowała własny projekt raportu z prawie trzyletnich prac tego organu. Twórcę Amber Gold Marcina P. nazwała "słupem". - Na pewno nie był osobą, która tę działalność wymyśliła - dodała, nie wskazując jednak prawdziwych twórców piramidy.

Wassermann podkreśliła, że od momentu zmian władzy w prokuraturze oraz powołania komisji śledczej zarzuty usłyszało już 15 osób.

Posłanka PiS "skrajnie negatywnie" oceniła działania policji, służb specjalnych i prokuratury, a także kilku ministrów w rządzie PO-PSL. - Komisja powstrzymała się od oceny wyroków sądowych ze względu na niezawisłość sądów - zaznaczyła Wassermann.

Posłowie PO i Nowoczesnej Krzysztof Brejza i Witold Zembaczyński zarzucili Wassermann formułowanie daleko idących tez bez dowodów. - Z wielkiego polowania, wielkiej nagonki wyszedł kapiszon, podmokły kapiszon - stwierdził Brejza. - Jeśli Marcin P. był słupem, to kto był jego mocodawcą? - pytał Zembaczyński.

Donald Tusk na celowniku

Komisja śledcza ds. Amber Gold rozpoczęła działalność w 2016 roku. Wśród przesłuchanych osób znalazł się były prezes tej firmy Marcin P., a także wielu polityków Platformy Obywatelskiej, a także prokuratorzy i funkcjonariusze służb.

Małgorzata Wassermann wielokrotnie publicznie przekonywała o kluczowej roli Donalda Tuska w aferze Amber Gold, a nawet o jego osobistej odpowiedzialności za nieprawidłowości w działaniach organów państwa.

- Związki Donalda Tuska ze sprawą Amber Gold są oczywiste - mówiła już w styczniu 2017 roku szefowa komisji śledczej. Wskazywała, że Tusk jako premier odpowiadał za pracę urzędników m.in. w Komisji Nadzoru Finansowego.

Donald Tusk stawił się przed komisją 5 listopada 2018 r. Przesłuchanie szybko zmieniło się w pojedynek słowny byłego premiera z posłami PiS.

- Dlaczego od trzech lat sugerujecie brzydkie rzeczy na temat mojej rodziny? Mieliście wszystkie instrumenty i narzędzia, by sprawę Amber Gold wyjaśnić do końca. Nie zrobiliście nic. Zero. Potrzebowaliście tej komisji, by co trzy tygodnie urządzać polityczny spektakl - mówił Tusk.

- Uważacie, że rolą premiera jest ostrzeganie przed inwestowaniem w budzące zastrzeżenia instytucje? – pytał komisję Donald Tusk. - Nie słyszałem publicznych oświadczeń premiera Mateusza Morawieckiego w sprawie afery GetBack - wskazywał były premier.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
20-05-2019

BKJeszcze ważniejsze jest ,by służby doszły do tego gdzie są skradzione pieniądze!

20-05-2019

No cóż...A kiedy zostaną skazani twórcy SKOK-ów??? Aaaa zapomniałem ich nie ma na ławie oskarżonych.... 3,5 mld też nie ma....:)

20-05-2019

wesaale nius

Rozwiń komentarze (662)