Notowania

Afera PCK. Zginęły ubrania i 46 ton żywności

Sprawę tzw. afery PCK prokuratura bada już od kilku lat, ale teraz pojawiają się w niej nowe wątki. Okazuje się, że oprócz ubrań, z Polskiego Czerwonego Krzyża ginęło również jedzenie. Jak pisze "Gazeta Wyborcza", żywność mogła być rozdawana w kampanii wyborczej posła PiS. W sprawie ma być przesłuchana minister Anna Zalewska.

Podziel się
Dodaj komentarz
(PAP)
Anna Zalewska ma być przesłuchana w tzw. aferze PCK. Jednym z głównych oskarżonych jest jej były bliski współpracownik.

W latach 2014-17 pracownicy dolnośląskiego Polskiego Czerwonego Krzyża kradli odzież z kontenerów, a później za pośrednictwem firmy zarejestrowanej na "słupa" sprzedawali w zaprzyjaźnionych secondhandach i hurtowniach. W tym czasie w organizacji rządzili politycy PiS.

Dolnośląskim oddziałem PCK przez lata kierował były radny sejmiku wojewódzkiego Rafał Holanowski. Jego zastępcą był poseł Piotr Babiarz, a dyrektorem – radny sejmiku Jerzy G., który przez prokuraturę podejrzewany jest o wyprowadzenie z Czerwonego Krzyża 1,2 mln zł.

Zobacz: Kolejna odsłona reformy edukacji. Minister Zalewska odpowiada money.pl

"Gazeta" informowała, że część pozyskanych w ten sposób pieniędzy była przeznaczana na kampanie wyborcze polityków partii rządzącej – Piotra Babiarza i szefowej resortu edukacji Anny Zalewskiej, której bliskim współpracownikiem był Jerzy G. Jak przyznaje prokuratura, minister ma zostać w tej sprawie przesłuchana. Kiedy i w jakim charakterze? Tego nie wiadomo.

Jeden z głównych oskarżonych, Bartłomiej Ł.-T., przed wyborami 2015 roku miał wpłacić na kampanię przyszłej minister Zalewskiej kwotę 7 tys. zł. Nie miał być to odosobniony przypadek. Wpłaty na rzecz polityków PiS są częścią afery w PCK, którą bada prokuratura.

Teraz śledczy analizują również inny wątek. Chodzi o żywność z darów, która zniknęła z Polskiego Czerwonego Krzyża w tym samym okresie. A ilości nie były małe, bo przekraczały 46 ton.

- Część tej żywności była kierowana do rozdawania wśród ludności w czasie ostatniej kampanii wyborczej do Sejmu. Chodzi przede wszystkim o paczki żywnościowe oraz jabłka - mówi "Wyborczej" jeden z byłych pracowników PCK.

Co ciekawe, były poseł PiS Piotr Babiarz chwalił się przed wyborami w 2015 roku, że rozdał mieszkańcom 20 ton jabłek, choć w rozliczeniu kosztów kampanii znalazły się faktury za zakup jedynie 26 kg owoców.

"Rozdawałem jabłka od trzebnickiego sadownika. Są na to stosowne papiery" - tak Babiarz skomentował pytanie dziennikarzy "GW". I dodał, że pytania w kwestii PCK "traktuje jako nękanie".

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
20-02-2019

WawwCi ludzie nie cofną się przed niczym! Wzbudzają tylko odrazę!

20-02-2019

jarekNic ująć nic dodać po prostu prawo i sprawiedliwość

20-02-2019

Podsłuchy i SzumidłaMy kradniemy patriotycznie

Rozwiń komentarze (1128)