Gwałtowne tąpnięcie akcji giganta. Płacą za przeszacowanie rewolucji
W ubiegłym tygodniu Stellantis stracił jedną czwartą wartości giełdowej w ciągu jednej sesji. Po weekendzie notowania wzrosły tylko nieznacznie. To reakcja inwestorów na komunikat spółki o gigantycznych odpisach, stracie za 2025 rok i zawieszeniu dywidendy. W tle decyzji leży odwrót od forsownej elektryfikacji na rzecz silników spalinowych.
Zeszły tydzień na giełdach w Mediolanie i Nowym Jorku przyniósł dramatyczną przecenę walorów grupy Stellantis. Notowania właściciela takich marek jak Jeep, Fiat czy Peugeot runęły o blisko 25 proc., co stanowi jedną z najgwałtowniejszych reakcji rynku w historii koncernu. Bezpośrednią przyczyną paniki była publikacja wstępnych wyników finansowych oraz nowej strategii, która de facto jest przyznaniem się do błędu w ocenie tempa transformacji energetycznej.
Kosztowny powrót do rzeczywistości
Zarząd spółki poinformował o konieczności dokonania odpisów w wysokości około 22 mld euro. Ta kwota, obciążająca wyniki za drugą połowę 2025 roku, jest efektem "resetu biznesowego". Antonio Filosa, dyrektor generalny Stellantis, w oficjalnym oświadczeniu przyznał wprost, że firma przeszacowała gotowość rynku na samochody elektryczne. Strategia oparta na politycznych i regulacyjnych założeniach rozminęła się z realnymi potrzebami i możliwościami finansowymi kierowców.
O komentarz do tej sytuacji poprosiliśmy Piotra Krzysztofika, eksperta z Departamentu Analiz Ekonomicznych PKO Banku Polskiego.
W wyjątkowo niefortunnym momencie szerokiej korekty na giełdach Stellantis ogłosił szereg negatywnych decyzji. Poinformował o wyraźnym ograniczeniu planów związanych z elektromobilnością, które okazały się zbyt kosztowne i nieadekwatne do realnego popytu, szczególnie w USA i Europie. Dlatego podjęto decyzję o ograniczeniu część projektów EV i przywróceniu priorytetu dla modeli spalinowych oraz hybrydowych – tłumaczy analityk.
Ekspert PKO BP wskazuje również na szersze konsekwencje operacyjne tego zwrotu. – Zmiana strategii oznacza cięcia w produkcji oraz anulowanie części zamówień, co przełoży się na znacząco wyższe od prognoz koszty restrukturyzacji — w tym te związane z zerwaniem umów z dostawcami czy redukcją zatrudnienia – dodaje Piotr Krzysztofik.
Inwestorzy odcięci od gotówki. To dlatego kurs spadł tak mocno
Choć sam zwrot w kierunku silników spalinowych i hybrydowych mógłby zostać odebrany jako racjonalizacja biznesu, inwestorów przeraziła skala problemów finansowych. Spółka zapowiedziała, że w związku z prognozowaną stratą netto za 2025 rok, nie wypłaci dywidendy w roku 2026. Zamiast dzielić się zyskiem, koncern musi szukać kapitału, zapowiadając emisję obligacji hybrydowych o wartości do 5 mld euro.
Analitycy Deutsche Banku określili ten ruch mianem "kitchen sinking", czyli strategią ujawnienia wszystkich negatywnych informacji naraz, aby oczyścić przedpole na przyszłość. Mimo to, reakcja rynku była bezlitosna.
– Informacja ta mocno obciążyła notowania, ale nie była jedynym czynnikiem negatywnie wpływającym na kurs akcji. Rynek szczególnie dotkliwie zareagował na decyzję o zawieszeniu wypłaty dywidendy w 2026 roku. Wielu akcjonariuszy przyzwyczajonych do stałego dochodu z akcji straciło powód, żeby je dalej trzymać. Dodatkowo koncern zapowiedział emisję obligacji, co w połączeniu z brakiem dywidendy pogłębiło obawy o kondycję finansową grupy – wyjaśnia Piotr Krzysztofik.
Analityk zwraca uwagę, że choć cała branża motoryzacyjna przeżywa trudne chwile, sytuacja Stellantis wyróżnia się na tle konkurencji: – Choć korekty strategii EV i odpisy występują także u innych producentów, takich jak GM czy Ford, to ich skala była mniejsza i żaden z dużych koncernów motoryzacyjnych nie zawiesił jeszcze wypłaty dywidendy. To częściowo może tłumaczyć ponadprzeciętnie mocną reakcję rynku na decyzje Stellantis.
Amerykański sen kończy się krokiem w tył
W cieniu giełdowego tąpnięcia koncern podejmuje próby ratowania swojej pozycji w Stanach Zjednoczonych. Plan naprawczy zakłada inwestycje rzędu 13 mld dolarów w ciągu czterech lat i stworzenie nowych miejsc pracy, co ma uspokoić tamtejsze związki zawodowe i regulatorów. Jednocześnie firma porządkuje swoje portfolio, wycofując się z niektórych projektów joint venture. Przykładem jest odsprzedaż LG Energy Solution 49-proc. udziału w kanadyjskiej fabryce baterii NextStar Energy.
Decyzje te oznaczają odejście od ambitnych planów poprzedniego zarządu, który zakładał, że do końca dekady 100 proc. sprzedaży w Europie i połowa w USA będą stanowiły auta elektryczne. Obecny zarząd stawia na "wolność wyboru", co w praktyce oznacza wydłużenie życia wysokomarżowych modeli spalinowych.
Czy ten drastyczny reset przyniesie efekty? Piotr Krzysztofik z PKO BP widzi szansę w zmianie priorytetów produktowych: – Mimo trudnej sytuacji koncern zakłada, że kosztowny strategiczny reset przyniesie wymierne korzyści, a wysokomarżowe modele spalinowe pozwolą na stosunkowo szybkie odbudowanie wyników finansowych.
Kryzys ogarnia też Polskę
Problemy Stellantis są złym sygnałem dla polskiej gospodarki. - W ciągu zaledwie dwóch lat europejskie firmy ogłosiły redukcję 104 tysięcy miejsc pracy, co oznacza średnio ponad 140 zwolnień dziennie. Skala tych cięć przewyższa nawet najtrudniejsze momenty pandemii COVID-19 i jasno pokazuje, że europejski łańcuch dostaw motoryzacji przechodzi strukturalny reset, na który polityka publiczna wciąż nie znajduje odpowiedzi - wskazał w rozmowie z PAP prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM) Tomasz Bęben.
Dla tysięcy wyspecjalizowanych, innowacyjnych i lokalnie zakorzenionych firm oznacza to realną walkę o przetrwanie. Polska - jako jedno z największych centrów produkcyjnych części motoryzacyjnych w UE nie jest niestety odizolowana od tych procesów - stwierdził Bęben.
Prezes SDCM zwrócił uwagę, że kryzys odczuwają zwłaszcza te zakłady produkcyjne w naszym kraju, które wytwarzają części i komponenty. Według danych GUS, kondycja finansowa polskiego sektora przemysłu motoryzacyjnego uległa znacznemu pogorszeniu. Po II kwartale 2025 r. wskaźnik rentowności dla przedsiębiorstw z branży był ujemny i wyniósł - 15 proc., podczas gdy w analogicznym okresie 2024 r. osiągnął – 6 proc. Pokazuje to istotne pogłębienie strat rok do roku.
- Nie ma jeszcze zagregowanych danych statystycznych dotyczących skali redukcji zatrudnienia w polskich fabrykach producentów części, komponentów oraz pojazdów, ale znamienne są liczne doniesienia publikowane w drugiej połowie 2025 r. o planowanych redukcjach etatów w koncernach takich jak: Bosch, ZF, Schaeffler czy Stellantis. Zakłady tych firm zlokalizowane są także w Polsce" - przypomniał Bęben.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl