Czarnek chce "uczciwych" rachunków za prąd. Eksperci oceniają

Przemysław Czarnek chce pokazać Polakom na rachunkach za prąd "koszty ETS", który nazywa "unijnym podatkiem klimatycznym". Koszty ETS wynikają z drogiego węgla i braku inwestycji w transformację – przypominają eksperci.

Przemysław CzarnekPrzemysław Czarnek zapowiada projekt ustawy "Uczciwy rachunek z prąd"
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, East News | Bartlomiej Magierowski | ZipZapic.com, Michał Janek
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

"Polacy nie mogą dłużej płacić za klimatyczne szaleństwo Brukseli i bierność rządu Tuska. Rachunki za prąd rosną, a polskie firmy tracą konkurencyjność przez ETS i Zielony Ład" – pisze kandydat PiS na premiera w serwisie X i zapowiada projekt ustawy "Uczciwy rachunek za prąd". Ma to być część większego pakietu ustaw, firmowanego przez Czarnka i ujawnianego stopniowo w najbliższych tygodniach.

W trakcie poniedziałkowej konferencji prasowej Czarnek zwracał się do rządzących: – Pokażcie Polakom, dlaczego rachunki za prąd w Polsce są tak gigantyczne. Pokażcie składową rachunków i pokażcie, ile wynosi w tym rachunku za prąd dla zwykłego Polaka koszt absurdalnej lewicowej, lewackiej polityki klimatycznej Unii Europejskiej, czyli ile wynoszą opłaty dotyczące ETS-u.

Eksperci przypominają o węglu

Według założeń projektu PiS, faktury za prąd miałyby być uproszczone, choć rząd Donalda Tuska dopiero co zdecydował o ich uproszczeniu. Przede wszystkim jednak miałaby się pojawić wyszczególniona kwota wynikająca właśnie z obciążeń systemem ETS.

Burzliwa debata w Sejmie. Czarnek krzyczał o "urojonej rzeczywistości"

O jakich pieniądzach mówimy? – ETS ma w Polsce podobny wpływ na rachunek jak podatek VAT, stanowi około 20 proc. rachunku za energię elektryczną dla gospodarstwa domowego – wyjaśnia Michał Grabka, kierownik programu badawczego w Fundacji Instrat. Nie jest on jednak ujęty w pozycji "podatki" – jak konsekwentnie nazywają ETS politycy PiS (podatkami na rachunku są VAT i akcyza), lecz w kosztach energii elektrycznej. Ta pozycja zajmuje ok. 40 proc. rachunku, choć jej wysokość zależy m.in. od taryfy, i obejmuje: koszt produkcji energii, koszt paliwa – jak węgiel czy gaz, marżę sprzedawcy oraz koszt CO2, czyli właśnie ETS. A ten zależy od czystości paliwa, bo im "brudniejsze" źródła prądu mamy, tym ten element jest droższy.

"Profesor Czarnek ma rację - paliwa kopalne to spory koszt. Przeciętna polska rodzina płaci rocznie 300 zł za emisję CO2 z produkcji prądu z węgla i gazu na jej potrzeby. Kolejne 600-800 zł wydaje na dotacje do pensji górników, 200 zł na budowę i utrzymanie elektrowni węglowych i gazowych, 1000 zł za import ropy i paliw oraz… 20 zł za rok na dopłaty do źródeł odnawialnych" – wylicza w komentarzu w serwisie WysokieNapiecie.pl Bartłomiej Derski.

© Forum Energii

– Problemem nie jest brak wiedzy o tym, jak kształtują się poszczególne pozycje na rachunku za energię, czy jak działa system ETS – komentuje z kolei Marta Anczewska, kierowniczka ds. polityki energetycznej w Instytucie Reform. – Problem polega na tym, że ceny energii w Polsce ciągle wyznacza energetyka węglowa, podczas gdy tańsze i zdrowsze alternatywy są blokowane lub rozwijają się zbyt wolno.

Przypomnijmy, że pierwszym wetem Karola Nawrockiego w sierpniu 2025 było weto do ustawy wiatrakowej. – Ta ustawa dotyczy wiatraków, a nie obniżenia cen energii elektrycznej. Aby obniżyć ceny energii elektrycznej, musimy zrezygnować z tego, co wpływa najbardziej na ceny energii, a więc na ETS. Musimy odchodzić od Zielonego Ładu – argumentował wtedy prezydent. Farmy wiatrowe na lądzie to na dziś najtańsze wielkoskalowe źródło energii. Kilka dni później Nawrocki zawetował zresztą również ustawę deregulującą energetykę, w której były zapisy o uproszczeniu rachunków, m.in. o odejściu od prognoz zużycia.

Zarabiamy na ETS, a gdzie te pieniądze?

Przemysław Czarnek i PiS zapowiadają też "wyjście z ETS". – Polska wyjść z ETS jednostronnie nie może. Prawnie nie jest to możliwe – komentował wcześniej dla Money.pl Michał Hetmański z Fundacji Instrat. – Zamiast robić burzę w szklance wody, należy wdrażać rozwiązania, które pomogą aktywnie zarządzać podażą uprawnień – podkreślał.

Europejski System Handlu Emisjami (EU ETS) funkcjonuje od 2005 r. i ma na celu redukcję emisji CO2 przy zastosowaniu prostej zasady: płaci ten, kto zanieczyszcza. Dziś system obejmuje energetykę, przemysł energochłonny oraz lotnictwo. ETS2, który ma wejść w życie w 2028 r., obejmie sektory budowlany i transportowy. Kilka unijnych państw, w tym Polska, naciska na reformę ETS. Polski rząd argumentuje m.in., że unijne cele redukcji emisji (90 proc. do 2040 r.) są dla nas trudne do osiągnięcia.

ETS reguluje też handel uprawnieniami do emisji CO2: firmy, które chcą emitować, kupują je na aukcjach. Środki te zostają w państwach członkowskich, a Polska jest jednym z największych beneficjentów w Europie. – Jeśli chodzi o system ETS, Polska od lat uzyskuje wielomiliardowe dochody z aukcji uprawnień do emisji CO2, które miały finansować transformację – przypomina Marta Anczewska.

Niestety kolejne rządy, łącznie z tym, w którym zasiadał minister Czarnek, przeznaczały te środki na bieżące potrzeby zamiast na inwestycje ograniczające koszty energii. Tymczasem rachunki rosną m.in. w związku z konieczną modernizacją sieci – dodaje analityczka Instytutu Reform.

Opublikowany w 2024 r. raport Najwyższej Izby Kontroli, dotyczący gospodarowania w latach 2013-2023 (od 2015 do 2023 rządziło PiS) przychodami z handlu emisjami w ramach ETS, mówił, że budżet państwa z tego tytułu zasiliło prawie 94 mld zł. Dziś to już znacznie ponad 100 mld zł.

© NIK

Jednocześnie NIK podkreśliła, że tylko niewielka część tych środków została przeznaczona – zgodnie z wymogami – bezpośrednio na cele klimatyczne czy transformację energetyczną. "System gospodarowania środkami ze sprzedaży uprawnień EU ETS w Polsce został zorganizowany w sposób uniemożliwiający jednoznaczne ustalenie faktycznego wykorzystania dochodów ze sprzedaży uprawnień do emisji w przypadku niemal 90 proc. uzyskanych środków" – czytamy w komunikacie Izby.

Michał Grabka podkreśla, że środki z ETS powinny wracać do gospodarki na termomodernizację, OZE i dekarbonizację przemysłu. – Im więcej inwestujemy w te obszary, tym mniej obciąża nas zarówno ETS, jak i zmienność cen paliw kopalnych. To drugie jest szczególnie istotne, co widzimy choćby po sytuacji w Iranie i odczuwalnych już teraz (ceny paliw na stacjach) i wkrótce (ceny gazu na przyszły rok) skutkach – mówi ekspert Fundacji Instrat i dodaje: – Rozwiązaniem nie jest też polski węgiel. Żeby utrzymać jego konkurencyjność cenową, musimy do niego dopłacać. Niestety, przez lata znaczna część wpływów z ETS rozpływała się w budżecie państwa, zamiast finansować transformację.

Marta Anczewska z Instytutu Reform podsumowuje: – Apelujemy więc o powiązanie wpływów ETS z inwestycjami transformacyjnymi, zamiast zasilania ogólnego budżetu państwa. O to powinien zabiegać też kandydat na premiera, jeśli chce zabrać merytoryczny głos w dyskusji.

Karolina Deling-Jóźwik, była dziennikarka Gazeta.pl, Wirtualnej Polski i tvn24.pl; wydawczyni podcastu "Lepszy Klimat" Pauliny Górskiej

Wybrane dla Ciebie