Według projektu zaprezentowanego w poniedziałek przez Przemysława Czarnka na rachunkach miałaby pojawić się wyszczególniona kwota płacona za funkcjonowanie europejskiego systemu handlu przydziałami emisji gazów cieplarnianych. Według polityka Polacy powinni mieć wgląd w "rzeczywiste koszty" związane z polityką klimatyczną UE.
W uzasadnieniu projektu "Uczciwy rachunek za prąd" zapisano, że faktury mają zostać uproszczone przez podsumowanie kluczowych pozycji, w tym łącznej kwoty do zapłaty, opłat za obrót energią, gazem lub ciepłem oraz kosztów dystrybucji i okresu obowiązywania umowy - podało jako pierwsze Radio Zet. Ma to zapewnić "klarowność otrzymywanych informacji".
Burzliwa debata w Sejmie. Czarnek krzyczał o "urojonej rzeczywistości"
Przypomnijmy, że w ubiegłym roku rząd zdecydował o uproszczeniu rachunków za energię elektryczną. Projekt ustawy przyjęto na posiedzeniu rządu w maju tego roku. Kluczowe informacje, czyli kwota do zapłaty i główne składniki opłat będą widoczne na pierwszej stronie faktury.
Najważniejszą zmianą jest obowiązek udostępniania rachunku za energię elektryczną w uproszczonej, czytelnej formule - informowało Ministerstwo Energii. Każdy rachunek będzie zawierał przejrzyste podsumowanie na pierwszej stronie, obejmujące:
- łączną kwotę do zapłaty (wyraźnie wyeksponowaną)
- koszt samej energii
- koszt dystrybucji (dostarczenia energii)
- okres obowiązywania umowy.
Komunikacja elektroniczna będzie podstawowym kanałem kontaktu między przedsiębiorstwami energetycznymi a odbiorcami. Rozwiązanie to przyspieszy obieg informacji, zwiększy wygodę użytkowników i ograniczy koszty operacyjne. Jednocześnie każdy odbiorca zachowa prawo do pozostania przy wersji papierowej - wskazywał resort w komunikacie.
PiS chce iść jednak dalej.
"Polacy nie mogą dłużej płacić za klimatyczne szaleństwo Brukseli i bierność rządu Tuska. Rachunki za prąd rosną, a polskie firmy tracą konkurencyjność przez ETS i Zielony Ład. Dlatego składamy projekt ustawy 'Uczciwy rachunek za prąd' - każdy Polak ma prawo wiedzieć, ile dokładnie płaci za unijny podatek klimatyczny. Kończymy również prace nad ustawą wyprowadzającą Polskę z ETS, którą przyjmiemy, jak PiS wróci do władzy" - oświadczył w poniedziałek kandydat PiS na premiera.
Politycy PiS od dawna wzywają rząd do wyjścia z systemu emisji ETS, a Przemysław Czarnek przekonuje, że będąc poza tym mechanizmem, Polacy zaoszczędzą na rachunkach nawet kilkadziesiąt procent. Eksperci studzą entuzjazm PiS.
Głos w tej sprawie zabrał też rząd.
"Prawo nie przewiduje możliwości jednostronnej rezygnacji przez państwo członkowskie z uczestnictwa w systemie EU ETS, nie reguluje ono również procedury wyłączenia państwa członkowskiego z tego systemu. W praktyce nie było również takiego przypadku" - wskazywał jesienią 2025 r. wiceminister klimatu Krzysztof Bolesta w odpowiedzi na interpelację
"Oze-sroze". Polityk PiS i zarzuty o hipokryzję
Kandydat PiS na premiera już w marcu ogłosił, że gdy PiS wygra kolejne wybory, Polska "wróci do normalności", czyli do wydobycia węgla. Krytykował też ETS i OZE.
- Nie mamy żadnego Zielonego Ładu, żadnych oze-sroze dofinansowanych z dopłat. My mamy nasz miks węglowy, mamy nasze bogactwa naturalne i wara nam od nich - grzmiał Czarnek z mównicy w Hali Sokoła w Krakowie.
Tymczasem europoseł PSL Krzysztof Hetman poinformował, że Czarnek "jak rządził PiS, założył fotowoltaikę" w swoim domu.
- Tak. Mówiłem o tym wyraźnie, wielokrotnie i bazowałem również na swoim doświadczeniu. Nie wiem, co tam koledzy z PSL-u odkryli ciekawego. Moje doświadczenie jest następujące: otóż fotowoltaika, która jest i tak mniej inwazyjna niż wiatraki - bo przynajmniej nie widać jej i można korzystać z tego prądu, który jest wyprodukowany na tym dachu na potrzeby akurat tego odbiornika prądu, który się kręci w domu - to jednak jest kompletnie nieopłacalna - tak wówczas sprawę na antenie Radia Zet komentował Przemysław Czarnek.
Źródło: Radio ZET