Na rynek pracy wróciła harmonia. Płace rosną, ale koszty w ryzach [ANALIZA]

Działające w Polsce przedsiębiorstwa, które w ostatnich latach skarżyły się na galopujące koszty pracy, mogą odetchnąć z ulgą. Wzrost płac wyhamował na tyle, że nie przewyższa już znacząco wzrostu wydajności pracy. A jednocześnie siła nabywcza wynagrodzeń wciąż zwiększa się w historycznie wysokim tempie, ku zadowoleniu pracowników.

Koszty pracyZ perspektywy pracodawców najgorszy pod względem kosztów pracy był 2024 r.
Źródło zdjęć: © Agencja Wyborcza.pl | Slawomir Kaminski, Robert Kowalewski
Grzegorz Siemionczyk
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

W I kwartale 2026 r., jak podał niedawno GUS, przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej zwiększyło się o 6,7 proc. rok do roku. To najsłabszy wynik od pięciu lat lub nawet od ośmiu, jeśli pominąć kilka kwartałów z okresu pandemii COVID-19. Nie oznacza to jednak, że jest rozczarowujący. Wpisuje się dobrze w tendencje, które uwidoczniły się w Polsce już w 2025 r.: rynek pracy wraca do równowagi po okresie gwałtownych zmian.

W latach 2018-2025 przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej, obejmującej około 10 mln pracowników, rosło średnio w tempie 9,5 proc. rocznie, a momentami w tempie niemal 15 proc. W rezultacie średnia płaca podskoczyła z 4,5 tys. zł brutto na początku tego okresu do ponad 9 tys. zł obecnie. Dla porównania, poprzednio musiało minąć aż 14 lat, aby wynagrodzenia nad Wisłą się podwoiły.

Polak przejął zakład po amerykańskim gigancie. Wspomina, jak zaczynał w biznesie

Tak szybki wzrost płac, zwłaszcza po 2021 r., był w pewnej mierze pokłosiem inflacji. Poziom cen konsumpcyjnych w Polsce w latach 2018-2025 zwiększył się o ponad 60 proc. Podwyżki płac o takiej skali były więc potrzebne, aby ochronić ich siłę nabywczą. W praktyce jednak pracownicy, przy wsparciu polityki płacy minimalnej oraz podwyżek w części sektora publicznego, byli w stanie uzyskać podwyżki dużo większe.

W 2024 r. dynamika płac wyraźnie oderwała się od dynamiki produk
W 2024 r. dynamika płac w Polsce wyraźnie oderwała się od dynamiki produktywności © money.pl

W analizowanym okresie tylko raz, w 2022 r., przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej nie dotrzymało kroku inflacji, czyli zmalało w ujęciu realnym. Za to w 2024 r. realne płace podskoczyły o blisko 10 proc., najbardziej od początku stulecia. Średnio zaś rosły w tempie 3,8 proc. rocznie w porównaniu do 2,6 proc. rocznie w poprzednich ośmiu latach.

Firmy przytłoczone kosztami pracy

Z perspektywy pracodawców oznaczało to radykalną zmianę warunków prowadzenia działalności. Przez pewien czas, w warunkach wysokiej inflacji z lat 2021-2023, inne koszty przedsiębiorstw rosły nawet szybciej niż koszty pracy. Wiele z nich mogło też podwyższać ceny swoich towarów i usług tak, aby z nawiązką przerzucać wzrost kosztów na klientów.

Ale wcześniej, a zwłaszcza później, wynagrodzenia rosły już szybciej niż inne koszty firm oraz ceny. W rezultacie, jak wynika z Szybkiego Monitoringu NBP, czyli szeroko zakrojonego badania banku centralnego w sektorze przedsiębiorstw, udział kosztów pracy w całkowitych kosztach operacyjnych przedsiębiorstw pod koniec 2025 r. sięgnął rekordowego poziomu 14,8 proc.

Realny wzrost płac przewyższał też realny wzrost produktywności pracowników (to wskaźnik, który pokazuje, jaką ilość towarów lub usług wytworzyć może jeden pracownik w określonym czasie). Z perspektywy pracodawców najgorszy pod tym względem był 2024 r., gdy różnica między tempem wzrostu wynagrodzeń a tempem wzrostu wydajności pracy sięgnęła niemal 6 pkt proc. Średnio rzecz biorąc, przed wybuchem pandemii COVID-19 różnica ta wynosiła 0,5 pkt proc.

W 2025 r. wzrost kosztów pracy zbliżył się do wzrostu produktywn
W 2025 r. wzrost kosztów pracy w Polsce zbliżył się do neutralnego dla przedsiębiorstw poziomu, wyznaczonego przez wzrost produktywności powiększony o wzrost cen (inflację) © money.pl | Wojciech Kozioł

Efekt? Skokowy wzrost odsetka przedsiębiorstw, które wśród istotnych barier działalności wskazują koszty zatrudnienia. W największym stopniu uwidoczniło się to w pracochłonnych sektorach gospodarki. Przykładowo, w budownictwie w latach 2022-2024 na rosnące koszty pracy utyskiwało średnio ponad 71 proc. firm w porównaniu do 62 proc. w latach 2018-2021 i niespełna 58 proc. w poprzedniej dekadzie.

W handlu detalicznym te odsetki wynosiły – odpowiednio – 63 proc., 56 proc. i 51 proc., a w transporcie i gospodarce magazynowej 63, 56 i 55 proc.

W przemyśle przetwórczym, gdzie łatwiej o automatyzację części zadań, odsetek firm wskazujących na barierę kosztów zatrudnienia po 2018 r. utrzymywał się stale w okolicy 56 proc., w porównaniu do 48 proc. w poprzedniej dekadzie.

Przywołane przed chwilą wyniki badań ankietowych wśród firm sugerują, że przedsiębiorcy utyskiwali na koszty zatrudnienia nawet wtedy, gdy ich wzrost był relatywnie wolny. Mimo to upowszechnienie się takich głosów w ostatnich latach nie było bezpodstawne. W poświęconych Polsce raportach międzynarodowych instytucji, takich jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz Organizacja ds. Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, zaczęły się pojawiać ostrzeżenia, że zbyt szybki wzrost kosztów pracy podkopuje model wzrostu polskiej gospodarki. Jego filarem był eksport, napędzany w dużej mierze przez inwestujące nad Wisłą zagraniczne firmy. Zdolność Polski do przyciągania takich inwestycji zależała zaś w istotnym stopniu od konkurencyjności kosztowej.

Polska stała się zbyt droga dla inwestorów?

Co więcej, wydawało się, że źródłem problemu są trendy demograficzne: starzenie się ludności i spadek populacji osób w wieku produkcyjnym. To zaś implikowało, że firmy nie powinny liczyć na powrót do dawnej równowagi, gdy koszty pracy szły w parze z produktywnością.

Przedsiębiorstwa zorientowane na rynek krajowy mogły wprawdzie korzystać z tego, że wraz ze wzrostem wynagrodzeń zwiększał się popyt na ich towary i usługi. Ale z perspektywy firm konkurujących na rynkach międzynarodowych wzrost kosztów pracy był tylko ciężarem, tym bardziej że potęgowało go umocnienie złotego wobec euro i dolara.

To, że w latach 2023-2024 doszło do załamania wartości bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce, a aktywność w sektorze usług konsumpcyjnych zwiększała się relatywnie do aktywności w zorientowanym na eksport przemyśle, zdawało się uzasadniać obawy, że polski model rozwoju wyczerpał swój potencjał.

Hamowanie wzrostu płac – i to nie w następstwie kryzysu gospodarczego, tylko w warunkach przyzwoitego wciąż tempa rozwoju gospodarki – sugeruje jednak, że na rynek pracy może powrócić równowaga, która będzie odpowiadała zarówno przedsiębiorstwom, jak i pracownikom.

Już w 2025 r. w Polsce wyraźnie zwolnił wzrost tzw. jednostkowych kosztów pracy: wyniósł 4,2 proc., najmniej od 2021 r., w porównaniu do 10,2 proc. średnio w poprzednich trzech latach. To wynik o zaledwie 0,6 pkt proc. powyżej inflacji, podczas gdy w poprzednich dwóch latach jednostkowe koszty pracy nad Wisłą rosły o 3,5 pkt proc. szybciej niż ceny.

Polska wypadła z grona państw z najszybszym wzrostem kosztów pra
Polska wypadła z grona państw z najszybszym wzrostem kosztów pracy © money.pl | Wojciech Kozioł

W 11 krajach UE ta miara kosztów pracy wzrosła (nominalnie) bardziej niż nad Wisłą, w tym na Węgrzech i Słowacji, z którymi Polska konkuruje o inwestycje. Dla porównania, w poprzednich kilku latach jednostkowe koszty pracy nad Wisłą rosły średnio w tempie niemal 8 proc., co dawało nam miejsce w ścisłej czołówce UE. Jeszcze szybciej zwiększały się przede wszystkim w krajach, w których były wyraźnie niższe, np. w Bułgarii i Rumunii.

Inwestycje w automatyzację pomagają pracownikom

Spowolnienie wzrostu jednostkowych kosztów pracy w Polsce to wypadkowa wolniejszego wzrostu płac i szybkiego wzrostu produktywności. Ta ostatnia zwiększyła się w 2025 r. o 3,6 proc. po zwyżce o 3,9 proc. rok wcześniej. Oba wyniki są wysokie na tle historycznym.

W dwóch dekadach przed pandemią COVID-19 produktywność pracy w Polsce rosła średnio w tempie 2,8 proc. Jednym z wyjaśnień tego przyspieszenia mogą być inwestycje przedsiębiorstw w automatyzację części procesów. W tym zakresie w Polsce w ostatnich latach – z przerwą w 2024 r. – widoczne było wyraźne ożywienie, bezpośrednio związane z drożejącą pracą.

Polska wyraźnie przesunęła się w rankingu państw regionu z najdr
Polska wyraźnie przesunęła się w rankingu państw regionu z najdroższą pracą. Wpływ tej zmiany na konkurencyjność przedsiębiorstw złagodził jednak szybki wzrost produktywności pracy © money.pl | Wojciech Kozioł

Jeśli wzrost produktywności pracy będzie utrzymywał się na poziomie z ostatnich lat, np. w okolicy 3,5 proc. rocznie, to w warunkach inflacji zgodnej z celem NBP (2,5 proc. rocznie), zwyżki kosztów pracy rzędu 6 proc. będą – średnio rzecz biorąc – neutralne dla pracodawców, zwłaszcza tych skupionych na krajowym rynku. Już teraz niemal we wszystkich sektorach odsetek firm, które postrzegają koszty zatrudnienia jako barierę dla swojej działalności, jest sporo poniżej szczytów z ostatnich lat.

Jednocześnie z perspektywy pracowników podwyżki wynagrodzeń o około 6 proc. rocznie oznaczałyby wzrost ich siły nabywczej spójny ze wzrostem produktywności. Dane z I kwartału (przypomnijmy: przeciętne wynagrodzenie wzrosło o 6,7 proc.) są już bliskie takiej równowagi.

Przed pandemią COVID-19, gdy wydajność pracy rosła wolniej niż w ostatnich latach, takie neutralne z teoretycznego punktu widzenia tempo wzrostu płac wynosiło około 5,3 proc. Realia nie były od teorii dalekie: przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej rosło średnio w tempie 5,4 proc. nominalnie. Dzięki temu, że inflacja była średnio nieco poniżej celu NBP, choć mieściła się w paśmie dopuszczalnych odchyleń, realne tempo wzrostu wynagrodzeń oscylowało wokół 3,4 proc.

Jeśli w najbliższych latach dynamika płac ustabilizuje się w okolicy 6 proc., ryzyko, że zbyt szybki wzrost kosztów pracy podkopie polski model rozwoju, zmaleje. Nie zniknie jednak zupełnie.

Z perspektywy tych przedsiębiorstw, które zorientowane są na eksport, znaczenie ma jeszcze kurs euro wobec złotego i inflacja na rynkach zbytu relatywnie do inflacji w Polsce. Od tych czynników zależy bowiem tzw. realny efektywny kurs złotego, wpływający na konkurencyjność polskiego eksportu.

Od połowy 2022 r. tak liczony kurs polskiej waluty podskoczył o ponad 30 proc. Wpływ tej zmiany na przedsiębiorstwa można zilustrować tak: w minionych czterech latach koszt pracy nad Wisłą zwiększył się nominalnie o 54 proc. licząc w złotych i o 66 proc. licząc w euro. W latach przed pandemią COVID-19 realny efektywny kurs złotego był dość stabilny, dzięki czemu widoczne już wtedy przyspieszenie wzrostu kosztów pracy w podobnym stopniu dotykało eksporterów co firmy skupione na krajowym rynku i nie jawiło się jako poważne zagrożenie dla konkurencyjności Polski. Jak ten kurs będzie się kształtował w przyszłości, nie wiadomo. Trzeba jednak pamiętać o tym, że ten czynnik może nadal zaburzać harmonię na rynku pracy.

Grzegorz Siemionczyk, główny analityk money.pl

Wybrane dla Ciebie