Nowe regulacje mają zmienić zasady przeprowadzania transakcji o większej wartości. Rozporządzenie AMLR zakłada, że przy zakupach przekraczających 10 tys. euro, czyli około 43 tys. zł, klient będzie musiał przejść szczegółową identyfikację.
Znaczenie będzie miała sama wartość transakcji, a nie sposób jej opłacenia. Przy takim zakupie klient będzie musiał podać m.in. numer PESEL, NIP czy numer rachunku bankowego IBAN.
Oznacza to, że sam przelew z własnego konta nie będzie już wystarczającym elementem potwierdzającym legalność pochodzenia pieniędzy. Sprzedawca lub usługodawca będzie musiał dokładniej sprawdzić, z kim ma do czynienia.
DLA CIEBIEWolność czy pieniądze? Zawsze płacisz jakąś cenę - Alina Sztoch II Pierwsza Praca #2
Nie tylko banki będą sprawdzać klientów
Nowe obowiązki mają objąć znacznie szerszą grupę przedsiębiorców. Mechanizmy Customer Due Diligence będą musieli stosować m.in. dostawcy usług związanych z kryptoaktywami, platformy crowdfundingowe oraz firmy udzielające pożyczek pozabankowych.
Na liście znalazły się również branże związane z dobrami luksusowymi i dużymi transakcjami. Chodzi m.in. o dealerów samochodowych, pośredników w obrocie nieruchomościami, galerie sztuki, domy aukcyjne oraz niezależnych marszandów. Nowe wymogi obejmą także adwokatów i kluby sportowe.
Mateusz Pniewski z TransactionLink zwraca uwagę, że szczególnie odczują to osoby preferujące płatności gotówkowe. W ich przypadku przewidziano niższy próg, od którego może być wymagane uproszczone CDD – przy niskim ryzyku przestępstw finansowych będzie to 3 tys. euro.
W praktyce oznacza to konieczność ustalenia tożsamości klienta oraz sprawdzenia, czy nie działa on w imieniu innej osoby, która jest rzeczywistym beneficjentem transakcji.
Jeden standard w całej UE
Wprowadzenie wspólnych zasad ma ograniczyć różnice między państwami członkowskimi. Dotychczas przestępcy mogli korzystać z odmiennych wymogów i progów obowiązujących w poszczególnych krajach.
Nowe przepisy mają ujednolicić podejście do kontroli przepływów finansowych w całej UE. Ich celem jest uszczelnienie systemu i utrudnienie wykorzystywania różnic między krajowymi regulacjami do prania pieniędzy.
Dla wielu przedsiębiorców będzie to jednak oznaczało konieczność zbudowania od podstaw procedur, które wcześniej kojarzyły się przede wszystkim z bankami. Pniewski podkreśla, że firmy handlowe będą musiały dostosować się do nowych wymogów w ciągu około roku, podczas gdy instytucje finansowe rozwijały podobne mechanizmy przez znacznie dłuższy czas.
Ekspert ocenia, że technologia może skrócić proces wdrażania nowych procedur z miesięcy do kilku tygodni. Ostatecznie jednak to przedsiębiorcy będą musieli zapewnić, że przy określonych transakcjach klient zostanie odpowiednio zidentyfikowany i zweryfikowany.