Do wycieku danych doszło w dniach 7-12 sierpnia. 14 sierpnia wyłączono część miejskich systemów internetowych, co na kilka dni uniemożliwiło składanie wniosków o dodatki mieszkaniowe i dokonywanie płatności. Jak poinformowali berlińscy urzędnicy, późniejsze analizy wykazały kolejne wycieki danych, tym razem w berlińskim wydziale transportu i ochrony środowiska. "Nie można wykluczyć, że naruszenie mogło objąć również dane osobowe lub inne informacje niejawne" – przyznało biuro burmistrza Berlina.
Do ataku przyznała się grupa hakerska Rhysida, która - jak się przypuszcza - działa z terytorium Rosji i Europy Wschodniej i stała za cyberatakiem na British Museum w 2023 roku. Grupa chciała za dane okupu w wysokości 30 bitcoinów, co stanowi równowartość ok. 2 mln euro. Kwota miała zostać zapłacona do godz. 15.35 w piątek 4 września. W ubiegły piątek burmistrz Berlina Kai Wegner zapowiedział, że miasto nie da się szantażować. I dotrzymał słowa. Miasto nie zapłaciło, a termin, do którego obowiązywało ultimatum, minął.
DLA CIEBIEWolność czy pieniądze? Zawsze płacisz jakąś cenę - Alina Sztoch II Pierwsza Praca #2
Udostępnili wykradzione dane. "Miłej zabawy"
W związku z tym grupa Rhysida udostępniła ok. 1,4 miliona danych w kilku pakietach o łącznej wielkości 5,79 terabajta. "Wszystkie pliki zostały umieszczone w publicznie dostępnej sekcji – miłej zabawy podczas przeglądania, łowcy danych!" – napisała grupa na swojej stronie w dark webie, gdzie widocznych jest wiele folderów.
Zgodnie z informacjami mają się tam znajdować świadectwa pracy, ogłoszenia o naborze, oceny pracowników oraz ich akta osobowe. Na razie nie udało się jednak zweryfikować tych informacji, nie jest również jasne, czy chodzi o całość danych skradzionych na początku sierpnia.
W drugiej połowie sierpnia tygodnik "Der Spiegel" opublikował zrzut ekranu ze strony Rhysidy w sieci dark web. Grupa twierdziła, że posiada pliki zawierające m.in. umowy, porozumienia o zachowaniu poufności (NDA), akta osobowe, hasła oraz tysiące danych kontaktowych osób prywatnych.