"Nie ma w nim słowa 'przepraszamy'" – tak Rafał Brzoska skomentował stanowisko Mety dotyczące oszukańczych pseudoreklam pojawiających się na Facebooku i Instagramie. Przedsiębiorca odpowiedział w ten sposób na oświadczenie koncernu, w którym firma odniosła się m.in. do publicznego wymienienia przez niego nazwisk osób związanych z Metą w Polsce.
W oświadczeniu opisanym przez money.pl Meta stwierdziła, że "publiczne wymienianie z nazwiska i atakowanie naszych pracowników w sieci zagraża ich bezpieczeństwu i w żaden sposób nie przyczyni się do rozwiązania problemu". Firma zapewniła jednocześnie, że usuwa kontrowersyjne "reklamy" i inwestuje w narzędzia do ich wykrywania. Według koncernu w ubiegłym roku usunięto ponad 159 mln takich reklam na świecie, z czego 92 proc. zanim zostały zgłoszone przez użytkowników.
Brzoska na LinkedInie odpowiada, że to właśnie on i jego rodzina od dawna mierzą się ze skutkami fałszywych materiałów. Jak wylicza, z płatnych reklam na Facebooku i Instagramie można było się "dowiedzieć" m.in., że został zatrzymany przez policję, pobił żonę, jego żona nie żyje, a także że nastąpił jego "tragiczny koniec". Podkreśla, że część takich treści dotarła również do jego dzieci.
WIDEO"Aż odjęło mi mowę". Rafał Brzoska mówi, co usłyszał od prezydenta Francji
Brzoska wskazuje na menedżera Mety
Przedsiębiorca odniósł się też do zarzutu dotyczącego wymieniania pracowników Mety z nazwiska. Szczególnie wskazał Jakuba Turowskiego, dyrektora ds. polityki publicznej Mety na Europę Środkowo-Wschodnią.
Brzoska określił go jako "de facto aktywnego lobbystę", wskazując na jego obecność w gremiach doradczych administracji publicznej. Oficjalne strony państwowe potwierdzają, że Turowski jest członkiem Rady do spraw Cyfryzacji przy Ministerstwie Cyfryzacji oraz Rady Nowych Mediów przy Prezydencie RP. Ministerstwo podaje przy tym wprost, że w Mecie odpowiada on za strategiczne relacje z decydentami i regulatorami.
"Jego nazwisko wraz z afiliacją opublikowało polskie państwo, zanim zrobiłem to ja" – podkreśla Brzoska.
"Kogo w tym zdaniu brakuje?"
Kolejnym punktem sporu jest fragment oświadczenia Mety, zgodnie z którym walka z oszustwami wymaga współpracy platform technologicznych, instytucji finansowych i konsumentów.
Zdaniem Brzoski takie postawienie sprawy rozmywa odpowiedzialność samej platformy. "Jest za to konsument, czyli ofiara, której właśnie przypisano współodpowiedzialność za to, że ktoś sprzedał przestępcy zasięg" – ocenia.
Przedsiębiorca przypomina też swoją sądową batalię z Metą. 27 marca 2026 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie wydał postanowienie, w którym podtrzymał zabezpieczenie udzielone wcześniej przez sąd pierwszej instancji. Brzoska poinformował o tej decyzji pod koniec kwietnia. Według jego relacji sąd zakwestionował argument, że rola Mety przy emisji reklam ogranicza się wyłącznie do "biernego hostingu", zwracając uwagę m.in. na proces wyboru, weryfikacji i targetowania reklam.
Brzoska wyciąga dane Reutersa
W najnowszym wpisie na LinkedInie Brzoska powołuje się na śledztwo Reutersa oparte na wewnętrznych dokumentach Mety. Wynikało z nich, że firma szacowała pod koniec 2024 r., iż około 10 proc. jej rocznych przychodów, czyli ok. 16 mld dol., może pochodzić z reklam związanych z oszustwami oraz zakazanymi towarami. Meta nazwała ten szacunek "zgrubnym" i zbyt szerokim, przekonując, że rzeczywista kwota była niższa.
Brzoska zastosował jednak 10-procentowy wskaźnik do nowszych wyników spółki. W 2025 r. Meta osiągnęła 200,97 mld dol. przychodów i 60,46 mld dol. zysku netto. 10 proc. przychodów oznaczałoby więc ok. 20,1 mld dol. – kwotę zbliżoną do jednej trzeciej rocznego zysku netto firmy.
W pierwszym półroczu 2026 r. przychody Mety wyniosły natomiast 117,11 mld dol., co przy zastosowaniu tego samego wskaźnika dawałoby 11,7 mld dol. Reuters opisywał wewnętrzny szacunek dotyczący 2024 r. i nie ustalił, że 10-procentowy udział utrzymał się w 2025 czy 2026 r.
"Żadna firma nie skasuje dobrowolnie jednej trzeciej swojego zysku. Dlatego apele nie działają. Działa tylko prawo" – stwierdza przedsiębiorca.
Brzoska apeluje przy tym do polityków wszystkich opcji o zmianę przepisów. Jego zdaniem zasada powinna być prosta: podmiot, który zarabia na emisji reklamy, powinien odpowiadać za jej treść.
"To nie jest już spór o nazwiska. To jest spór o zasadę" – podsumowuje. I zapowiada: "Powiem tylko jedno – nie odpuszczę".