W piątek Rafał Brzoska opublikował w mediach społecznościowych komentarz, w którym pokazał opublikowany na Facebooku fałszywy post o tym, że rzekomo został zatrzymany przez policję. "Tak działa koncern Meta w Polsce - nieustająco tolerując fake newsy na mój i wiele innych publicznych osób temat..." - napisał przedsiębiorca.
"Może innym to nie przeszkadza, ale jeśli moje małoletnie dzieciaki wysyłają mi te screeny, pytając: 'o co chodzi Tato?', to jak się polskiemu zarządowi tej gównianej firmy wydaje, że nic z tym nie będę robił mimo pozytywnych wyroków Sądu Polskiego, TO POWIEM TAK - na waszym miejscu szukałbym innej pracy, bo pokazuje to, że jesteście polskimi marionetkami w światowym koncernie, który 16 proc. zysków czerpie z fake newsów i fake reklam, na które naciąga społeczeństwo!" - stwierdził Brzoska. Zamieścił też listę czterech osób, które zasiadają we władzach Mety w Polsce, które wymienił z imienia i z nazwiska (do Mety należą m.in. Facebook, Instagram i WhatsApp).
WIDEOBrzoska: Za 2 lata AI zastąpi 25 proc. zawodów
W poniedziałek szef InPostu poinformował, że niedługo potem jego Instagram został zablokowany. Później udało mu się go odblokować. "Nieźle, co? Państwo w państwie - widać managementu nie można obrażać ani wywoływać do tablicy. No chyba że to przypadek" - skomentował. Do sprawy odniósł się wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski, który napisał w serwisie X m.in., że "przypadek Rafała Brzoski pokazał, jak działa dziś biznesowy model platform społecznościowych".
"Ktoś wykorzystuje cudzy wizerunek do oszustwa, Meta emituje reklamę, zarabia na niej, a odpowiedzialność próbuje przerzucić na anonimowego reklamodawcę. A dodatkowo kiedy ofiara, której wizerunek służy do okradania ludzi, zaczyna o tym głośno mówić, Meta po prostu ją blokuje. To cenzura w najczarniejszym wydaniu" - skomentował Gawkowski.
Meta zabiera głos
Poprosiliśmy Metę o odniesienie się do sprawy. "Oszustwa są szkodliwe dla biznesu Meta, ponieważ krzywdzą poszczególne osoby i podkopują zaufanie do całego naszego ekosystemu reklamowego" - czytamy w nadesłanej nam odpowiedzi biura prasowego firmy. "Nikt nie chce takich treści: ani użytkownicy naszych platform, ani uczciwi reklamodawcy, ani regulatorzy, ani my sami. Jednak publiczne wymienianie z nazwiska i atakowanie naszych pracowników w sieci zagraża ich bezpieczeństwu i w żaden sposób nie przyczyni się do rozwiązania problemu" - tłumaczy Meta.
"Oszuści to zdeterminowani przestępcy, którzy stosują coraz bardziej wyrafinowane metody, by wyłudzać pieniądze i unikać wykrycia – zarówno na naszych platformach, jak i w całym internecie. Dlatego będziemy nieustannie inwestować w rozwój naszych narzędzi i technologii, które tylko w ubiegłym roku pozwoliły nam wykryć i usunąć ponad 159 milionów oszukańczych reklam na całym świecie – z czego 92 proc., jeszcze zanim ktokolwiek je zgłosił" - komentuje biuro prasowe firmy. Wspomina również, że koncern usunął reklamy zawierające oszustwa, do których odnosił się post Brzoski.
Meta zaznacza też, że "skuteczna walka z oszustami wymaga ścisłej współpracy pomiędzy platformami technologicznymi, instytucjami finansowymi oraz samymi konsumentami". "W Polsce od kilku lat Meta ściśle współpracuje z organami, takimi jak zespół CSIRT KNF (Computer Security Incident Response Team Komisji Nadzoru Finansowego), wspólnie identyfikując i usuwając nieuczciwe reklamy. Ponadto we współpracy z partnerami branżowymi, w tym ze Związkiem Banków Polskich, prowadzimy kampanie edukacyjne mające na celu zwiększenie świadomości użytkowników na temat zagrożeń związanych z oszustwami internetowymi" - czytamy.
Uda się wprowadzić nowe przepisy?
W poniedziałek Krzysztof Gawkowski przypomniał w swoim wpisie na platformie X, że "narzędzia, które pozwalały egzekwować od Mety walkę ze scamem zostały na początku roku zawetowane przez Prezydenta" - chodzi o ustawę o usługach cyfrowych. "Pracujemy jednak dalej i nowe przepisy wdrażające DSA (unijny Akt o usługach cyfrowych - przyp. red.) wkrótce będą znów przyjęte przez Parlament. Liczę, że ze strony Prezydenta tym razem nie będzie ochrony big techów, tylko ochrona polskich użytkowników" - zapowiedział Gawkowski.
Odmawiając podpisu pod ustawą, prezydent tłumaczył to m.in. nadmiernymi kompetencjami Urzędu Komunikacji Elektronicznej, usuwaniem treści z internetu na podstawie decyzji urzędników czy wychodzeniem założeń ustawy poza to, co przewiduje unijne rozporządzenie (dotowanie organizacji sygnalizujących nielegalne treści w internecie).
Źródła: money.pl, X, Facebook