Chiński smok uderza w przemysł UE. Nowy plan Pekinu zagraża Europie

Jak donosi agencja Bloomberg, najnowszy chiński plan pięcioletni wywołuje niepokój w Europie. Dokument zarysowuje ambicje technologiczne Pekinu, które mogą stanowić poważne wyzwanie dla unijnego przemysłu. Stary kontynent szuka teraz sposobów na obronę swojej pozycji rynkowej.

VIAREGGIO, ITALY - FEBRUARY 17: A giant papier-mache float called 'The Power Samurai' featuring the figure Donald Trump, Valdimir Putin and Xi Jinping as the three samurai, moves through the streets of Viareggio during the traditional Carnival of Viareggio parade on February 17, 2026 in Viareggio, Italy. The Carnival of Viareggio is considered one of the most important carnivals in Italy and is characterised by its giant papier-mache floats depicting caricatures of popular characters, politicians and fictional creations. Said to be one of the most important carnivals in Italy and Europe, the floats are renowned to be the biggest in the world. (Photo by Laura Lezza/Getty Images)Chiński smok chce "podbić" Europę
Źródło zdjęć: © GETTY | Laura Lezza
Robert Kędzierski
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Zgodnie z analizą opublikowaną przez agencję Bloomberg, ogłoszony w marcu chiński plan pięcioletni stanowi wyraźny sygnał ostrzegawczy dla europejskiego biznesu. Gospodarka Państwa Środka, na której rozwoju przez lata bogaciły się Niemcy i inne potęgi produkcyjne, staje się obecnie ogromnym wyzwaniem dla dobrobytu całego regionu. Dokument zakłada nie tylko kontynuację modernizacji tradycyjnych gałęzi przemysłu, takich jak chemia i budowa maszyn, ale przede wszystkim ekspansję w zupełnie nowych kierunkach.

Według doniesień Bloomberga, ambicje Pekinu obejmują rozwój technologii granicznych, w tym robotyki, biomedycyny oraz fuzji jądrowej. Dążenie do zrównania nakładów na badania i rozwój z poziomem zachodnim stwarza ogromne ryzyko dla tych obszarów, w których Europa wciąż posiada technologiczną przewagę. Choć chińskie władze oficjalnie przekonują, że ich celem jest wyłącznie budowa własnej odporności gospodarczej, europejscy urzędnicy coraz częściej kwestionują model wolnorynkowy, na którym dotychczas polegali. Obawy budzą przede wszystkim państwowe dotacje dla krajowych firm oraz zjawisko nadwyżki mocy produkcyjnych.

Kierowcy kontra agresja na drogach. "5 milionów ludzi już sobie pomaga"

Niemiecki przemysł pod presją

Szczególny niepokój, jak zauważa amerykańska agencja, panuje w największej europejskiej gospodarce. Niemiecka produkcja przemysłowa znajduje się w wyraźnym trendzie spadkowym od końca 2017 roku, a kraj ten odnotowuje znikomy wzrost gospodarczy od czasu wybuchu pandemii.

Claudia Barkowsky, reprezentująca w Pekinie stowarzyszenie niemieckich producentów maszyn VDMA, podkreśla w rozmowie z dziennikarzami, że chińska transformacja przesuwa środek ciężkości ze skali na jakość, wydajność i zrównoważony rozwój. Jej zdaniem bezpośrednio uderza to w tradycyjnie silne europejskie branże.

Cios w branżę motoryzacyjną

Wyjątkowo ostra konkurencja dotyka sektora motoryzacyjnego, w którym Chiny stały się już największym na świecie eksporterem. Oferując tańsze pojazdy elektryczne, azjatyccy producenci stanowią coraz poważniejszą alternatywę dla takich gigantów jak Volkswagen, BMW czy Mercedes. Frank Konrad, dyrektor generalny firmy Hahn Automation Group, zauważa w wypowiedzi dla Bloomberga, że tempo zmian w Chinach jest niezwykłe, a lokalni konsumenci wprost deklarują, że wolą kupić rodzimy samochód o parametrach porównywalnych z zachodnimi markami, płacąc za niego o połowę mniej.

Skutki tej gospodarczej rywalizacji mogą być bardzo dotkliwe dla całego kontynentu. Jak wynika z szacunków ekonomistów Goldman Sachs przytaczanych przez Bloomberga, odnowiony nacisk Chin na produkcję i handel może kosztować strefę euro 0,6 proc. PKB do końca 2029 roku. W przypadku samych Niemiec ten negatywny wpływ oszacowano na jeszcze wyższym poziomie, sięgającym 0,9 proc. PKB.

Alicia Garcia-Herrero, główna ekonomistka ds. Azji i Pacyfiku w Natixis, tłumaczy na łamach artykułu źródłowego, że chiński model ma ograniczone możliwości stymulowania konsumpcji krajowej. Wynika to z presji demograficznej starzejącego się społeczeństwa oraz tłumienia wzrostu płac. Z tego powodu rząd w Pekinie planuje utrzymać dynamikę gospodarki poprzez zwiększanie globalnego udziału w eksporcie, ze szczególnym uwzględnieniem towarów zaawansowanych technologicznie.

Europejska odpowiedź budzi spory

Zagrożenie deindustrializacją dotyczy nie tylko Niemiec, ale również Francji, gdzie presję odczuwają giganci z branży lotniczej i farmaceutycznej. Prezydent Emmanuel Macron określił chińską nadwyżkę handlową z Unią Europejską jako zjawisko nie do utrzymania i ostrzegł przed możliwością wprowadzenia zdecydowanych środków zaradczych. Wypracowanie wspólnego frontu na poziomie unijnym okazuje się jednak niezwykle trudnym zadaniem.

Komisja Europejska przygotowała propozycję aktu prawnego, który ma na celu znaczące zwiększenie udziału europejskiej produkcji w gospodarce do 2035 roku. Jak informuje Bloomberg, plan ten był jednak wielokrotnie przekładany z powodu podziałów wewnątrz bloku. Podczas gdy strona francuska mocno naciska na protekcjonistyczne podejście preferujące towary wyprodukowane w Europie, niemiecki kanclerz Friedrich Merz apeluje o skupienie się na redukcji biurokracji i wzmocnieniu jednolitego unijnego rynku.

Przedstawiciele biznesu ostrzegają, że brak decyzyjności może mieć fatalne skutki. Zdaniem Franka Konrada, bez podjęcia odpowiednich działań osłonowych, europejskie firmy technologiczne będą po prostu znikać z rynku. Reinhard Buetikofer, były eurodeputowany i ekspert Center for European Policy Analysis, podsumowuje sytuację dla Bloomberga stwierdzeniem, że Europa stoi w obliczu realnej groźby deindustrializacji. Jak zaznacza, narzędzia do przeciwdziałania temu zjawisku są powszechnie znane, a otwartym pozostaje jedynie pytanie o polityczną wolę do ich użycia.

Wybrane dla Ciebie