Norweski pakt z Rosją budzi obawy. W tle miliardy z połowów dorsza

Jak donosi dziennik "Financial Times", w Europie rośnie zaniepokojenie faktem, że Oslo wciąż utrzymuje arktyczny sojusz rybołówczy z Moskwą. Morze Barentsa, omywające wybrzeża obu państw, to nie tylko dom dla największej na świecie populacji dorsza, ale również obszar, na którym – według zachodnich stolic – Rosja może prowadzić działania wymierzone w krytyczną infrastrukturę kontynentu.

DorszDorsz
Źródło zdjęć: © Licencjodawca | Pexels
Robert Kędzierski
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Unijny komisarz ds. rybołówstwa Costas Kadis w rozmowie z brytyjskim dziennikiem wprost wezwał do ograniczenia rosyjsko-norweskiego porozumienia. Urzędnik podkreślił, że podnosi tę kwestię w kontaktach z władzami w Oslo przy każdej nadarzającej się okazji. Kadis zaznaczył, że problemem są nie tylko nielegalne i nieuregulowane połowy, ale również działalność wywiadowcza. – Mamy świadomość, że Rosja jest zaangażowana w szpiegostwo, mapowanie infrastruktury krytycznej i działania sabotażowe. Budzi to obawy o bezpieczeństwo – stwierdził komisarz na łamach "FT".

Unia Europejska jest w trakcie aktualizacji swojej strategii arktycznej, która ma pomóc w walce z zagrożeniami hybrydowymi i ochronie podwodnych kabli. Dyplomaci, na których powołuje się gazeta, przyznają jednak, że sprawa jest niezwykle delikatna. Wynika to z faktu, że po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie znaczna część Europy stała się mocno uzależniona od norweskich dostaw surowców energetycznych. Z tego powodu presja na Oslo rzadko przybiera formę otwartego, politycznego konfliktu.

Kierowcy kontra agresja na drogach. "5 milionów ludzi już sobie pomaga"

Pół wieku arktycznej współpracy

Aby zrozumieć obecny impas, należy cofnąć się do 1975 roku, kiedy to zawarto formalny pakt regulujący zarządzanie łowiskami na Morzu Barentsa. Porozumienie to, obejmujące całoroczną współpracę naukowców, branży rybackiej i straży przybrzeżnej obu krajów, jest powszechnie uznawane przez ekspertów za kluczowe dla zapobiegania przełowieniu. Biologia dorsza wymusza bowiem współpracę – ryby te dorastają głównie w wodach podlegających rosyjskiej jurysdykcji, po czym migrują na zachód, by trzeć się w strefach norweskich.

Stawka w tej grze jest ogromna. Jak zauważa w rozmowie z dziennikiem Geir Hønneland, badacz z Instytutu Fridtjofa Nansena, dorsz to "złoto Morza Barentsa". Według danych norweskiej organizacji zajmującej się sprzedażą owoców morza (Norges Råfisklag), w ubiegłym roku ryby wyładowane w tamtejszych portach wygenerowały przychody rzędu 2 miliardów dolarów. Z kolei Norweska Federacja Owoców Morza szacuje, że Moskwa zyskała na eksporcie z tego akwenu około 666 milionów dolarów.

Kontrola czy zagrożenie dla infrastruktury?

W ubiegłym roku Norwegia ściślej dostosowała swoją politykę sankcyjną do wytycznych unijnych, biorąc na celownik dwie rosyjskie firmy rybackie (Norebo i Murman Seafood), które odpowiadają za znaczną część moskiewskich połowów. Krok ten poddał system rybołówstwa poważnej próbie. Rosja groziła wycofaniem się z wieloletniej umowy, ale ostatecznie zdecydowała się utrzymać współpracę, co zdaniem analityków cytowanych przez "Financial Times" dobitnie podkreśla ekonomiczne znaczenie tego paktu.

Norweskie władze bronią swojej decyzji o utrzymaniu relacji, argumentując, że otwarcie portów daje im narzędzia do nadzoru. Minister rybołówstwa Norwegii, Marianne Sivertsen Næss, przekonuje na łamach "FT", że zezwolenie rosyjskim statkom na operowanie w norweskich wodach pozwala władzom na monitorowanie i kontrolowanie ich aktywności. Obecnie rosyjskie jednostki rybackie mogą cumować jedynie w trzech północnych portach: Tromsø, Kirkenes i Båtsfjord.

Wybrane dla Ciebie