Czy to już koniec europejskiego snu o sztucznej inteligencji? [OPINIA]

Mistral, francuski potentat technologiczny, zdecydował się oferować chińskie narzędzia. Muszę przyznać, że ta informacja mną wstrząsnęła, bo nie spodziewałem się, że tak szybko Europa wywiesi białą flagę w wyścigu technologicznym. Wydaje się, że szans na "AI Made in EU" już nie ma - pisze w opinii dla money.pl ekonomista Piotr Arak.

Piotr ArakPiotr Arak
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, Wikimedia Commons | Grispb, ZipZapic.com
Piotr Arak

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Trzy lata temu Mistral AI wyceniano na kilkaset milionów euro. Dziś, po rundzie prowadzonej przez ASML, wycena francuskiego startupu sięgnęła 14 miliardów dolarów. Na papierze to historia sukcesu: europejski gracz w gronie najdroższych firm AI na świecie. Dzisiaj okazuje się, że suwerenny europejski model AI będzie chodził na chińskim silniku. Z perspektywy strategicznej jest to dla Europy ogromny problem, bo kolejna rewolucja technologiczna zostawi stary kontynent jako użytkownika, a nie twórcę na cały XXI wiek.

Deklaracja Paryża. Co po niej zostało?

Obietnica Francuzów sprzed trzech lat była taka: Europa będzie miała własne laboratorium AI najnowszej generacji (frontier models). Nie kopię ChatGPT, tylko suwerenną alternatywę - francuską, europejską, niezależną od Waszyngtonu i Pekinu. Obydwie te stolice mogą zdecydować się, by usługi te Europejczykom wyłączyć lub ograniczyć z perspektywy bezpieczeństwa narodowego, do tego dochodzi dość oczywiste zagrożenie kradzieży informacji ze strony Chin.


WIDEO
Kóło, płaskiz i rozbory. Losowe znaki? Nie, to promocja Polski [OPINIA]


Mistral zebrał na tę suwerennościową obietnicę ponad 3 miliardy dolarów i przez pewien czas wydawało się, że do czegoś to będzie prowadziło. Korzystali nawet z superkomputerów Komisji Europejskiej. Pierwsze modele robiły wrażenie porównywalnych ze "średniakami" ze stajni USA. Emmanuel Macron mógł pękać z dumy, a dla wszystkich obawiających się, że Europie peron znowu odjeżdża, była szansa, że choć jedna firma będzie oferować produkt dorównujący najlepszym.

Potem coś się zmieniło. Large 3, flagowiec Mistrala z 2025 r., powstał już na chińskim systemie. Konfiguracja pokrywała się z DeepSeek V3. Zdaniem specjalistów architektura europejskiego modelu sztandarowego została zaprojektowana w Hangzhou.

W sierpniu 2026 r. GLM-5.2 od chińskiego Z.ai trafił na platformę Mistrala jako model oferowany bez żadnych modyfikacji. Do tego doszło pogłębione latem 2026 partnerstwo z Microsoftem, czyli zwiększenie zależności, przed którą suwerenna AI miała chronić.

Pozostali w tyle

Gdzie na tym tle jest reszta europejskiej AI? Helsing z Niemiec, wyceniany blisko 13 miliardów dolarów, buduje AI dla obronności. Szwedzki Lovable, wyceniany na 6,6 miliarda, robi narzędzia do "vibe codingu". ElevenLabs, założony zresztą przez Polaków, Piotra Dąbkowskiego i Mateusza Staniszewskiego, w lutym 2026 r. osiągnął wycenę 11 miliardów dolarów, ale to firma od syntezy głosu. Niemiecki Black Forest Labs, twórca modeli Flux, wyceniany jest na około 3,25 miliarda i działa w generowaniu obrazów. Aleph Alpha, niegdyś traktowany jako niemiecka odpowiedź na Mistrala, buduje modele dla sektora rządowego i zostaje daleko w tyle pod względem skali finansowania.

Europa ma dziś kilku wartościowych, wyspecjalizowanych graczy, ale nikogo, kto realnie próbowałby dogonić OpenAI, Anthropic, Google czy chińskie laboratoria w wyścigu o modele klasy frontier lub narzędzie używane szeroko w biznesie.

Mistral planuje zostać firmą hostingową. Firma inwestuje w własną infrastrukturę obliczeniową, z ambicją osiągnięcia gigawata do 2030. Nie chodzi już o to, by wytrenować najlepszy model świata, tylko o to, by być europejską warstwą dystrybucyjną: hostować, sprzedawać dostęp do modeli: własnych i cudzych. To model biznesowy dostawcy infrastruktury, nie ostatniej nadziei Europy na suwerenność technologiczną.

Nadzieje na niezależność

Warto w tym miejscu przypomnieć, co radził Europie i Polsce noblista Geoffrey Hinton, "Ojciec chrzestny AI", podczas forum ABSL we Wrocławiu, gdzie prowadziłem z nim rozmowę. Dopytywany wielokrotnie powtarzał, że pogoń pojedynczych krajów europejskich za modelami klasy frontier nie ma sensu - skala kapitału i mocy obliczeniowej potrzebnej, by dorównać USA i Chinom, jest dla żadnego państwa członkowskiego z osobna nieosiągalna. Jego rada szła w innym kierunku: zamiast marzyć o własnym GPT, grupa państw europejskich powinna połączyć zasoby i budować modele niekoniecznie najlepsze na świecie, za to takie, które realnie da się wdrożyć w europejskim biznesie i administracji.

To rozumowanie jest bliższe myśleniu Friedricha Lista, XIX-wiecznego niemieckiego ekonomisty (dodajmy protekcjonisty) i twórcy koncepcji "narodowego systemu ekonomii politycznej", który ostatnio został wydany w języku polskim po raz pierwszy.

List przekonywał, że gospodarka, która chce dogonić bardziej zaawansowanych konkurentów, nie zrobi tego przez pełne otwarcie na wolny rynek; potrzebuje tymczasowej ochrony strategicznych gałęzi przemysłu, dopóki nie dojrzeją do samodzielnej konkurencji. Taka logika każe korzystać z narzędzi europejskich, by je rozwijać, by zachować niezależność w sektorze technologii, nawet kosztem tego, że będą to rozwiązania gorsze niż amerykańska konkurencja.

Mistral się poddaje sile większych firm. Wybiera rolę pośrednika między globalnymi modelami a europejskim klientem. Pytanie, które sam sobie zadaję: czy Europa będzie miała swoje modele średniej klasy? Coraz mniej wskazuje na to, by dało się na nie odpowiedzieć twierdząco. Może dożyjemy jakiegoś Linuxa, może stworzy go Mistral, ale przyszłość europejskiej sztucznej inteligencji maluje się w ciemnych barwach.

Wybrane dla Ciebie