Duńczycy zamkną wielki zakład w Polsce. Pracuje tam 700 osób

Espersen, duński gigant przetwórstwa rybnego, do końca roku zamknie jeden z dwóch zakładów w Koszalinie. Pracę może stracić nawet 700 osób. Jeszcze w sierpniu wypowiedzenia otrzyma ponad 300 pracowników. - To niechlubny rekord - mówi money.pl dyrektor PUP w Koszalinie.

Zakład Espersen w KoszalinieZakład Espersen w Koszalinie
Źródło zdjęć: © espersen.com | mat. prasowe
Piotr Bera

Duńczycy zadecydowali o wygaszeniu działalności zakładu filetowania dorsza przy ul. Mieszka I. Należy podkreślić, że nie ma w planach likwidacji drugiej fabryki filetowania płastugi przy ul. Bojowników o wolność i demokrację leżącej w Słupskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej.

- W zamykanej fabryce pracuje ponad 700 osób. Do końca sierpnia wypowiedzenia z trzymiesięcznym okresem otrzyma ponad 300 pracowników. Na przełomie listopada i grudnia zwolniona zostanie reszta załogi, ta z krótszym okresem wypowiedzenia - tłumaczy nam Henryk Kozłowski, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Koszalinie.


WIDEO
Rodzice nie żałują pieniedzy. "Sto urodzin miesięcznie"


W zakładzie pracują głównie Polacy, ale nie brakuje też obcokrajowców - przede wszystkim Ukraińców oraz Azjatów.

Nie pamiętam, żeby było coś większego (zwolnień w regionie – przyp. red.). To niechlubny rekord – dodaje Kozłowski.

Sprawie uważnie przygląda się prezydent Koszalina Tomasz Sobieraj. Ewelina Mezgier, kierowniczka Referatu Prasowego w koszalińskim magistracie, odpowiada money.pl, że "miasto nie ma możliwości zmiany decyzji, którą podjęli właściciele prywatnej firmy". Jednocześnie podkreśla zaangażowanie władz w łagodzenie skutków likwidacji zakładu. Miasto w tym aspekcie współpracuje z PUP, Polską Agencją Inwestycji i Handlu, Pomorską Agencją Rozwoju Regionalnego oraz Centrum Inicjatyw Gospodarczych.

- Samorząd, przy współpracy z wymienionymi organizacjami, stara się pomóc w znalezieniu potencjalnego inwestora, który mógłby przejąć zakład przy ul. Mieszka I. Takie rzeczy nie dzieją się jednak z dnia na dzień, dlatego apelujemy o chwilę cierpliwości - mówi Mezgier.

Liczą na nowego inwestora

Urzędniczka uważa, że "tak duże zwolnienie grupowe to zawsze cios dla lokalnego rynku". - Należy mieć na uwadze, że Espersen jest jednym z większych pracodawców w Koszalinie i w okolicy. Niemniej, zwolnienie ponad 600 osób w tak krótkim czasie nie powinno wywołać katastrofalnego w skutkach załamania rynku. Jednak z pewnością będzie odczuwalne - dodaje w mailu przesłanym do naszej redakcji.

Magistrat podkreśla, że nie wszyscy zwolnieni, gdy minie okres wypowiedzenia, zostaną bezrobotni.

Jeżeli znajdzie się inwestor i przejmie część przedsiębiorstwa wraz z pracownikami, wiele miejsc pracy prawdopodobnie uda się zachować. Takie rozwiązanie zostało uznane za najlepsze zarówno przez Espersen, jak i władze miasta. Do tego dążymy - deklaruje Mezgier.

Przedstawicielka magistratu ocenia, że Koszalin charakteryzuje się "silnym rynkiem pracy", gdzie powstają nowe zakłady oraz rozbudowują się dotychczasowe.

- Dlatego stale poszukują one pracowników. Część zwolnionych ma szansę znaleźć zatrudnienie w tych firmach. Niekiedy konieczne będzie przekwalifikowanie się, ale szkolenia i kursy oferują zarówno pracodawcy w regionie, jak i Powiatowy Urząd Pracy - tłumaczy.

Duńczycy chcą sprzedać zakład przy ul. Mieszka I. Liczą, że nowy inwestor zachowa dotychczasową działalność i miejsca pracy. Mezgier zdradza, że w lipcu "pojawiały się firmy zainteresowane takim rozwiązaniem, ale ostateczna decyzja co do nowego właściciela jeszcze nie zapadła".

Koszalin może mieć nowego pracodawcę, który przejmie gotową fabrykę i doświadczonych pracowników. Mamy nadzieję, że tak właśnie się stanie - ogłasza Mezgier.

Wiesław Królikowski, przewodniczący "Solidarności" w regionie Koszalińskim-Pobrzeże zwraca uwagę, że zwolnienia to zła informacja dla pracowników. Jednakże w tej trudnej dla wielu rodzin sytuacji Espersen "nie ucieka od odpowiedzialności".

Zwolnieni pracownicy otrzymają sześciomiesięczną odprawę. Pracodawca oraz miasto są bardzo aktywni we wspieraniu pracowników. Trwają rozmowy, żeby przynajmniej część osób przeszła do drugiego zakładu - opowiada Królikowski.

W opinii związkowca duńskiej firmie należy wystawić pozytywną ocenę za podejście do zwalnianych pracowników. - Tak powinien zachowywać się każdy pracodawca – kwituje.

Paluszki rybne bardziej ekonomiczne

Espersen w opublikowanym na portalu LinkedIn komunikacie podkreśla, że rynek produktów morskich uległ zasadniczej zmianie. Firma wskazuje na historycznie niskie limity połowów na Morzu Barentsa, wzrost cen surowców oraz niepewność samego rynku i zmieniające się potrzeby klientów.

"W związku z tym przekształcamy naszą działalność, aby zbudować silniejszą, prostszą i bardziej odporną firmę Espersen" - podano. Przedsiębiorstwo chce odejść od przetwórstwa pierwotnego i postawić na produkcję już gotowych produktów. Telewizja TV2B z wyspy Bornholm, gdzie mieści się centrala Espersena, wskazuje, że firma zamierza w przyszłości rozszerzyć swoją ofertę o panierowane ryby i paluszki rybne.

Dlatego duński gigant chce zbudować "silniejszą" przyszłość już bez fabryki w Koszalinie.

"Nie możemy budować Espersen jutra w oparciu o założenia, które należały do wczoraj. Podejmujemy dziś trudne decyzje, ponieważ wierzymy w naszą przyszłość. Nasza strategia jest jasna: skoncentrujemy się na obszarach, w których dostrzegamy największe możliwości rentownego wzrostu, pozostając jednocześnie zaufanym partnerem dla naszych klientów w całym łańcuchu wartości produktów rybnych" - wyjaśnił Tino Bendix, dyrektor firmy.

Espersen, jak wynika z danych opublikowanych przez firmę, w 2025 r. osiągnął sprzedaż w wysokości 3,3 mld koron duńskich (ok. 1,9 mld zł). Zysk operacyjny przekroczył 195 mln koron, czyli ok. 112 mln zł. Jak podaje superbiz.se - firma uznała, że te wyniki są "rozczarowujące".

Bendix w rozmowie z serwisem IntraFish dodał, że decyzja o zamknięciu zakładu w Polsce wynika ze zmian w dynamice rynku oraz limitów połowowych.

Nasza podstawowa działalność produkcyjna w Polsce opierała się na dorszu atlantyckim, ale obecnie dostępne jest jedynie ok. 20 proc. wolumenu w porównaniu z sytuacją sprzed sześciu lat - powiedział Bendix na początku lipca.

Trudna sytuacja dorsza

Dorsze atlantyckie żyją m.in. w Morzu Barentsa, gdzie w 2026 r. zmniejszono limity połowowe o 21 proc. w stosunku do limitu ustalonego w 2025 r. (311 tys. ton), który był niższy o 31 proc. wobec 2024 r. (453,42 tys. ton). Decyzję w tej sprawie podejmuje Norweskie Ministerstwo Rybołówstwa w porozumieniu z rosyjską Agencją Rybołówstwa. W tym roku dopuszczalny połów dorsza nie może przekroczyć 269,5 tys. ton metrycznych. Tak niskiej kwoty połowowej nie było od 1991 r.

- Populacja rozrodcza dorsza skrei (atlantyckiego – przyp. red.) znajduje się obecnie poniżej poziomu ostrożnościowego. W związku z tym w tym roku ponownie zmniejsza się zalecana kwota - tłumaczył Bjarte Bogstad, badacz z Instytutu Badań Morskich w Norwegii, cytowany przez SeafoodSource. Zdaniem Bogstada osiągnięto "dno" w populacji tarłowej ryby. W opinii naukowców nie można mówić o przetrwaniu gatunku bez wprowadzania ograniczeń, co wpłynęło na zakład w Koszalinie, gdzie spora część ryb pochodziła właśnie z Morza Barentsa.

Problemy z dorszem występują nie tylko w Morzu Barentsa. Od 2020 r. obowiązuje zakaz ukierunkowanych połowów dorsza bałtyckiego. Ze względu na zły stan populacji dorsza Komisja Europejska chce dalszego ograniczenia jego przypadkowych połowów.

"Pomimo środków podjętych od 2019 r., kiedy naukowcy po raz pierwszy ostrzegali o złym stanie dorsza, sytuacja nie uległa poprawie" - zaznaczyła niedawno KE. Chodzi zarówno o dorsze ze wschodniej, jak i zachodniej części Morza Bałtyckiego.

W ocenie KE sytuacja jest trudna dla rybaków ze względu na degradację różnorodności biologicznej Morza Bałtyckiego, za którą odpowiedzialne są m.in. duże ilości substancji organicznych i wysoki poziom zanieczyszczeń.

"Ponadto w opiniach naukowych dostrzega się wpływ błędnego raportowania połowów, bez możliwości jego ilościowego określenia. Błędne raportowanie potencjalnie prowadzi do ukrytego przełowienia" - podkreśliła KE.

Według naukowców dorsz bałtycki ewoluował, stając się mniejszą rybą. Mają stać za tym zmiany w DNA. W ten sposób wymyka się rybackim sieciom. Profesor Rick Stafford, biolog morski z Uniwersytetu w Bournemouth, powiedział w zeszłym roku, że "dorsz może żyć ponad 30 lat, ale przy obecnym poziomie połowów rzadko można znaleźć dorsza mającego ponad pięć lat".

Espersen w 2025 r. zamknął fabryki w Grimsby w Wlk. Brytanii i w Kłajpedzie na Litwie. Powodem była rosnąca presja kosztowa oraz spadek sprzedaży. Wówczas część produkcji z Litwy przeniesiono do Koszalina. Teraz część zadań zakładu w Polsce ma przejąć fabryka w Wietnamie.

Wybrane dla Ciebie