Hel zakładnikiem Bliskiego Wschodu. Rynek czeka na uderzenie "tsunami"
Świat staje w obliczu poważnego niedoboru helu. Pierwiastek uznawany jest za strategiczny. Producenci wykorzystujący gaz próbują ograniczyć skutki niedoborów wywołanych wojną w Iranie, ograniczając działanie fabryk. Zapasy w końcu się jednak skończą. - Tsunami jest jeszcze tysiąc mil stąd. Na razie na plaży świeci słońce - słychać od ekspertów.
Wojna w rejonie Cieśniny Ormuz odcięła około jednej trzeciej światowych dostaw helu. Niedobory zaczęły już dotykać łańcuchów dostaw, a ceny gazu na rynku spot rosną. Jest tak nie bez powodu. Hel należy do surowców krytycznych uznanych za strategiczne przez USA, Unię Europejską i Kanadę. Jest równie istotny dla gospodarek co np. pierwiastki ziem rzadkich, które w ostatnich latach stały się elementem ostrego sporu pomiędzy Chinami i USA.
Hel jest pod jednym względem wyjątkowy. Logistyka dostaw jest wyjątkowo skomplikowana, bo hel transportowany jest jako ciekły "kriogen" - w temperaturach bliskich zeru absolutnemu. Jego przechowywanie i przewóz są ograniczone czasowo ze względu na nieuchronne parowanie nawet z najlepiej izolowanych zbiorników. Gaz musi dotrzeć do odbiorcy w ciągu 45 dni od skroplenia – inaczej ogrzewa się, rozszerza i ucieka z pojemników.
Dlaczego jednak ten surowiec jest tak istotny? Hel jest niezbędny w wielu kluczowych branżach gospodarki. Największym odbiorcą pozostaje sektor medyczny, który odpowiadał w 2024 roku za 40 proc. przychodów rynku. W medycynie gaz służy do chłodzenia nadprzewodzących magnesów w urządzeniach do rezonansu magnetycznego.
Produkuje w Polsce. Ogrywa chińskie podróbki
W przemyśle półprzewodnikowym stosowany jest na kilku etapach produkcji chipów – chłodzi krzemowe płytki podczas nanoszenia układów scalonych, a następnie usuwa toksyczne pozostałości chemiczne. Gaz ten ma też zastosowanie przy produkcji światłowodów, w spawalnictwie, badaniach naukowych, eksploracji kosmosu oraz komputerach kwantowych.
Uderzenie w Katar i blokada Ormuzu ciosem dla rynku helu
W produkcji helu panuje niemal duopol, bo Stany Zjednoczone i Katar odpowiadają łącznie za ponad 75 proc. światowej produkcji. Z tego właśnie względu wojna na Bliskim Wschodzie ma takie znaczenie dla rynku. Irańskie ataki na instalacje w Ras Laffan sprzed tygodnia zniszczyły infrastrukturę odpowiadającą za 17 proc. katarskich zdolności eksportowych LNG. Dyrektor generalny QatarEnergy Saad Sherida Al-Kaabi oszacował straty na 20 miliardów dolarów rocznie przez kolejne 5 lat. W wyniku ataku państwowy koncern ogłosił cięcie eksportu ciekłego helu o 14 proc. Katar odpowiada za około jedną trzecią światowej produkcji helu. Jak podaje US Geological Survey, w 2025 roku wynosiła ona ok. 63 miliony metrów sześciennych. Hel powstaje jako produkt uboczny podczas przetwarzania skroplonego gazu ziemnego (LNG).
Dodatkowym problemem jest faktyczne zamknięcie Cieśniny Ormuz dla większości statków. Eksport helu z Kataru odbywa się niemal wyłącznie drogą morską przez tę cieśninę – nie ma alternatywnych tras. Jak wskazuje "The New York Times", w chwili wybuchu konfliktu w cieśninie utknęło około 200 specjalistycznych kontenerów do transportu helu.
Rosja, Algieria czy Australia, które produkują hel, stały się kluczowe dla łańcuchów dostaw. Wśród eksporterów znajduje się również Polska - jej znaczenie dla globalnego rynku nie jest jednak duże.
Ceny rosną, rynek czeka na kontrakty
Od czasu wybuchu konfliktu ceny helu na rynku spot podwoiły się – podaje Politico, powołując się na Anisha Kapadię, dyrektora generalnego firmy analitycznej AKAP Energy. Transakcje spot stanowią jednak zaledwie 2 proc. rynku w normalnych warunkach. Teraz, w sytuacji wojennej, to już około 4 proc. Zdecydowana większość helu sprzedawana jest jednak w ramach kontraktów długoterminowych - głównie przez wyzwania logistyczne. To oznacza, że podwyżki cen będą przebijać się do szerokiego rynku stopniowo - nowe kontrakty terminowe będą drożeć.
Jak duży może być wzrost cen? Aleksandr Romanenko, prezes firmy badawczej IndexBox, przedstawił w rozmowie z Reutersem kilka scenariuszy.
Miesięczne zakłócenie dostaw mogłoby podnieść ceny helu na rynku spot o 10 do 20 proc., natomiast przestój trwający od 60 do 90 dni wywołałby wzrosty rzędu 25 do 50 proc. – szczególnie dotkliwe dla odbiorców bez długoterminowych umów. Przy przedłużeniu kryzysu do trzech miesięcy Romanenko spodziewa się realnych niedoborów poza regionami o najlepiej zabezpieczonych zapasach, zwłaszcza w Europie i Azji - tłumaczy.
Rynek helu czeka na uderzenie tsunami
Warto podkreślić, że najgorsza sytuacja na rynku helu jest dopiero przed nami. Większość odbiorców gazu - głównie przez tradycyjne dla branży gromadzenie zapasów - nie odczuła jeszcze skutków zacieśnienia podaży wynikającego z trwającego konfliktu na Bliskim Wschodzie. Ale to prawdopodobnie zmieni się w nadchodzących tygodniach - wskazuje Phil Kornbluth, konsultant branży helu i były dyrektor gazowego koncernu. Analityk w rozmowie z "The New York Times" użył obrazowego porównania dla zobrazowania obecnej sytuacji.
- Tsunami jest jeszcze tysiąc mil stąd. Na razie na plaży świeci słońce – ocenił, dodając, że uderzenie w końcu jednak nadejdzie.
W rozmowie z branżowym serwisem GasWorld Kornbluth dodał, że nawet po reorganizacji łańcuchów dostaw niedobór helu wyniesie prawdopodobnie od 10 do 15 proc. – co jego zdaniem jest znaczące, ale rynek doświadczał już w przeszłości podobnych kryzysów podażowych.
Richard Brook, dyrektor generalny Garrison Ventures i były dyrektor Air Liquide, stwierdził z kolei, że część firm będzie musiała zgodzić się na wyższe ceny. - Przemysł półprzewodnikowy zapłaci tyle, ile trzeba będzie za hel, ponieważ koszt zamknięcia fabryki chipów byłby zbyt duży - wskazał.
Dla wielu klientów, szczególnie tych zaopatrujących się głównie w Katarze, konflikt na Bliskim Wschodzie przyniesie długofalowe konsekwencje. Co więcej, to może nie być koniec zniszczeń – kolejna część infrastruktury jest zagrożona tak długo, jak region pozostaje pod ostrzałem ze strony Iranu - dodał ekspert w rozmowie z branżowym portalem GasWorld.com.
Jak zauważyła Arisa Liu z Taiwan Institute of Economic Research, firmy powinny mieć wystarczające zapasy gazu na kilka miesięcy, dopóki trwa reorganizacja globalnego handlu helem z pominięciem Cieśniny Ormuz.
Producentom grozi efekt domina
Najwięksi producenci na świecie na razie podkreślają, że sytuacja jest opanowana. TSMC, gigant w produkcji chipów, poinformował, że uważnie monitoruje sytuację i na razie nie spodziewa się istotnego wpływu na swoją działalność.
Cameron Johnson, starszy partner w firmie doradczej Tidal Wave Solutions, podczas targów Semicon China w Szanghaju stwierdził, że ten względny spokój to wynik działań podjętych przez przemysł. Firmy mają niewiele możliwości reakcji na spadek podaży poza spowolnieniem produkcji i priorytetyzacją kluczowych zamówień. - Niedobór helu to bez wątpienia przyczyna do sporego niepokoju - zaznaczył. Podkreślił też, że względny spokój wśród producentów wynika z tego, że wielu z nich liczy na szybkie rozwiązanie kryzysu. Johnson nie ma jednak wątpliwości, że skutki zakłóceń zaczęły już być odczuwalne w globalnych łańcuchach dostaw technologicznych.
Przedłużające się niedobory mogą wymusić cięcia produkcji i wywołać efekt domina w branżach od elektroniki po motoryzację - stwierdził.
Polska ważnym punktem na mapie. Ale nie kluczowym
Na tle globalnych zawirowań szczególną rolę może odegrać Polska. Jesteśmy bowiem jedynym krajem w Europie – poza Rosją – który prowadzi komercyjną produkcję helu. Nadzór nad nią sprawuje PKN Orlen, a główne zakłady działają w Odolanowie, Grodzisku Wielkopolskim oraz przy kopalni gazu Kościan-Brońsko. Według danych Państwowego Instytutu Geologicznego, w 2024 roku oddział w Odolanowie wyprodukował 2,66 mln metrów sześciennych oczyszczonego helu, co odpowiada około 1,5 proc. światowej produkcji. Aż 80 proc. krajowej produkcji trafia na eksport, głównie do krajów Unii Europejskiej.
Obecny kryzys nakłada się na i tak już napiętą sytuację strukturalną na globalnym rynku helu. Według raportu Grand View Research, wartość tego rynku wynosiła w 2024 roku 4,1 mld dolarów i miała rosnąć do 6,06 mld dolarów do 2030 roku. Już przed wybuchem konfliktu ceny helu rosły systematycznie – jak podaje firma analityczna AKAP Energy, przez ostatnie dwie dekady drożał on średnio o 8 proc. rocznie, osiągając pod koniec 2022 roku poziom ok. 375 dolarów za tysiąc stóp sześciennych. To około 100-krotność ówczesnej ceny gazu ziemnego. Grand View Research zwraca uwagę na specyficzną cechę tego rynku – w ostatniej dekadzie popyt na hel nie rósł mimo 30-proc. wzrostu światowego PKB, bo ograniczała go przede wszystkim niedostateczna podaż. Wojna w Iranie tylko te statystyki pogarsza.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl