Trwa ładowanie...
Zaloguj
Notowania
Przejdź na
Kamil Rakosza-Napieraj
Kamil Rakosza-Napieraj
|
aktualizacja

"ING przyniósł puszkę Pandory". Ponad tysiąc miejsc pracy zagrożonych

160
Podziel się:

Blue City, czwarta co do wielkości galeria handlowa w Warszawie, ma problem z uzyskaniem dalszego kredytu na kwotę 156 mln euro. Centrum złożyło w zeszłym tygodniu wniosek o rozpoczęcie procesu restrukturyzacyjnego. - Rozważamy różne kroki, ale aktualnie nie ma mowy o żadnej upadłości - mówi w rozmowie z money.pl Yoram Reshef.

"ING przyniósł puszkę Pandory". Ponad tysiąc miejsc pracy zagrożonych
Yoram Reshef o problemach z uzyskaniem dalszego refinansowania (Licencjodawca)

Kamil Rakosza-Napieraj, money.pl: W tym roku dwudziestolecie Blue City. Z waszej perspektywy Bank ING chyba nie przyszedł z urodzinowym prezentem.

Yoram Reshef, wiceprezes zarządu Blue City: Przyszedł.

Jak to?

Przyniósł prezent, który okazał się puszką Pandory. Próbują nam zabrać to, co mamy.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Polak sprzedaje roboty warte miliony. Utrze nosa gigantowi? Cezary Kozanecki w Biznes Klasie

Czyli co?

Dziewięć lat temu żyliśmy dobrze. W 2015 roku przyszli do nas przedstawiciele banku ING. Zapytali o to, czy bylibyśmy zainteresowani refinansowaniem na dobrych warunkach. A dokładniej pożyczką na 185 milionów euro. Podpisaliśmy więc umowę z konsorcjum banków, w którym ING był liderem. A wszystko przebiegało w naprawdę miłej atmosferze.

W konsorcjum, które stworzył ING, są dzisiaj także: Nationale Nederlanden, Santander, BNP Paribas, Postbank/Deutsche Bank, Bank of China. Przez pierwsze pięć lat nasza współpraca przebiegała wręcz modelowo.

Przez ten czas wpłaciliśmy im (razem z odsetkami - przyp. red.) prawie 80 milionów euro. Do tej pory suma zadłużenia znacznie, znacznie spadła. Ale coś chyba się wydarzyło w tych bankach. Jak przyszło ostatnio odnowić umowę, to oni zrobili to na bardzo korzystnych dla siebie warunkach.

To znaczy?

Po kolejnym okresie kredytowania przedłużyli nam umowę do połowy 2024 roku na drakońskich warunkach. To była spora podwyżka raty.

Połowa roku za pasem i wygląda na to, że dalszego finansowania nie będzie wcale.

Pojawiły się jakieś sygnały, że niektóre banki chciałyby wyjść z umowy. Dlatego zaczęliśmy samodzielnie szukać refinansowania gdzie indziej, co w końcu się udało. Znaleźliśmy kilka banków na miejsce obecnych, ale nowe banki postawiły warunek, że ING ma koniecznie pozostać w konsorcjum.

Zaaranżowaliśmy kilka spotkań z członkami zarządu ING, z ludźmi, z którymi na co dzień pracowaliśmy. Poinformowaliśmy, że zorganizowaliśmy dodatkowe refinansowanie, mamy zainteresowane nowe podmioty, ale one mają warunek, że ING nadal pozostanie liderem. Oni na to zrobili poważną minę, po czym stwierdzili, że w ogóle nie są zainteresowani dalszą współpracą. Nie zamierzają przedłużyć nam umowy.

Czyli albo znajdziecie rozwiązanie albo wniosek o upadłość?

Rozważamy różne kroki, ale aktualnie nie ma mowy o żadnej upadłości. Rozmawiamy z ING, także z innymi bankami.

A co jeśli oni nie będą chcieli rozmawiać?

No to musimy znaleźć refinansowanie, najlepszym rozwiązaniem jest refinansowanie z innymi podmiotami, ale ING powinien być częścią nowego konsorcjum.

Ja nadal mam nadzieję, że dogadamy się z ING. Zawsze rozwiązywaliśmy wszystkie spory polubownie. I dla nas decyzja ING jest niezrozumiała. Dlaczego, płacąc ten kredyt co do grosza, co do dnia, nie możemy się z nimi porozumieć? Naprawdę nie wiem.

Przecież jeśli bank ING, ale także inne podmioty z tego konsorcjum, nie odzyskają finansowania w krótkim terminie, będą musiały zawiązać spore rezerwy.

To jakie jest wyjście?

Chcemy zdobyć refinansowanie. Nie można sprzedać takiego dużego centrum w ciągu roku. Nie ma pod drzwiami kolejki ludzi, którzy są w stanie zapłacić setki milionów euro od ręki.

Jak znajdziemy się w sytuacji, że nie będzie rozwiązania, będziemy musieli rozważyć inne kroki. Na rynku można znaleźć finansowanie, ale zwyczajnie mieliśmy na to za mało czasu, bo tak naprawdę tylko kilka miesięcy. Ale nie ukrywam, że obecnie to dla nas ciężka chwila. Jestem jednak pewien, że wyjdziemy z tarczą z całej sytuacji.

To dla nas obowiązek w stosunku do ponad tysiąca osób, które tu pracują, ale także naszych najemców i dostawców. To są ludzie, którzy mają rodziny. Nie możemy sobie pozwolić na bezczynność. My chcemy rozmawiać. Natomiast decyzja banków jest totalnie zaskakująca dla właścicieli Blue City.

Jak wyglądają twoje relacje z najemcami?

Najemcy w większości są zadowoleni. Jesteśmy na czwartym miejscu w Warszawie pod względem popularności. Pierwsze trzy to: Galeria Mokotów, Arkadia i Złote Tarasy. My jesteśmy zadowoleni z czwartego miejsca.

Ale najemców raczej mniej interesuje to, na którym miejscu w rankingu jest Blue City tylko to, ile muszą zapłacić za czynsz.

To nie jest lokalizacja Złotych Tarasów i czynsz u nas jest niższy. To im się to bardziej opłaca.

Najemcy są zadowoleni u nas. Przede wszystkim dlatego, że my jesteśmy niezależnym prywatnym centrum handlowym. Łatwiej się dogadać. Nie jest tak, że najemca przychodzi negocjować czynsz i dyrektor centrum nie ma nic do powiedzenia. Coś trzeba załatwić, to jest kolejno dyrektor operacyjny na Warszawę, potem jest ktoś na pół Polski. Potem jest ktoś na cały kraj, potem ktoś siedzi w Holandii, bo tam zarządzają. A w najgorszym wypadku muszą iść do właściciela, który mieszka w Miami albo gdzieś indziej.

Zanim najemca dostanie odpowiedź, zdąży upaść. U mnie drzwi są normalnie otwarte. I najemcy dostają odpowiedź na miejscu. Błyskawicznie.

"W bliskiej przyszłości sklepy będą zarabiały mniej. Ale my też będziemy zarabiali mniej". To mówiłeś w wywiadzie dla "Wiadomości Handlowych" sprzed roku. Ta przyszłość już tu jest?

My zarabiamy mniej. To żadna tajemnica. Kiedyś mieliśmy możliwość sprzedania Blue City za wielkie pieniądze. Dzisiaj takiej kwoty nie dostaniemy, dopóki nie zmienią się stopy procentowe, stopy zwrotu i inne warunki rynkowe. Musimy teraz czekać, ale byliśmy na to gotowi.

Ale odwiedzalność w zeszłym roku w górę o 13 proc. Więcej ludzi, a mniej kasy? O co chodzi?

Koszty rosną strasznie. Przede wszystkim koszty kredytu. To jest częściowo połączone. To pieniądze, które mogliśmy poświęcić na przebudowę, rozbudowę, inwestycje. Ale ich nie mamy.

Właściciele Blue City nie biorą grosza do domu. Od lat. Grosza. Tymczasem koszt zrobienia jednego zestawu toalet to pół miliona złotych. To są spore pieniądze. A Blue City to kolos, a zatem mamy tych toalet dużo. I dużo wydatków.

Koszty kredytu w górę. Co jeszcze? Gaz? Prąd?

Gazu na szczęście nie mamy. Do zeszłego roku mieliśmy umowę wieloletnią na prąd za stałą cenę. Czas minął i płacimy za prąd o wiele więcej niż wcześniej. Sprzątanie kosztuje więcej. Ochrona kosztuje więcej. Państwo zwiększyło płacę minimalną. My także to musimy pokryć.

Praktycznie wszystko kosztuje więcej. Dlatego na przykład coraz więcej centrów handlowych ma płatny parking. My mamy różnie. Mamy jedną godzinę za darmo na parkingu podziemnym i dwie godziny za darmo na parkingu wielopoziomowym.

Czynsze w górę?

Tak. Wiesz, my mamy w umowach czynsz podstawowy i mamy opłatę na utrzymanie kosztów wspólnych. Opłata ta rośnie najemcom, bo to są kwoty na pokrycie rosnących kosztów. Do tego dochodzi inflacja. Tu zaczynają się problemy. Zyski najemców na pewno się zmniejszyły. Część ma na tyle dobrze, że mają wiele sklepów. Wiele sklepów to może mniejszy zysk, ale jak się to pomnoży przez liczbę placówek to jakoś przeżywają.

My prawie nie mamy bankructw sklepów. Jak są kłopoty, to albo pomagamy na początku, albo musimy się rozstać. Mieliśmy tu sklep z serami. Właściciel przyszedł do mnie, pokazał zyski. "Słuchaj, ja z tego nie mogę żyć", powiedział. Znaleźliśmy kogoś innego. Sery odeszły, no bo jak taki sprzedawca chce się utrzymać, kiedy klienci mają supermarket pod nosem, a w nim dosyć dobre sery. Wchodzisz i za jednym razem kupujesz wszystko.

A jak wygląda sytuacja z pracownikami?

W Polsce brakuje pracowników. U naszych najemców bardzo często pracują obywatele Ukrainy. Ale z drugiej strony mamy także w naszym centrum kilka inwestycji ukraińskich, które dają prace także Polakom. Ukraińcy znaleźli u nas w Polsce drugi dom i są też poważnymi inwestorami.

Mamy w Blue City ogromny klub bilardowy. Należy do Ukraińców. W środku przepych, trochę w stylu bizantyjskim, ale oni tak lubią. W środku pełno ludzi. Mamy u nas klub fitness, także należy do Ukraińców. Mamy włoską restaurację, należy do Ukraińców.

Rynek cały czas się zmienia, pojawiają się nowe wyzwania, ale my patrzymy w przyszłość z optymizmem.

***

Poprosiliśmy bank ING o komentarz do słów wiceprezesa zarządu Blue City Yorama Reshefa.

"Bank nie komentuje swoich relacji z klientami. To jest nasza zasada. Inną zasadą jest, że nigdy nie zaskakujemy klientów naszymi decyzjami, dając im zawsze odpowiedni czas na właściwe pokierowanie swoimi interesami" - poinformował Piotr Utrata, rzecznik prasowy ING.

Kamil Rakosza-Napieraj, dziennikarz i wydawca money.pl i WP Finanse

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
WP Finanse
KOMENTARZE
(160)
Pozdrawiam se...
2 tyg. temu
Bank ING ma wypowiedziana umowę o gwarancję rządowa de minimis udzielania przez Bank Gospodarstwa Krajowego (BKG poreczal 80% kredytów udzielamych przez ING) . To dlatego boją się wykładać swój hajs. To cała magia.
Rett
3 tyg. temu
Rzecznik banku Paweł Utrata - nomen omen.
Afi
3 tyg. temu
Kiedyś byl program u Jaworowicz. Ing z dnia na dzień cofał kredytowanie polskim firmom tuż zaraz po zakupie maszyn na kredyt. Prowadziło to do upadku polskie firmy i na to wchodziły firmy zachodnie. Czyżby rewolucja zjadała własne dzieci i banki sie wzieły za swoich zachodnich kapitalistów?
Hubi
3 tyg. temu
Ludzie na różne sposoby się bogacą, ja wybrałem cięzką pracę w biznesie nieruchomości i nie żałuję! Wiem, ile pracy w to włożyłem i jestem z siebie dumny! Teraz współpracuję z zarządzającym Polzen z Gdańska i z czystym sumieniem polecam!
zeflik
3 tyg. temu
Ooooj, Gewałt! Czyżby Holendry bardziej chciwe niż 'palestyńczycy'?
...
Następna strona