Jest więcej Polaków, którym ZUS zabrał z składki emerytalne. Ekspert: "Jedna z największych afer"
ZUS przejął 350 tys. zł odkładane przez kobietę na emeryturę i przelał je do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych - ta sprawa odbiła się w mediach szerokim echem. Zareagował Rzecznik Praw Obywatelskich. Stwierdził, że "takie działanie to naruszenie konstytucji". Okazuje się, że pokrzywdzonych osób jest więcej.
"Gazeta Wyborcza" opisała przypadek kobiety, która przez 19 lat odprowadzała składki emerytalne z tytułu umowy o pracę. Pracowała w firmie, której była właścicielką.
"ZUS stwierdził, że to, co kobieta odkładała, nie będzie służyć jej emeryturze. Z jej indywidualnego konta w Zakładzie zniknęło 350 tys. zł. ZUS je przejął i przelał do jednego wielkiego worka z napisem Fundusz Ubezpieczeń Społecznych. Wypłacane są z niego emerytury dla wszystkich Polaków" - napisała gazeta.
ZUS tłumaczył wówczas, że nie tworzy przepisów, ale wykonuje obowiązujące prawo przyjęte przez parlament. W sprawę zaangażował się Rzecznik Praw Obywatelskich, który stwierdził, że praktyka zastosowana przez ZUS nie powinna mieć miejsca.
Na emeryturę zmienili dom. Na tym zaoszczędzili tysiące
"Prowadzi to do naruszenia Konstytucji RP, gdyż pozbawia uprawnionego oczekiwania opartego na uzasadnionym zaufaniu do prawa" - uważa RPO.
Tymczasem do redakcji "Gazety Wyborczej" zgłaszają się kolejne osoby, które twierdzą, że ZUS zabrał im z konta składki emerytalne.
To jest jedna z największych afer w polskim systemie ubezpieczeniowym. Mamy bowiem do czynienia nie z jednostkowymi błędami, ale z systemowym mechanizmem - mówi w rozmowie z dziennikiem dr Łukasz Wacławik z wydziału zarządzania krakowskiej AGH.
- Obecne przepisy powodują, że żaden obywatel nie może spać spokojnie. Bo w każdej chwili ZUS może uznać, że opłacane przez niego składki za np. ostatnie 15-20 lat, były nieprawidłowe i Zakład ma prawo wszystko, co wpłaciliśmy w czasie naszej kariery zawodowej, skonfiskować. Co tym ludziom pozostanie na starość? - dodaje.
Ludzie powierzają swoje sprawy także kancelariom prawnym.
- Zgłaszają się do mnie nowe osoby dotknięte tym samym schematem działania. W każdej z tych spraw ZUS przez lata przyjmował składki, wydawał kolejne decyzje potwierdzające podleganie ubezpieczeniom lub prawo do przeliczenia świadczeń, a następnie - po dekadzie lub dwóch - stwierdzał, że "podlegania nigdy nie było" - mówi w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" dr Katarzyna Kalata, radca prawny z Kancelarii Kalata, która reprezentuje część poszkodowanych w sądzie.
Prawniczka opisuje sprawę jednego ze swoich klientów, który otrzymał decyzję ZUS stwierdzającą "brak podlegania ubezpieczeniom od 1999 r.". Łączna kwota składek, które opłacił przez ponad dwie dekady, przekracza 1,5 mln zł. W tym są składki emerytalne i rentowe, które raz na zawsze przepadły.
Mężczyzna, który pracował jako inżynier, był zatrudniony we własnej spółce na etacie. ZUS uznaje jednak, że jeśli ktoś ma większościowy pakiet udziałów w spółce i jednocześnie pracuje w niej na etacie, to trudno mówić o klasycznym stosunku pracy i przyjmuje, że umowa o pracę jest pozorna. Mężczyzna przez 25 lat odprowadzał składki od wynagrodzenia, a ZUS uznał, że nigdy nie powinien płacić składek - czytamy w dzienniku.
To samo spotkało księgową, której ZUS skonfiskował 350 tys. zł składek emerytalnych. Jej sprawa toczy się w sądzie. Do do redakcji "Gazety Wyborczej" zgłosili się też pracownicy branży IT, graficy, budowlańcy, menadżerowie czy ogrodnicy. Wszyscy stracili średnio 200-300 tys. zł - czytamy.
Skonfiskowane składki. Stanowisko resortu pracy
Ministerstwo pracy w odpowiedzi na pytania PAP wyjaśniło, że rozliczenia na koncie płatnika składek prowadzone są na podstawie dokumentów rozliczeniowych złożonych przez płatnika lub sporządzonych przez ZUS.
"Jeżeli w wyniku korekt suma wpłat przewyższa sumę zaksięgowanych należności, na koncie powstaje nadpłata. Nadpłata ta podlega z urzędu zaliczeniu na poczet zaległych, bieżących lub przyszłych składek, chyba że płatnik złoży wniosek o jej zwrot" - przekazał resort.
Dodał, że zwrot nienależnie opłaconych składek następuje w ciągu 30 dni od wpływu wniosku, a w przypadku przekroczenia tego terminu ZUS jest zobowiązany do wypłaty odsetek.
Resort podkreślił, że składki nie są konfiskowane. Osoba zainteresowana i spółka mogą zwrócić się do ZUS o rozstrzygnięcie w indywidualnej sprawie, w szczególności w zakresie uznania składek opłaconych za związane z podleganiem ubezpieczeniom z tytułu bycia wspólnikiem spółki.
Ministerstwo zaznaczyło jednocześnie, że składki opłacone, które uległy przedawnieniu, są zaliczane na poczet bieżących zobowiązań z tytułu ubezpieczeń społecznych.
źródło: wyborcza.biz