Juany dla ajatollahów. Iran chce postawić świat rozliczeń na głowie
Iran planuje pobierać opłaty za tranzyt przez cieśninę Ormuz. Należność w wysokości dolara za baryłkę ma być regulowana w chińskich juanach lub kryptowalutach. Eksperci w rozmowie z money.pl oceniają, czy zapowiedź Teheranu jest zgodna z prawem.
Irański parlament przygotował przepisy mające na celu wprowadzenie opłat za przepływ tankowców przez cieśninę Ormuz, którą Teheran uznaje za własne wody terytorialne. Należność, szacowana na jednego dolara amerykańskiego za każdą przewożoną baryłkę ropy, miałaby być uiszczana z pominięciem tradycyjnego systemu finansowego – w chińskich juanach lub za pomocą tak zwanych stablecoinów, czyli cyfrowych aktywów powiązanych z walutami fiducjarnymi.
Mechanizm pobierania opłat ma opierać się na ścisłej kontroli. Armatorzy, którzy chcą bezpiecznie przepłynąć przez cieśninę, mieliby kontaktować się z firmą brokerską powiązaną z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej. Wymagane byłoby przedstawienie pełnej dokumentacji statku, w tym struktury właścicielskiej, listu przewozowego oraz danych z systemu automatycznej identyfikacji. Dopiero po weryfikacji, czy jednostka nie jest powiązana z państwami uznawanymi przez Teheran za wrogie, mogłaby nastąpić opłata. Statki z krajów zaprzyjaźnionych miałyby liczyć na preferencyjne traktowanie, co potwierdzają między innymi komunikaty irańskiej dyplomacji skierowane do władz w Nowym Delhi zapewniające o bezpieczeństwie indyjskiej floty.
"Gdzie oni byli dwa tygodnie temu?". Kierowcy oceniają decyzję rządu
Ekonomia transportu morskiego w obliczu nowych opłat
Wprowadzenie opłat tranzytowych przez Iran rodzi fundamentalne pytania o opłacalność transportu i strukturę globalnej floty, szczególnie w dobie drożejącej ropy, której kurs w ostatnich godzinach rośnie o kilkanaście procent. Dawid Czopek, ekspert paliwowy, zarządzający Polaris-FIZ, w rozmowie z money.pl wskazuje na praktyczne i finansowe aspekty tego procederu.
Widziałem propozycje stawki 2 mln dol. za statek. Oczywiście wydaje się, że sporo, ale te największe statki (VLCC - very large crude carrier) przewożą około dwóch milionów baryłek, przy takiej stawce armatorzy byliby zapewne chętni, by zapłacić. Mniejsze statki przewożą znacznie mniej, bo ok. 0,5 mln baryłek i tu opłacalność staje już pod znakiem zapytania - wyjaśnia.
Aby w pełni zrozumieć skalę wyzwań logistycznych, warto przyjrzeć się specyfikacji jednostek obsługujących globalny handel surowcami. Tankowce naftowe dzielą się na kilka kategorii w zależności od tonażu nośności (DWT). Najmniejsze jednostki to tankowce ogólnego przeznaczenia (General Purpose, 10–25 tys. DWT) oraz tankowce średniego zasięgu (Medium Range, 25–45 tys. DWT), używane głównie do przewozu produktów rafineryjnych na krótszych trasach.
Większe jednostki klasy LR1 i LR2 (Long Range, odpowiednio do 80 tys. i 160 tys. DWT) obsługują trasy oceaniczne. Prawdziwymi gigantami są natomiast tankowce VLCC (Very Large Crude Carrier, 160–320 tys. DWT), będące podstawą globalnego handlu ropą naftową, oraz jednostki ULCC (Ultra Large Crude Carrier) o nośności nawet do 550 tys. DWT – należące do największych statków świata.
W obrocie rynkowym funkcjonuje też klasyfikacja elastyczna, uwzględniająca m.in. klasę Aframax (80–120 tys. DWT), Suezmax (120–200 tys. DWT) czy Panamax (60–80 tys. DWT), których nazwy odnoszą się do maksymalnych wymiarów pozwalających na przepłynięcie przez kluczowe kanały żeglugowe. Ceny nowych tankowców wahają się od około 43 mln dol. za mniejsze jednostki do ponad 120 mln dol. za VLCC.
Prawo międzynarodowe a geopolityczne ambicje
Kwestia legalności pobierania opłat na wodach międzynarodowych budzi głębokie kontrowersje. Leszek Kąsek z Banku ING w rozmowie z money.pl zwraca uwagę na prawno-międzynarodowy kontekst irańskich działań oraz ich powiązania z globalną dyplomacją.
Zakładamy, że okres normalizacji po wojnie będzie stosunkowo długi, liczony w miesiącach od ogłoszenia rozejmu. Nie spodziewam się jednak, żeby irańskie myto za przepłynięcie przez cieśninę utrzymano, jeśli dojdzie do porozumienia. Nie ma tego ani w 15-punktowym planie Trumpa, ani w 5-punktowym planie Iranu - wskazuje analityk.
Ekspert podkreśla, że choć Iran wysłał w sprawie wprowadzenia opłat pismo do Światowej Organizacji Żeglugi, to jego stanowisko jest raczej zgodne z prawem międzynarodowym. Analityk podkreśla też, że liczba statków zwolnionych z opłat jest mała i stanowi potencjalnie zaledwie kilka procent liczby tankowców przepływających przez rejon przed wojną.
Leszek Kąsek odniósł się też do kwestii walutowych.
Przed amerykańskim atakiem na Iran Chiny były głównym odbiorcą irańskiej ropy, więc wybór juana zamiast dolara potwierdza dobre relacje między tymi państwami - podkreśla ekspert ING.
Czy to koniec ery petrodolara?
Czy chodzi jednak o coś więcej niż dobre relacje? Piotr Arak, główny ekonomista Velo Bank, w rozmowie z money.pl studzi obawy o natychmiastową rewolucję w rozliczeniach handlu ropą oraz o wzrost kosztów.
Decyzja Iranu o wprowadzeniu opłaty tranzytowej dla tankowców – nawet symbolicznego dolara za baryłkę – miałaby przede wszystkim znaczenie fiskalne i polityczne. Przez cieśninę przepływa około 20–21 mln baryłek ropy dziennie. W czysto arytmetycznym ujęciu taka opłata oznaczałaby potencjalnie ponad 7 mld dolarów rocznie, ale w skali globalnego rynku energii to koszt raczej marginalny i nie zmieni struktury cen ropy - wylicza Piotr Arak.
Dodaje, że jeśli część tych rozliczeń byłaby prowadzona w juanie albo w stablecoinach, wpisywałoby się to w trend, o którym mówi ostatnio m.in. amerykański ekonomista Kenneth Rogoff, czyli powolnej erozji wyjątkowej pozycji dolara, ale nie jego nagłego zastąpienia.
Dziś około 80–85 proc. transakcji na rynku ropy nadal rozlicza się w dolarze, a juan odpowiada za ok. 3 proc. globalnych rezerw walutowych (dolar 60 proc.), więc jego zdolność do przejęcia roli dolara jest wciąż ograniczona. Chiny musiałyby do tego zmienić swój model gospodarczy i więcej kupować niż produkować i eksportować. Chiny są największym odbiorcą irańskiej ropy: ok. 1–1,5 mln baryłek dziennie trafia na rynek chiński. W tym sensie rozliczenia w juanie czy poza systemem dolarowym pomagają obu stronom ograniczać ryzyko sankcji i stopniowo budować alternatywne kanały finansowe. To kolejny mały element procesu, o którym mówi Rogoff – świat nie zastępuje jednej waluty inną, ale powoli przechodzi w stronę bardziej wielowalutowego systemu rozliczeń w handlu surowcami - zaznacza ekspert.
Dawid Czopek podkreśla, że przejście na juana w przypadku cieśniny Ormuz może przyspieszyć zmiany. - Powolna zmiana dolara na inne waluty tworzy precedens i uwiarygadnia je. Bo skoro już trzeba płacić w juanach za przepłynięcie cieśniny, to może wygodniej w pakiecie zapłacić juanami za ropę? Oczywiście, żądanie Iranu ma też praktyczne znaczenie - przelew w dolarach łatwiej zablokować niż np. w kryptowalutach - wskazuje analityk.
Ekspert zwraca też uwagę na drugi aspekt deklaracji Teheranu. - Odejście od petrodolara to jedna z największych obaw USA. Jeżeli na świecie codziennie zużywa się 105 mln baryłek, to sam obrót towarowy na surowcu wynosi w zależności od ceny kilka miliardów dolarów dziennie. Nawet jeżeli nie wszystko jest rozliczane w dolarach. Nie ma drugiej takiej kategorii produktów, gdzie obrót pieniężny jest tak duży - podsumowuje Dawid Czopek.
Nowy porządek świata?
Działania Teheranu mogą być postrzegane nie tyle jako nowy porządek gospodarczy, co raczej próba ugrania jak największych korzyści w trwającym konflikcie. Dr Piotr Bartkiewicz, ekspert Departamentu Analiz Makroekonomicznych Banku Pekao S.A., w rozmowie z money.pl ocenia, że irańskie myto to element szerszej strategii negocjacyjnej, która może spotkać się z oporem innych graczy w regionie.
Opłaty za tranzyt przez cieśninę są od pewnego czasu na liście życzeń Iranu razem ze zdjęciem sankcji, reparacjami wojennymi czy likwidacją amerykańskich baz. Gdyby taki system obowiązywał po zakończeniu wojny, byłby to niewątpliwy sukces Iranu i szansa na rozluźnienie ekonomicznego gorsetu, w którym ten kraj się znajduje.
Ekspert wskazał, że dziś nie można mieć pewności, że po zakończeniu konfliktu Iran faktycznie będzie pobierał myto. - Zakładam, że innym eksporterom ropy naftowej i gazu ziemnego w regionie byłoby to wybitnie nie na rękę, przynajmniej do momentu zbudowania alternatywnych szlaków transportowych - rurociągów, gazociągów i terminali eksportowych ropy, LNG i innych produktów. Stwarza to też niebezpieczny precedens dla handlu światowego w ogóle – co, jeśli podobne myto kiedyś zamarzy się Malezyjczykom, Marokańczykom albo nawet Duńczykom? - pyta retorycznie analityk banku ING.
Ekspert wyjaśnia też, że Iran chce pobierać opłaty w juanie, bo to wynika z jego bliskich relacji z Chinami.
Iran jest odcięty od dolarowego systemu finansowego i nie chce waluty, z której nie może korzystać w formie elektronicznej. Łączna wartość potencjalnych płatności za tranzyt jest wbrew pozorom niewielka. Za samą ropę naftową nie więcej niż 7 mld dolarów, więc nie zmieni znacząco udziału dolara w rozliczeniach. Ropa naftowa nie ma tutaj szczególnego miejsca, zwłaszcza że tradycyjna rola eksporterów węglowodorów z Zatoki Perskiej w systemie finansowym spadła - dodaje.
Ekspert wskazuje też, że kraje regionu nie generują już tak dużych nadwyżek w handlu międzynarodowym i nie mają aż tak dużo nowych środków do zainwestowania w USA.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl