"Karaluchy" protestują w Indiach. Największe pikiety od lat. Władza ma problem

Ponad 5 tys. zwolenników indyjskiego ruchu Partia Karaluchów Janta manifestowało we wtorek w Delhi, dzień po gwałtownych starciach z policją. Do demonstracji dołączyli przywódcy Kongresu Narodowego, głównej partii opozycyjnej, Rahul Gandhi i jego siostra Priyanka, którzy zostali zatrzymani.

Supporters of India's Cockroach Janta Party (CJP) take part in a demonstration at the Jantar Mantar protest site, in New Delhi, India, 22 July 2026. Demonstrators from the youth-led satirical political movement are continuing their protest calling for the resignation of the country's education minister and education reforms despite the recent crackdown and heavy rains. EPA/VIJAY PANDEY Dostawca: PAP/EPA.Partia Karaluchów Janta (Cockroach Janta Party - CJP)
Źródło zdjęć: © PAP | PAP/EPA/VIJAY PANDEY
Przemysław Ciszak

Wtorkowa manifestacja była reakcją na brutalną interwencję policji podczas marszu na parlament, który odbył się w poniedziałek. Według policji poszkodowanych zostało wtedy blisko 180 osób, w tym 60 demonstrantów, jednak organizatorzy marszu podają, że ponad 150 uczestników zostało hospitalizowanych.

Rahul Gandhi i jego siostra Priyanka Vadra wraz z członkami swojej partii zorganizowali protest przed domem premiera Narendry Modiego, ale zostali szybko zatrzymani przez policję.

Wcześniej jednak Gandhi domagał się ustąpienia szefa rządu za to, że "zniszczył przyszłość indyjskiej młodzieży".

Przyszliśmy pod dom premiera Modiego, by zażądać od niego wyjaśnień w sprawie wczorajszych brutalnych działań wobec młodych studentów – napisał Gandhi na platformie X.

Partia Karaluchów Janta, będąca początkowo - jak to ujmuje Reuters - politycznym ruchem satyrycznym, nabiera cech ugrupowania politycznego walczącego o sprawy istotne dla ludzi młodych. Ruch ogłosił we wtorek po południu, że będzie kontynuować antyrządowe protesty. Zastrzegł jednak, że nie ponowi marszu na parlament, z obawy przed ponowną, brutalną interwencją policji.


WIDEO
Tysiące kurierów do zwolnienia. Jest reakcja władzy. "Skandaliczne działanie"


W poniedziałek, gdy tysiące protestujących sprzeciwiało się oszustwom egzaminacyjnym na uczelniach oraz domagało się dymisji ministra edukacji Dharmendry Pradhana, ustąpienia premiera i reformy systemu egzaminacyjnego, policja zaatakowała tłum pałkami i użyła gazu łzawiącego.

Partia Karaluchów Janta powstała w maju, gdy prezes Sądu Najwyższego porównał grupę bezrobotnych młodych ludzi do "karaluchów". Popularność ruchu gwałtownie wzrosła w maju, po ujawnieniu wycieku arkuszy egzaminacyjnych, który doprowadził do unieważnienia egzaminu wstępnego na studia medyczne. Do testu przystąpiło około dwóch milionów kandydatów. Jak podała agencja AFP, powołując się na lokalne media, decyzja o unieważnieniu egzaminu doprowadziła do samobójstwa kilkunastu kandydatów. Pod koniec czerwca część protestujących rozpoczęła strajk głodowy, popierając postulaty studentów.

Domagają się rekompensant

Teraz ruch "karaluchów" domaga się rekompensat dla rodzin studentów, którzy odebrali sobie życie, wynoszących 10 mln rupii (104 tys. dol.).

Zdaniem agencji Reutera poniedziałkowe protesty są postrzegane jako największe dotychczas wyzwanie dla premiera Modiego, który obecnie sprawuje urząd po raz trzeci z rzędu.

W parlamencie Indii opozycja zażądała we wtorek debaty nad poniedziałkowymi starciami z policją. Modi jak dotąd nie odniósł się bezpośrednio do tych wydarzeń - podaje AFP.

Wybrane dla Ciebie