Kiedy drobne poprawki podatkowe już nie wystarczają. Czas postawić "nowy dom" [OPINIA]

Polska nie ma problemu z tym, że podatki są za wysokie. Problem polega na tym, że system jest skomplikowany, niestabilny i pełen wyjątków. Przez 37 lat powstawała konstrukcja, której dziś nikt już nie chce rozbierać, choć kolejne remonty tylko zwiększają chaos. Jak wskazuje dr Marek Dietl, zamiast kolejnych korekt potrzebny jest nowy projekt.

Marek DietlMarek Dietl
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons | newsrm.tv
Marek Dietl

Opinia dr. Marka Dietla, ekonomisty ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, jest częścią 24. edycji "Ringu ekonomicznego" money.pl. To format dyskusji na ważne, ale kontrowersyjne tematy społeczne i ekonomiczne. Tym razem szukamy odpowiedzi na pytanie, czy system preferencji podatkowych i składkowych dla osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą dobrze pełni swoją funkcję, którą jest wspieranie przedsiębiorczości. Równolegle publikujemy omówienie wyników sondy wśród ekonomistów, która była wprowadzeniem do debaty, oraz opinię prof. Marka Góry, również z SGH, współtwórcy polskiego systemu emerytalnego.

W styczniu minęło 37 lat od rozpoczęcia budowy polskiego systemu podatkowo-składkowego na potrzeby gospodarki rynkowej. Po prawie czterech dekadach zbieramy w podatkach i składkach 37,6 proc. PKB - czyli dokładnie tyle, ile wynosi mediana Unii Europejskiej. Nie jesteśmy więc krajem, który przesadza z daninami. Za to pobieramy je źle. W rankingu konkurencyjności podatkowej Tax Foundation zajmujemy 35. miejsce na 38 państw, a wśród 22 krajów Unii objętych badaniem - dwudzieste. Za nami są już tylko Włochy i Francja.

Co ciekawe dziesięć państw Unii zabiera swoim obywatelom i firmom większą część wytworzonej wartości dodanej niż Polska, a mimo to ich systemy uznaje się za bardziej konkurencyjne. Na przykład Szwecja pobiera 42,2 proc. PKB i zajmuje jedenaste miejsce w rankingu. Polska pobiera 37,6 proc. i jest trzydziesta piąta. Problemem nie jest więc "pazerność państwa", a konstrukcja. Drobne retusze tego nie naprawią.


DLA CIEBIE
Największe błędy przy wysyłaniu CV i szukaniu pracy - Filip Sobel II Pierwsza Praca #6 


Wyobraźmy sobie system danin publicznych jako domostwo, które było mozolnie budowane przez dziesięć lat na działce, gdzie stały wcześniej dość mocno zdezelowane obiekty. Zaczęło się od remontu jednego z nich - podatku od osób prawnych – w 1989 r. pojawił się CIT. Rok później inną chałupę podzielono na KRUS i ZUS. Pierwszy tylko lekko farbą pociągnięto, a ten drugi tak remontowano, że po dziesięciu latach właściwie był jak nowy. W 1992 r. można już było zamieszkać w pięknie odnowionym PIT-cie, a rok później stanął największy budynek - VAT. Zauważono przy tym pewien chaos urbanistyczny, więc w 1997 r. weszła w życie ordynacja podatkowa, a dwa lata później wyburzono część PIT-u i dobudowano składkę zdrowotną.

Prace przy pozostałych elementach domostwa trwały w najlepsze. Spróbowano zrobić z tego jeden spójny kompleks składkowo-podatkowy. Prawie się to powiodło duetowi Buzek–Balcerowicz. Tylko reformę podatków zawetował inny duet: Kwaśniewski–Belka. Z eleganckiego projektu wyszła trochę niepełna realizacja. W latach 2002–2004 wspomniany już prof. B, tym razem jako premier, dobudował tymczasową wiatę nad pewną dziurą - odkrytą przez innego łódzkiego akademika, Jarosława Bauca. Zakryć ją miał podatek od zysków kapitałowych. Jak to z prowizorką bywa, okazała się niezwykle trwała: pierwsza poważna korekta przychodzi po dwudziestu czterech latach. Ustawę o Osobistych Kontach Inwestycyjnych prezydent podpisał 13 sierpnia, a wejdzie w życie 1 stycznia 2027 r. Charakterystyczne, że i ona nie naprawia konstrukcji, tylko dokłada obok niej kolejną: zamiast podatku od zysku pojawia się podatek od wartości aktywów.

Inne budynki nie miały tyle szczęścia by trwać przez ćwierć wieku. Cały czas coś remontowano w środku. Tych "drobnych" zmian "by je zliczyć nie mam siły" (K. Makuszyński). Nie brakło też dużych rekonstrukcji. Zwykle dochodziło do tego co dwa–trzy lata. Toczyły się regularne boje o odświeżanie progów, ulg i limitów. Zgodnie z tą "świecką tradycją" przyszła właśnie pora na kolejne przebudówki i dobudówki.

Końcowy efekt nie zachwyca. Proponuję zmianę podejścia i postawienie nowego gmachu - w technologii mało podatnej na remonty typu ad hoc. Pozwólcie, że naszkicuję koncepcję.

Cztery przekonania, od których zaczynam

Uczciwie jest rozpocząć od ujawnienia preferencji. Kiedyś byłem zwolennikiem prostoty nawet za cenę efektywności. Zmiany technologiczne sprawiły, że dziś prostota nie jest już wartością samą w sobie. Dobitnie uświadomił mi to raport AI Tax. Nie odbił się należytym echem, więc krótko podsumuję przemyślenia po lekturze i rozmowach z ekspertami.

W 2022 r. w Ministerstwie Finansów rozpoczęły się prace nad wykorzystaniem uczenia maszynowego w duchu koncepcji administracji podatkowej 3.0, którą promuje OECD. Kierownictwu resortu nie udało się utrzymać talentu napędzającego to przedsięwzięcie i od 2024 r. prace koncepcyjne toczą się w niezależnej fundacji. To zresztą osobna, przykra diagnoza: kompetencja, która przez trzy lata była wewnątrz ministerstwa, dziś buduje strategię cyfryzacji polskich podatków z zewnątrz.

Eksperci formułują trzy postulaty. Pierwszy: spojrzeć na prawo jak na kod. Państwo bierze na siebie odpowiedzialność za interpretację przepisów i publikuje oficjalne, maszynowo wykonywalne reguły obliczeń, na otwartej licencji, z wersjonowaniem. Dziś każdy dostawca oprogramowania księgowego interpretuje ustawę po swojemu, więc dwa systemy potrafią z tych samych danych wyliczyć różny podatek - a ryzyko tej rozbieżności ponosi podatnik. Drugi: wspólny model danych spinający KSeF, JPK, STIR i ZUS w jeden słownik pojęć. Trzeci, i dla mnie najważniejszy, w ogóle nie jest techniczny - ustawowa gwarancja co najmniej dwunastu miesięcy na dostosowanie się do każdej zmiany w interfejsach i regułach. Autorzy nazywają to cyfrowym vacatio legis.

Model docelowy jest taki, że danina rozlicza się automatycznie, w tle codziennej działalności, wewnątrz systemu księgowego firmy, a nie na rządowym portalu. Szacunki ekspertów wskazują, że to dobra inwestycja: 7,7 mld zł nakładów w horyzoncie ośmiu lat wobec 15,4 mld zł rocznych korzyści - 7,2 mld dla budżetu z uszczelnienia i efektywności KAS, 8,2 mld dla gospodarki z odciążenia małych firm i uproszczenia płatności. Okres zwrotu poniżej półtora roku.

Nawet ostrożna cyfryzacja, z jaką mamy dziś do czynienia, daje zauważalne korzyści. Średni zwrot VAT trwa 42 dni, a zwrot PIT - 11. Ta różnica nie wynika z natury podatku, tylko z tego, że w PIT zbudowaliśmy automatyzację, a w VAT nie. Kontrola celno-skarbowa ciągnie się średnio 435 dni. Rozliczenie miesięczne jednoosobowej działalności zjada trzy godziny; w modelu docelowym miałoby zająć piętnaście minut, a zwrot VAT dla firm niskiego ryzyka - siedem dni.

W tegorocznym rozliczeniu za 2025 r. przez Twój e-PIT złożono rekordowe 14,8 mln dokumentów. Blisko 6 mln zeznań zaakceptowano automatycznie, bez jednego kliknięcia podatnika, na zasadzie milczącej zgody. Kolejne 8,9 mln zaakceptowano samodzielnie, zwykle jednym przyciskiem. Ponad jedna trzecia wszystkich zeznań powstała w czasie krótszym niż pięć minut. To nie jest wizja ani pilotaż, tylko działająca infrastruktura, która obsługuje praktycznie wszystkich nieprowadzących działalności gospodarczej.

Tego się chyba nie da zrobić dla biznesu? Owszem, da się. Przedsiębiorca, który zadeklaruje brak obrotu gotówkowego i udostępni rachunki bankowe, jest z punktu widzenia algorytmu podobnie policzalny jak pracownik etatowy. Trudność sprowadza się do jednego: rozpoznania kosztu uzyskania przychodu, czyli klasyfikacji, w której modele językowe są dziś naprawdę dobre. Moim zdaniem mówimy o wyraźnej większości polskich firm. Pozostałe, bardziej skomplikowane, będą obsługiwane w modelu człowiek plus narzędzia.

Przekonanie 1: postęp technologiczny sprawił, że system danin musi realizować cele i być efektywny, a niekoniecznie prosty.

Nie będę oryginalny, jeśli stwierdzę, że przewidywalność obciążeń publicznych jest bardzo ważna. W latach 1992–2026 realne obciążenie pracy w Polsce zmieniało się średnio mniej więcej raz na dwa lata. Można spierać się o metodologię - co uznajemy za zmianę istotną - ale rząd wielkości jest niepodważalny.

Najbardziej pouczający jest jednak nie ruch, tylko bezruch. Drugi próg podatkowy, 85 528 zł, stał niewzruszony od 2009 do 2021 r. Trzynaście lat, przez które przeciętne wynagrodzenie wzrosło ponad dwukrotnie. Kwota wolna w wysokości 3091 zł zamarzła w tym samym momencie. Skutek jest czysto arytmetyczny: w 2009 r. stawkę 32 proc. płacił mniej więcej jeden procent podatników, dziś płaci ją około pięciu, a próg 120 tys. zł przekroczyło w 2025 r. ponad 2,4 mln osób. To była podwyżka podatków, której żaden parlament nie uchwalił i za którą żaden minister nie odpowiada - bo formalnie nic się nie stało.

Nie jest to polska specjalność, ale nie jest też normą. Automatyczną indeksację progów PIT stosuje 17 z 38 państw OECD; Austria dołączyła do tego grona w 2023 r., uznając, że coroczne targi o odmrażanie progów są marnotrawstwem energii politycznej. Polska nie stosuje. Trudno prowadzić firmę, planować oszczędności emerytalne czy decydować o trzecim dziecku w systemie, którego horyzont przewidywalności jest krótszy niż leasing samochodu. Dla kontrastu: Estonia jest numerem jeden rankingu Tax Foundation jedenasty rok z rzędu. Nie dlatego, że ma najniższe stawki. Dlatego, że ma te same stawki co dekadę temu.

Przekonanie 2: system danin powinien mieć zaszyte mechanizmy indeksacji, które dostosowują się do zmian gospodarczych bez ingerencji ustawodawcy.

Jestem zwolennikiem progresji danin. Uważam, że osoby lepiej uposażone korzystają w większym stopniu z dóbr publicznych i powinny krańcowo płacić na rzecz wspólnoty więcej. Jednocześnie danina daninie nierówna. Składka emerytalna wraca do nas w formie emerytury, której wysokość od niej zależy. Podatki wpadają do wspólnego worka. Ubezpieczenie zdrowotne zabezpiecza nas na wypadek, gdybyśmy znaleźli się w tej mniejszości, której opieka zdrowotna będzie znacząco droższa niż suma składek zapłaconych przez całe życie.

Przekonanie 3: progresja jest uzasadniona, ale w przypadku różnych danin trzeba ją wyważyć.

Przekonanie 4: warto premiować przedsiębiorców, którzy zatrudniają na umowę o pracę, a system podatkowy powinien zachęcać większe przedsiębiorstwa do współpracy z uczelniami i instytutami badawczymi.

Szkic nowego gmachu

Po tym wstępie możemy zacząć tworzyć szkic koncepcji. Zacznijmy od zmiany fundamentalnej. Każdy obywatel otrzymuje rocznie równowartość 60 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia z roku poprzedniego, wypłacaną w dwunastu ratach. Mechanizm jest prosty: jeśli przeciętna pensja wyniesie 10 tys. zł, w kolejnym roku każdy dostanie po 500 zł miesięcznie. Przy dzisiejszym przeciętnym wynagrodzeniu daje to około 5,8 tys. zł rocznie na osobę i koszt rzędu 210 mld zł. Jest to rodzaj podatku ujemnego, który zastępuje kwotę wolną i część transferów bezpośrednich. Pozostają tylko te związane z wyjątkowo trudną sytuacją osoby lub rodziny.

Zwracam uwagę na coś, co łatwo przeoczyć: również tutaj nie ma żadnej kwoty nominalnej. Świadczenie przelicza się samo, w tempie wynagrodzeń, bez ustawy i bez corocznej debaty o waloryzacji. To ta sama zasada, która rządzi progami.

Drugi element to stopniowe dochodzenie do jednej stawki VAT na wszystkie produkty i usługi. Wydaje się, że może być ona niższa niż dzisiejsza - gdzieś pomiędzy 20 a 22 proc by sfinansować podatek ujemny. Pozostałe podatki różnią się między typami podatników.

System danin dla osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej, w wieku powyżej 26 lat (brak danin dla młodych zostaje), zasadza się na następujących zasadach:

  • Ubruttowienie wszystkich zarobków - nowe brutto to dzisiejszy koszt pracodawcy.
  • Wspólne progi roczne dla wszystkich danin: 12-krotność płacy minimalnej oraz 12-, 24-, 48-i 96- krotność przeciętnego wynagrodzenia (6 przedziałów).
  • Koszty uzyskania przychodu, nie więcej niż 6-krotność przeciętnego wynagrodzenia: 10 proc. przy umowie o pracę, 20 proc. przy umowie zlecenia, 50 proc. przy umowie o dzieło. Brak kosztów przy powołaniu i podobnych tytułach.
  • Opodatkowana jest rodzina: dochód wszystkich jej członków jest sumowany i dzielony przez liczbę osób. Nie ma innych ulg rodzinnych.
  • Wszyscy płacą 10 proc. dochodu na ubezpieczenie zdrowotne i 5 proc. na chorobowe. Składka emerytalna jest regresywna: od 15 proc. przy najniższych dochodach do 0 proc. powyżej czwartego progu. Podatek jest silnie progresywny - od 5 do 45 proc. Łączna danina rośnie przy kolejnych progach od 35 do 60 proc. Nie ma daniny solidarnościowej.
  • Pozostają PPK i PPE oraz możliwość skorzystania z konta emerytalnego - omawiam to przy podatku od zysków kapitałowych.

Osoba prowadząca działalność gospodarczą może pomniejszyć swoją daninę na ubezpieczenie zdrowotne i chorobowe o analogiczne składki płacone za pracowników zatrudnionych na umowę o pracę. Pozostałe zasady są następujące:

  • Każdy przedsiębiorca może wybrać opodatkowanie jak osoba fizyczna - dochód z działalności jest po prostu doliczany do dochodu rodziny.
  • Drugim sposobem jest opodatkowanie przychodu: 10 proc. zdrowie, 5 proc. emerytura, 5 proc. dobrowolne ubezpieczenia, 10 proc. podatek. Razem 30 proc.
  • W przypadku opodatkowania dochodu łączna danina wyniesie 40 proc.

Każda osoba opodatkowana PIT może przekazać 2 proc. swojego podatku organizacji pożytku publicznego.

Wszystkie źródła dochodów kapitałowych - lokaty, odsetki, dywidendy, akcje, udziały - są rozliczane wspólnie, z kompensacją zrealizowanych zysków i strat. Stawka zależy od tego, jak długo dany instrument był w posiadaniu inwestora: od 20 proc. do zera przy okresie dłuższym niż pięć lat. Dodatkowo każdy może uczestniczyć w programie emerytalnym pod warunkiem, że środki nie zostaną wypłacone przed 60. rokiem życia. Wpłata na taki program pozwala zmniejszyć składkę emerytalną do ZUS. Z ulgi można skorzystać również, przenosząc środki z IKE (IKZE, OKI itp. znikają). Postuluję przy tym przekształcenie OFE w PPK — składki do otwartych funduszy emerytalnych przestają być odprowadzane, a zgromadzone środki trafiają do programu pracowniczego.

Opodatkowanie osób prawnych ulega niewielkiej zmianie. Dalej podstawą jest zysk brutto. Pierwsze 10 mln zł tego zysku jest opodatkowane stawką 10 proc., a nadwyżka - 20 proc. Udziałowcy spółek z ograniczoną odpowiedzialnością będący osobami fizycznymi, którzy nie mają innych tytułów, odprowadzają dodatkowo składki zdrowotne i emerytalne proporcjonalnie do udziału w zysku netto, na poziomach takich jak przedsiębiorcy. Wszystkie osoby prawne mogą korzystać z estońskiego CIT pod warunkiem, że w ciągu maksymalnie trzech lat zysk faktycznie zostanie zainwestowany. Dodatkowo każda osoba prawna może przekazać nie więcej niż 2 proc. należnego CIT wybranej uczelni lub instytutowi badawczemu zamiast do budżetu.

Walka w tym "ringu ekonomicznym" toczy się o preferencje podatkowo-składkowe dla samozatrudnionych. Michał Możdżeń mówi wprost o systemie zdegenerowanym i zaprojektowanym pod nadużycia. Michał Zator postuluje jednolitą daninę. W 2025 r. samozatrudnionych niebędących pracodawcami przybyło ćwierć miliona - to nie jest eksplozja przedsiębiorczości, to odpowiedź racjonalnych ludzi na cenniki ustawione przez państwo.

Podpisuję się pod tym kierunkiem i chcę pokazać, że moja propozycja jest jego wersją maksymalną. Matryca, którą naszkicowałem, jest właśnie rodzajem jednolitej daniny z zachowaną progresją - taką, w której wybór formy zatrudnienia przestaje być decyzją podatkową. Przedsiębiorca ma nadal wybór między podatkiem od przychodu a od dochodu, ale to wybór między dwoma sposobami liczenia tej samej daniny, a nie furtka do połowy stawki. Można oczywiście łatać dalej: podnieść składkę ryczałtowcom, ograniczyć liniówkę, dopisać test samozatrudnienia. To zadziała na dwa, trzy lata, po czym rynek znajdzie następną szczelinę, bo w systemie o kilkunastu reżimach szczelin jest zawsze więcej niż inspektorów.

Pewnie usłyszę

Że jednolity VAT uderzy w najuboższych. Uderzyłby - gdyby nie podatek ujemny, który dla czteroosobowej rodziny daje ponad 23 tys. zł rocznie i z nawiązką kompensuje droższą żywność. Rozpatrywane osobno oba elementy są regresywne; razem nie są i to jest cała idea ich łączenia.

Że likwidacja kwoty wolnej to skandal. Kwota wolna daje najwięcej tym, którzy mają najwyższą stawkę krańcową, a nie daje nic tym, którzy nie mają dochodu. Podatek ujemny jest jej uczciwszą wersją.

Że to rozdawnictwo. Po stronie kosztów jest podatek ujemny, iloraz rodzinny i niższy CIT dla mniejszych firm. Po stronie źródeł: ujednolicenie stawek VAT, likwidacja kwoty wolnej, zastąpienie 800 plus, które kosztuje dziś ponad 60 mld zł, likwidacja pozostałych ulg, jednolity VAT oraz — o czym mówi się najrzadziej — poszerzenie bazy przez zniesienie arbitrażu między formami zatrudnienia. Przyjąłem twarde ograniczenie: neutralność dla sektora finansów publicznych. Nie dlatego, że to eleganckie, tylko dlatego, że w 2025 r. deficyt sektora wyniósł 7,3 proc. PKB - drugi najwyższy w Unii po Rumunii - a dług sięgnął 59,7 proc. i przekroczy próg sześćdziesięciu procent. Kto dziś proponuje reformę podatkową bez pokazania, skąd bierze pieniądze, uprawia marketing, a nie ekonomię.

Puenta

Zarysowałem tutaj system. Wielu szczegółów zabrakło i wstępne symulacje trzeba jeszcze zamienić w porządny model mikrosymulacyjny. Ale kierunek wydaje mi się pewny: to jest konstrukcja neutralna dla finansów publicznych, w której nie ma ani jednej kwoty nominalnej wymagającej corocznego odmrażania i która mogłaby być naprawdę trwała - szczególnie w połączeniu z ambitną automatyzacją poboru.

Zacznijmy więc od uczciwie postawionego pytania. Nie "o ile obniżyć stawkę" i nie "komu zabrać ulgę". Tylko: ile lat ma wytrzymać ta konstrukcja? Jeśli odpowiedź brzmi "dwa", to naprawdę nie ma o czym rozmawiać. Możemy dalej dobudowywać wiaty i udawać, że to dom.

Wybrane dla Ciebie