Dziś zamożni, jutro przyjdą po pomoc. Oto dlaczego trzeba zrównać składki [ANALIZA]

Pomijając ulgi na start działalności gospodarczej, samozatrudnieni powinni płacić składki na ubezpieczenia społeczne na takich samych zasadach jak etatowi pracownicy. Preferencje, którymi cieszą się obecnie, zapewniają im dzisiaj wyższe dochody, a jednocześnie zwiększają ryzyko, że w przyszłości do ich świadczeń dopłacić będą musieli inni podatnicy.

Składki powinny zależeć od dochodów, a nie formy pracySkładki powinny zależeć od dochodów, a nie formy pracy
Źródło zdjęć: © Licencjodawca • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI
Grzegorz Siemionczyk

Poniższa analiza jest częścią 24. edycji "Ringu ekonomicznego" money.pl. To format dyskusji na ważne, ale kontrowersyjne tematy społeczne i ekonomiczne. Tym razem szukamy odpowiedzi na pytanie, czy system preferencji podatkowych i składkowych dla osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą dobrze pełni swoją funkcję, którą jest wspieranie przedsiębiorczości. Punktem wyjścia była sonda na ten temat wśród ponad 40 ekonomistów z uczelni, think-tanków oraz instytucji finansowych i organizacji biznesowych. Niektóre jej wyniki przedstawiamy poniżej, pozostałe opisaliśmy dwa tygodnie temu. Równolegle publikujemy opinie dwóch uczestników ankiety: prof. Marka Góry ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz dr. Marka Dietla z tej samej uczelni.

Całkowity klin podatkowo-składkowy, który obciąża w Polsce pracownika najemnego o przeciętnym wynagrodzeniu, sięga około 40 proc. To oznacza, że jego roczne wynagrodzenie netto (na rękę) jest o tyle mniejsze niż koszt jego zatrudnienia dla pracodawcy. W przypadku osoby o wyższym wynagrodzeniu, na przykład trzykrotnie przekraczającym przeciętne, tak mierzony klin wynosi już blisko 50 proc.

Dla porównania, dla osoby pracującej na własny rachunek, która osiąga takie przychody jak pracownik najemny z pensją trzykrotnie przewyższającą przeciętne wynagrodzenie, klin podatkowo-składkowy to zaledwie 27 proc. – przy założeniu, że płaci liniowy PIT 19 proc. i nie ma żadnych kosztów działalności. W przypadku samozatrudnionych płacących ryczałt od przychodów ewidencjonowanych obciążenie podatkami i składkami może być jeszcze niższe. Przy stawce ryczałtu na poziomie 12 proc., wykorzystywanej np. przez część informatyków, klin nie sięga nawet 21 proc.


DLA CIEBIE
Największe błędy przy wysyłaniu CV i szukaniu pracy - Filip Sobel II Pierwsza Praca #6 


To zróżnicowanie klina podatkowo-składkowego w Polsce w zależności od formy zatrudnienia, a nie w zależności od poziomu dochodów, wynika zarówno z odmiennych stawek podatków, jak i z różnic w sposobie naliczania składek na ubezpieczenia społeczne. Choć samo pojęcie "klina" to rozróżnienie zaciera, istnieją powody, aby ulgi podatkowe i ulgi składkowe dla przedsiębiorców analizować niezależnie od siebie.

Tak postąpiliśmy w ankiecie wśród szerokiego grona ekonomistów, która była punktem wyjścia do tej edycji "Ringu ekonomicznego" money.pl. Ponad 40 uczestnikom tej sondy zadaliśmy osobne pytanie dotyczące preferencji składkowych, którymi cieszą się w Polsce samozatrudnieni.

Preferencje dla samozatrudnionych stały się zbyt hojne

Pierwszą część wyników opisaliśmy dwa tygodnie temu. Jak tłumaczyliśmy, ulgi podatkowe dla osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą w teorii mają stanowić zachętę do przedsiębiorczości. Ankietowani przez nas ekonomiści w zdecydowanej większości uważają jednak, że w Polsce ulgi te stały się zbyt hojne i zamiast wspierać przedsiębiorczość, są furtką do uchylania się od podatków przez najlepiej wynagradzanych pracowników najemnych. Szczególnie krytycznie ekonomiści zapatrują się na dostępność ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. Aż 84 proc. uczestników naszej sondy sądzi, że zastosowanie tej formy rozliczeń podatkowych należy ograniczyć.

Ekonomiści są krytyczni wobec szerokiej dostępności ryczałtu od
Ekonomiści są w większości krytyczni wobec szerokiej dostępności ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych, z którego korzystają m.in. lekarze oraz informatycy © money.pl | Angelika Sętorek

Co z preferencjami składkowymi? To pytanie jest o tyle uzasadnione, że częściowo leży u źródeł rosnącej popularności pracy na własny rachunek. Dotyczy to w szczególności samozatrudnionych, którzy rozliczają się ryczałtem. W 2025 r. było ich niemal 1,1 mln, o połowę więcej niż w 2021 r. Skok liczby takich podatników w dużej mierze związany jest ze zmianami zasad obliczania składki zdrowotnej, które weszły w życie z początkiem 2022 r. W przypadku "ryczałtowców" obciążenie to ma charakter kwotowy. W tym roku jego maksymalna wysokość – dla JDG o przychodach powyżej 300 tys. zł rocznie – wynosi niespełna 1500 zł miesięcznie. Samozatrudniony płacący podatek liniowy przy takim przychodzie płaci co najmniej 1630 zł, a pracownik etatowy co najmniej 2500 zł (za przychód przyjmujemy koszt pracodawcy). To minimum, bo w obu przypadkach dalszy wzrost przychodów powoduje też wzrost składki zdrowotnej.

Do tego wszystkie osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą mają pewną swobodę decydowania o wysokości składek emerytalnych. Pomijając pierwsze lata działalności, minimalną podstawą wymiaru tych składek jest 60 proc. prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce w danym roku. Pracownicy etatowi odprowadzają składki od przychodu (pomniejszonego o pozostałe składki ponoszone przez obie strony umowy).

Te preferencje składkowe budzą jeszcze silniejszy sprzeciw uczestników "Ringu ekonomicznego" niż preferencje podatkowe. Aż 86 proc. z nich zgodziło się z twierdzeniem, że "Zasady odprowadzania składek na NFZ oraz składek emerytalnych powinny być jednolite dla wszystkich podatników PIT, w tym jednoosobowych działalności gospodarczych". Przeciwnego zdania było 7 proc. respondentów.

W ocenie większości ekonomistów ankietowanych przez money.pl, sk
W ocenie większości ekonomistów ankietowanych przez money.pl, składki na ubezpieczenia społeczne powinny być powiązane z dochodem, a nie z formą świadczenia pracy © money.pl | Angelika Sętorek

Biedni pomogą bogatym? Paradoks unikania składek

Argumenty na rzecz jednolitych dla wszystkich podatników zasad składkowych są nieco inne w odniesieniu do składek emerytalnych i do pozostałych, w szczególności składek na NFZ. Wynika to z faktu, że te pierwsze w polskim systemie emerytalnym są formą oszczędzania na okres niezdolności do pracy. Choć główny filar powszechnego systemu ma charakter solidarnościowy (bieżące świadczenia wypłacane są ze składek obecnie pracujących), to jednocześnie każdy ubezpieczony odprowadza składki na swój własny rachunek.

Wyłomem w tym systemie jest tzw. emerytura minimalna, przysługująca osobom, które odprowadzały składki przez odpowiednio długi czas (20 lub 25 lat w zależności od płci), ale ich suma nie wystarcza na sfinansowanie świadczenia chroniącego przed skrajnym ubóstwem. Do tych emerytur reszta społeczeństwa dopłaca z podatków ogólnych. Już dziś wiadomo, że w przyszłości z tej formy dofinansowania świadczeń emerytalnych korzystać będzie musiało wiele osób pracujących na własny rachunek.

- Dane pokazują, że dużo samozatrudnionych odprowadza minimalne składki na emeryturę, co będzie skutkowało ich bardzo niskimi świadczeniami w przyszłości i większymi obciążeniami dla państwa – zauważa dr Łukasz Rachel, ekonomista z University College London.

Samozatrudnieni, jak zauważyliśmy, teoretycznie mogą przyjąć wyższą podstawę wymiaru składek emerytalnych niż minimalna. W praktyce robi to ułamek z nich.

W odpowiedzi na pytanie money.pl biuro prasowe ZUS podało, że "spośród ubezpieczonych prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą i opłacających składki za siebie 0,4 proc. zadeklarowało podstawę wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe powyżej 60 proc. prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego. Taka tendencja utrzymuje się od dłuższego czasu".

Oczywiście, wśród samozatrudnionych duża część osiąga wysokie dochody i buduje oszczędności na własną rękę, poza powszechnym systemem emerytalnym. Ale nawet oni w przyszłości zgłoszą się do ZUS po emeryturę z tego systemu. Jeśli okaże się, że kwalifikują się do świadczenia minimalnego, z dopłatą od reszty podatników, nikt nie będzie weryfikował tego, czy mają inne źródła utrzymania. Będzie to zaś skutkowało paradoksalną sytuacją: spora grupa zamożnych osób, która w trakcie swojej aktywności zawodowej osiągała wysokie dochody, m.in. dzięki temu, że odprowadzała niskie podatki i składki, będzie korzystała z transferów od reszty społeczeństwa, przeznaczonych w założeniu dla skrajnie ubogich seniorów.

Lepiej motywować niż zmuszać

Gdyby warunkiem otrzymania emerytury minimalnej był nie tylko odpowiedni staż składkowy, ale też brak dochodów z innych źródeł, ulgowego traktowania przedsiębiorców można by bronić.

- Ponieważ składki emerytalne są powiązane z przyszłymi uprawnieniami emerytalnymi, to można je traktować jako przymusowe oszczędności na starość. Osoby na etacie są zatem mocniej "przymuszane" do oszczędzania niż osoby prowadzące JDG. Innymi słowy, wsparcie JDG w postaci niższych składek można interpretować jako pozostawienie przedsiębiorcom większej odpowiedzialności za samodzielne budowanie oszczędności emerytalnych – tłumaczy prof. Michał Rubaszek ze Szkoły Głównej Handlowej.

Zdaniem Kamila Sobolewskiego, głównego ekonomisty Pracodawców RP, aby zmotywować samozatrudnionych do płacenia składek emerytalnych proporcjonalnych do ich dochodów, należałoby usunąć też inne niż emerytura minimalna czynniki, które zaburzają w Polsce związek między sumą odprowadzonych składek a przyszłym świadczeniem. Chodzi m.in. o włączenie do powszechnego systemu emerytalnego wszystkich grup zawodowych.

Składka zdrowotna ma inny charakter niż składka emerytalna. Jej wysokość nie jest bezpośrednio powiązana z wartością usług, które ubezpieczony może otrzymać. Z tego powodu uchodzi za parapodatek, od którego ludzie w miarę możliwości się uchylają. Nie oznacza to jednak, że państwo powinno to tolerować, a tym bardziej do tego zachęcać.

- Składki na NFZ stanowią źródło finansowania publicznej opieki zdrowotnej w formule solidarnościowej. Uważam zatem, że osoby osiągające takie same dochody powinny w identycznym stopniu finansować ten system, niezależnie od formy zatrudnienia – mówi prof. Rubaszek. Prof. Andrzej Cieślik z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego dodaje w tym kontekście, że warto rozważyć wprowadzenie kwotowej, równej dla wszystkich podatników składki zdrowotnej.

Wybrane dla Ciebie