Związki w ochronie zdrowia blokują rządowe pomysły na reformę ustawy o minimalnych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia. Jak wynika z informacji money.pl, podczas środowego spotkania z zespołem do spraw zdrowia Rady Dialogu Społecznego (oficjalnie Trójstronny Zespół ds. Ochrony Zdrowia) resort zdrowia próbował wrzucić do dyskusji temat zmian w ustawie. Prawo, w obecnym kształcie, z powiązaniem wzrostu wynagrodzeń pod średni wzrost płac w gospodarce powoduje, że bardzo szybko rosną nakłady na NFZ.
Na posiedzeniu zespołu wiceminister zdrowia Jerzy Szafranowicz proponował, by znowelizować ustawę. Z jednej strony, podwyżki miałyby wchodzić w życie od 1 stycznia, by były spójne z rokiem budżetowym. Z drugiej, rząd chce rozmawiać o zmianie mechanizmu ich waloryzacji. Płace w ochronie zdrowia miałyby rosnąć nie jak średnie wynagrodzenie, ale jak płace w całej budżetówce lub o wskaźnik podobny do waloryzacji emerytur, czyli inflacja plus jakiś odsetek realnego wzrostu płac.
Tyle że, jak słyszymy, związki po wyborach usztywniły stanowisko i nie widzą powodu, żeby rozmawiać na ten temat. Obecny model gwarantuje im ustawowe zapewnienie wzrostu wynagrodzeń, jakiego nie ma żadna inna branża w Polsce, ale to oznacza szybko rosnące koszty dla budżetu.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
WIDEOJak czyszczenie butów stało się milionowym biznesem? Martyna Zastawna w Biznes Klasa Young
Jak słyszymy, przedstawiciele związków i pracodawców chcieli rozmawiać na temat wynagrodzeń w systemie kontraktów, ale tu z kolei nie było woli ze strony resortu.
Jakie podwyżki w ochronie zdrowia?
Jeszcze przed spotkaniem minister zdrowia Izabela Leszczyna podała wyczekiwaną przez ochronę zdrowia kwotę podwyżek od 1 lipca razem z pieniędzmi, jakie mają być przeznaczone na spłatę nadwykonań oraz premią za przekroczenie ryczałtu.
Łącznie to 18 mld zł więcej w ciągu roku, czyli do 1 lipca 2026 r. Jeśli chodzi o szczegóły tej kwoty, to:
- 16,9 mld zł to wykonanie ustawy o minimalnym wynagrodzeniu w ochronie zdrowia,
- 756 mln zł to zapłata za nadwykonania w programach lekowych i chemioterapii,
- 300 mln zł to przekroczenie ryczałtów.
Chcemy ten strumień finansowania przeznaczyć nie tylko na podwyżki płac dla pracowników medycznych, ale by rosnące finansowanie w ochronie zdrowia przekładało się na większą dostępność świadczeń i jakość opieki medycznej - mówiła na konferencji prasowej w swoim resorcie Izabela Leszczyna.
Jeśli chodzi o pierwszą kwotę dotyczącą podwyżek, prezes Agencji Oceny Technologii Medycznych przedstawił Izabeli Leszczynie trzy warianty - najtańszy sprowadzał się jedynie do podwyżek personelu na etatach i jego koszt to 9 mld zł, ale wybór padł na wariant numer 3, który jest najbardziej hojny.
Rekomendacja prezesa AOTMiT dotyczy tego, o ile więcej wydamy za kupno tego samego. Tak naprawdę to oznacza zaciągnięcie kolejnych zobowiązań. Przypominam, że w 10-letnim horyzoncie dzisiejsza rekomendacja to koszt budowy elektrowni jądrowej - ocenia Wojciech Wiśniewski z Federacji Przedsiębiorców Polskich, współautor raportu o luce w finansowaniu NFZ.
Izabela Leszczyna zapewnia jednak, że poprawa nastąpi. - Gdybyśmy chcieli zrealizować tylko ustawę o wzroście minimalnego zasadniczego wynagrodzenia, to mogliśmy tę rekomendację ogłosić pewnie na początku czerwca i te 9,1 mld zł mieliśmy na sfinansowanie w tym roku. Ponieważ chcieliśmy, zgodnie z rekomendacją premiera, zwiększyć wolumen, dostępność i jakość świadczeń, dlatego rozmawialiśmy z Ministerstwem Finansów - mówiła Izabela Leszczyna, zapowiadając dodatkową dotację z budżetu do NFZ.
Minister finansów musi znaleźć 9 mld zł
Szef NFZ Filip Nowak dopowiedział, że w tym roku oznacza to dodatkowe 11 mld zł, z czego 2 mld zł mają pochodzić z funduszu rezerwowego NFZ. To oznacza, że kolejne 9 mld zł musi znaleźć minister finansów, a to dla niego kłopot. Bowiem przy układaniu planu finansowego NFZ na kolejny rok nie robi się zakładki na podwyżkę wynagrodzeń w środku roku i pieniędzy na wykonanie ustawy trzeba szukać w ciągu roku.
Szef MF ma dwa związane z tym problemy. Po pierwsze, czy znajdą się pieniądze, po drugie, czy nie trzeba będzie w związku z tym nowelizować budżetu. Tak było na przykład w zeszłym roku, gdy pod koniec roku rząd nowelizował budżet i w ramach tego ruchu 1,2 mld zł dodano NFZ. I to mimo że wcześniej do funduszu popłynęły znacznie większe kwoty i to bez nowelizacji tej ustawy.
Wariant z nowelizacją mógłby się okazać kłopotliwy w nowych realiach politycznych, ponieważ o ile w sprawie ustawy budżetowej procedury są jasne i opisane w konstytucji, to słychać znaki zapytania, czy ta ścieżka dotyczy także nowelizacji budżetu. A to mogłoby oznaczać, że nowy prezydent może próbować np. nowelę zawetować.
Problem numer dwa to znalezienie pieniędzy, tym bardziej że do tej pory już została zużyta cała roczna dotacja z budżetu dla NFZ plus dodatkowo zostały wydane kolejne ponad 3 mld zł. Ale jak słyszymy, resort zdrowia jest po słowie z Ministerstwem Finansów i pieniądze na kolejną dotację mają się znaleźć.
MZ: nie będzie trzeba nowelizować budżetu
Jeden z naszych rozmówców spoza rządu spekuluje, że mogą pochodzić m.in. z przesunięć w wydatkach na zdrowie m.in. z Funduszu Medycznego, niewykorzystanych środków na finansowanie rezydentur czy z inwestycji. Z ZUS słychać, że dotacja z budżetu nie zostanie wykorzystana w całości, więc tu także są jakieś zakładki dla ministra finansów.
Jak słyszymy od resortu zdrowia, nie będzie potrzeby nowelizacji budżetu z powodu dodatkowych pieniędzy na NFZ.
Nawet jeśli pojawiają się tego typu wydatki w trakcie roku, to przy dzisiejszych realiach budżetowych da się nimi zarządzić. Zawsze, jeśli będą musiały, znajdą się jakieś kilku miliardowe kieszonki w budżecie, gdzie można będzie sięgnąć w razie potrzeby. Dlatego moim zdaniem nie będzie trzeba nowelizować budżetu. Przy okazji przypomniałbym, że nowelizacja budżetu sama w sobie nie jest niczym złym, jeśli w ciągu roku pojawiają się nieprzewidywane wcześniej wydatki lub ubytki dochodów – podkreśla członek Rady Polityki Pieniężnej Ludwik Kotecki.
Ale to nie znaczy, że problemu nie ma - przeciwnie. Dzisiejsza decyzja oznacza, że do wydatków NFZ na przyszły rok trzeba dopisać 16,9 mld zł na pokrycie wzrostu kosztów świadczeń. A minister finansów musi mieć z tyłu głowy, że od lipca 2026 r. czeka go kolejna runda podwyżek i znaleźć kolejne pieniądze na pokrycie tzw. ustawy nakładowej, która oznacza wzrost wydatków na ochronę zdrowia do poziomu 7 proc. PKB.
W tym roku zaplanowano dotację do NFZ na poziomie 18,5 mld zł, ale do tej pory już wydano ponad 22 mld zł, a jeśli doliczyć zapowiadane dziś kwoty, to ostatecznie będzie to sporo ponad 30 mld zł. Dlatego zdaniem Wojciecha Wiśniewskiego należy się liczyć z tym, że w przyszłym roku budżet będzie musiał dołożyć do wydatków na ochronę zdrowia blisko 50 mld zł.
Jednocześnie minister finansów będzie pod presją zmniejszania deficytu. - Tego deficytu nie da się zlikwidować szybko, ale powinno się go zmniejszyć. Niech to będzie chociaż 3 proc. w przewidywalnym okresie, ale nie 6 proc. Dlatego te około 100 mld zł trzeba gdzieś znaleźć, choć zdaję sobie sprawę, że nie da się tego zrobić w jednym roku. Redukowanie deficytu pomoże w luzowaniu polityki pieniężnej i poprawie kombinacji działania polityki pieniężnej i fiskalnej w polskiej gospodarce - podkreśla Ludwik Kotecki.
Grzegorz Osiecki i Tomasz Żółciak, dziennikarze money.pl