Trwa ładowanie...
Zaloguj
Notowania
Przejdź na
oprac. KRO
|
aktualizacja

Koniec ery "mogę nic nie robić, szef i tak mnie nie zwolni". Znany ekonomista mówi o przyszłości rynku pracy

57
Podziel się:

Do niedawna mieliśmy do czynienia z rynkiem pracownika. Teraz jednak obserwujemy spowolnienie gospodarcze i wysoką inflację, które wywołały szereg zwolnień. Znany ekonomista twierdzi, że era "mogę nic nie robić, szef i tak mnie nie zwolni" właśnie się kończy.

Koniec ery "mogę nic nie robić, szef i tak mnie nie zwolni". Znany ekonomista mówi o przyszłości rynku pracy
Praca. Znany ekonomista twierdzi, że kończy się era "mogę nic nie robić, szef i tak mnie nie zwolni" (Getty Images, Maskot)

O sprawie pisze serwis fortune.com, który powołuje się na komentarz profesora Jeremy'ego Siegela opublikowany w wisdomtree.com. To emerytowany ekonomista z Wharton School na Uniwersytecie Pensylwanii. Zauważa on, że rynek pracy zaczął przechodzić ogromne przeobrażenia, a wobec perturbacji gospodarczych zmienił się na nim układ sił.

"Era: 'mogę nic nie robić'" właśnie się kończy

W ostatnim czasie wielkie firmy zaczęły masowo zwalniać, by ciąć koszty w obliczu spowolnienia gospodarczego i szalejącej inflacji na świecie. Znany naukowiec zauważa, że wywołało to pozytywny efekt. Jaki? Pracownicy zaczęli się bać, że są następni na liście do zwolnienia, dlatego też efektywniej pracują.

Profesor zwróca uwagę, że produktywność idzie w górę i powołał się na Biuro Statystyki Pracy. Z jego danych wynika, że wzrosła ona o 4,7 proc. w ujęciu rocznym w trzecim kwartale.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Kształcenie zawodowe przyszłością polskiego rynku pracy
Pracownicy mogą pracować ciężej, aby nie zostać zwolnionym. Era "mogę nic nie robić, szef i tak mnie nie zwolni" dobiegła końca – pisze prof. Jeremy Siegel.

Produktywność będzie rosła przez AI, ale jest ryzyko

"Wzrost produktywności jest żywy i ma się dobrze. Poza pandemią, wskaźnik produktywności w ostatnim kwartale był jednym z najwyższych w ciągu ostatnich dwóch dekad. Jest to po części odbicie po bardzo rozczarowującym spadku produktywności w 2022 r. i myślę, że to odbicie może się jeszcze pogłębić" – stwierdza dalej.

Dostrzega bowiem jeszcze jeden aspekt, który mocno wpływa na efektywność pracy zatrudnionych, mianowicie rozwój sztucznej inteligencji. W jego ocenie dalsze sukcesy w tej dziedzinie przyczynią się do umocnienia "wzrostowej trajektorii produktywności".

AI może przejąć od pracowników wykonywanie części zadań powtarzalnych i monotonnych. Jednak jej rozwój (tak jak i robotyzacja) kryje też pułapkę dla pracowników. Część szefów może bowiem zastąpić niektórych lub wręcz całe zespoły sztuczną inteligencją. Przykładem tu jest indyjska firma Duukan. Jak opisywaliśmy w money.pl, jej CEO zwolnił 90 proc. kadry odpowiadającej za obsługę klienta, a do ich obowiązków "oddelegował" AI.

Problem dla pokolenia Z

To może być problem dla przedstawicieli pokolenia Z. Pracownicy z tej generacji odrzucają kultury zgiełku. Preferują pracę tylko w trybie ośmiogodzinnym i są niechętni do "wypruwania sobie żył". Stąd biorą się ich: "cicha rezygnacja" (ang. quiet quitting), "poniedziałkowe absolutne minimum" (ang. bare minimum Monday), "lazy girl job" czy ostatni trend "snail girl".

Pracodawcy, zamiast czekać z założonymi rękami albo namawiać ich do większego wysiłku, mogą po prostu zastąpić ich sztuczną inteligencją wszędzie tam, gdzie tylko się da. Trend zresztą już widać. IBM szacuje, że trzy czwarte dyrektorów generalnych chętnie wdraża sztuczną inteligencję, a jako główny powód wskazuje wzrost produktywności.

To dlatego właśnie CEO koncernu Arvind Krishna ogłosił, że firma zmierza do wstrzymania rekrutacji niemal 8 tys. etatów. Ich rolę miałaby przejąć właśnie AI.

Pracownicy obawiają się sztucznej inteligencji

Dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji już zresztą wzbudza silny niepokój pracowników. Z badania "Monitor Rynku Pracy" przygotowanego przez Randstad wynika, że duże obawy o utratę stanowiska z powodu AI żywi 21 proc. badanych. Większa grupa (49 proc.) deklaruje jednak, że nie czuje takiego zagrożenia.

Najbardziej zagrożeni czują się kasjerzy i sprzedawcy (31 proc.), pracownicy biurowi i administracyjni (24 proc.) oraz niewykwalifikowani robotnicy (23 proc.) – dowiadujemy się z raportu.

W ujęciu branżowym największy niepokój towarzyszy sektorom: hotelarstwa i gastronomii, finansowemu i ubezpieczeniowemu (po 27 proc.) oraz handlowemu (26 proc.). Najpewniej czują się natomiast pracownicy edukacji. 59 proc. jego przedstawicieli twierdzi, że nie obawia się utraty posady z powodu rozwoju sztucznej inteligencji.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
rynek pracy
praca
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(57)
Xasyx
3 miesiące temu
(...) wywołało to pozytywny efekt. Jaki? Pracownicy zaczęli się bać,(...) Pozytywny efekt - strach?. Strach się wywołuje, na szacunek trzeba zapracować, a to stanowczo przerasta pracodawców. Łatwiej być "kapo" niż liderem, efekt jest podobny tyle że krótkotrwały.
XXXX
3 miesiące temu
Kto tak może 🥴 chyba tylko politycy 🙈🤣🤣ich nikt nie zwolni przez przynajmniej przez 4 lata👌😁🤣🤣
Hfbnjk
3 miesiące temu
Samochody elektryczne też miały być i co... Ameryka się z Europy śmieje. U nas w firmie już mnie nie ma naszczescie też więcej... Szybciej, produktywność, a w trakcie zwolnienia tych co dużo gadają chorują, ludzie z pokorą zostają i pod presją strachu, że mają rodziny, kredyty wykonują posłusznie, 6dni w tygodniu, dniowka sobota niecałe 200zl bez wolnego w tygodniu, gorzej jak w handlu, pld.wchodnia polska, zmowa pracodawcy, płaca od 3600-4000zl brutto. Premia produkcyjna uwaga!!! 200zl brutto Miesięcznie, presja, Strach bo cię zwolnimy. I więcej więcej.
Artur
3 miesiące temu
Czasem jak czytam tego typu rzeczy to tym bardziej doceniam, że postawiłem na naukę w Studium Pracowników Medycznych i Społecznych i jestem zawodowo Technikiem masażystą. Mam swoją własną działalność, którą stale rozwijam z powodzeniem i sam jestem sobie szefem.
Hahaha
3 miesiące temu
Mamy przyjąć tysiące migrantów, bo brakuje rąk do pracy, ale All wykosi 50% pracowników. Gdzie tu logika?
...
Następna strona