Krach na czy korekta? Kursy surowców utonęły w czerwieni
Poniedziałkowe otwarcie rynków przyniosło drastyczną wyprzedaż na giełdach surowców, będącą kontynuacją dramatycznych nastrojów z końca ubiegłego tygodnia. Inwestorzy masowo wyprzedają aktywa, które jeszcze w styczniu notowały rekordowe poziomy cenowe. Co się stało?
Globalne rynki finansowe rozpoczęły luty od spadków, które najsilniej uderzyły w sektor surowcowy. Najważniejsze surowce, od metali szlachetnych po surowce energetyczne, traciły w poniedziałkowy poranek średnio po 5 proc. wartości. Po południu kurs złota odbił do poziomu ok. 0,5 proc. ale strat z ostatnich dni nie udało się odrobić.
Złoto, tradycyjnie uznawane za fundament bezpieczeństwa w czasach kryzysu, zanotowało spore wahania w zakresie 4500-5600 dolarów za uncję. Podobna skala wyprzedaży dotknęła rynek srebra, gdzie wyceny sięgały w ostatnich dniach od niespełna 70 do ponad 115 dolarów. Tak głębokie wahania są o tyle zaskakujące. A szczytowe ceny srebra nie były widziane nigdy w 50-letniej historii notowań.
Trump wzmacnia dolara, osłabia rajd na złoto
Co je wywołało? Piotr Kuczyński, analityk Xelion, nie ma tu żadnych wątpliwości. - "Surowcowa" przecena na rynkach globalnych rozpoczęła się po tym jak prezydent Donald Trump poinformował, że nominuje Kevina Warsha na stanowisko prezesa Rezerwy Federalnej (od maja po skończeniu kadencji Jerome Powella). Warsh uważany jest za najmniej "gołębiego" (chętnego do obniżek stóp) pretendenta do tego stanowiska - wyjaśnia w rozmowie z money.pl.
Zaczynał od zbierania kamieni. Doszedł do setek milionów dolarów
Decyzja Trumpa bardzo umocniła dolara, a to z kolei doprowadziło do potężnej przeceny na rynku surowców (srebra, złota, miedzi i ropy). Sytuację pogarszało to, że w wielu przypadkach (szczególnie na rynku kontraktów na srebro, które straciło ponad trzydzieści procent) wpłacone depozyty były za małe, więc maklerzy żądali dopłaty, co często kończyło się sprzedażą całej pozycji - wskazuje analityk Xelion.
Podkreśla też istnienie innych czynników. CME (Chicago Mercantile Exchange – potężna giełda instrumentów pochodnych) poinformowała, że po zakończeniu poniedziałkowej sesji zwiększy depozyty na kupno kontaktów na wiele surowców (np. na złoto z 6 na 8 proc., a na srebro z 11 na 15 proc.). - To oczywiście w poniedziałkowy poranek przyczyniło się do kolejnej fali podaży i kolejnych, dużych spadków cen - wyjaśnia Piotr Kuczyński.
Srebro ofiarą spekulacji?
W przypadku drugiego z najcenniejszych kruszców sytuacja jest zgoła inna. - Skala przeceny (szczególnie srebra) wyraźnie pokazuje, że mieliśmy lub jeszcze mamy do czynienia z bańką spekulacyjną. Skoro według Światowej Rady Złota (WGC) w 2025 roku banki centralne kupiły o ponad dwadzieścia procent mniej złota niż w 2024, jubilerzy kupili o kilkanaście procent mniej, a popyt "inwestycyjny" (w wielu przypadkach czysta spekulacja) wzrósł o osiemdziesiąt procent to taka korekta była łatwa do przewidzenia) - wskazuje ekspert.
Czekamy teraz na pierwsze wywiady Kevina Warsha. Jeśli (co zakładam) będzie mówił o dalszych obniżkach stop to dolara osłabi (co będzie się podobało prezydentowi), a to z kolei pomoże we wzroście cen surowców. Do nowych rekordów jednak bardzo długo nie dojdzie. Po takim zimnym prysznicu rynek musi znaleźć nowy punkt równowagi - podsumowuje analityk.
Rynek się przegrzał
Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB ocenia w rozmowie z money.pl, że spadek cen złota i srebra to efekt ekstremalnie przegrzanego rynku, który czekał jedynie na kogoś, kto zdecyduje się zrobić pierwszy krok i powiedzieć sprawdzam.
Największy spadek w historii w przypadku srebra oraz jeden z większych w historii na złocie to efekt kolejnych zwiększeń poziomów zabezpieczenia pozycji na kontraktach terminowych na giełdzie COMEX. Ogromne porzeby gotówkowe w celu utrzymania pozycji nie były do udźwignięcia przez niektórych uczestników rynku, którzy ostatecznie zdecydowali się na realizację zysków z pozycji na koniec miesiąca - ocenia analityk.
Przypomina, że zwykle na koniec miesiąca mamy do czynienia z rebilansowaniem sytuacji, a dodatkowo klient obsługiwany przez JP Morgan wystawił notyfikacje gotowości do dostarczenia srebra w ramach zapadających kontraktów, dlatego istniała presja ze strony sprzedających, aby spróbować obniżyć cenę przed ostatecznym rozliczeniem.
Ostatecznie cena traciła w pewnym momencie nawet 30% i neutralizowała niemal pełny wzrost z 2026 roku. Pewnym powodem do realizacji zysków na kontraktach terminowych był również wybór Warsha na nowego szefa Fed, co minimalizuje ryzyko niepewności dotyczącej tego, kto zostanie następcą Powella i czy będzie on pozytywnie odebrany przez rynek. Warsh już wcześniej zasiadał w Radzie Gubernatorów Fed, dlatego jest dosyć mocno akceptowany przez większość uczestników rynku - wskazuje Michał Stajniak.
Co z miedzią i ropą?
Analityk XTB odniósł się też do wahań na rynku miedzi, które odbiły się m.in. na notowaniach KGHM. - Zmienność na rynku miedzi nie była aż tak spektakularna jak w przypadku metali szlachetnych, ale ostatecznie obserwowaliśmy dalsze cofnięcie miedzi ze szczytów. Niemniej ostatnie ruchy na rynku miedzi to efekt czysto spekulacyjny i podążanie za tym, co dzieje się na rynku innych metali - ocenia analityk.
W poniedziałek rano wyraźnie, bo o ponad 5 proc. taniała też ropa (Brent i WTI). Dlaczego? - Ropa po części traci ze względu na likwidaje pozycji na rynku metali, który był ostatnio zdecydowanie najbardziej płynny, ale cofnięcie to efekt braku interwencji USA na Iran, pomimo sprowadzenia dużej ilości kluczowych jednostek wojskowych do rejonu Bliskiego Wschodu. Choć ryzyko interwencji w dalszym ciągu jest wysokie, ceny ropy naftowej nie wskazują na to, aby sytuacja miała zmienić się do przyszłego weekendu - podsumował analityk.
Tak wyglądały przeceny
Eksperci cytowani przez serwis Bloomberg nie wahają się używać mocnych sformułowań w ocenie obecnej sytuacji. – Warto podkreślić, jak historyczne były ostatnie dni. To, czego jesteśmy świadkami od końca zeszłego tygodnia, to jeden z najbardziej spektakularnych krachów, jakie kiedykolwiek widziano na rynkach surowcowych – ocenia Clara Ferreira Marques, redaktor ds. surowców w Bloombergu.
Przypomnijmy, że sygnały ostrzegawcze pojawiły się już pod koniec stycznia. W ubiegły piątek złoto zaliczyło najgorszy dzień od ponad dekady, a srebro tąpnęło o niewyobrażalne 26 proc. w ciągu jednej sesji. Poniedziałkowe pogłębienie tych spadków o kolejne 5 proc. tylko utwierdza rynki w przekonaniu, że mamy do czynienia z pęknięciem spekulacyjnej bańki. Jeszcze niedawno złoto handlowano powyżej poziomu 4700 dolarów, a srebro utrzymywało się stabilnie powyżej 80 dolarów za uncję. Obecne poziomy cenowe oznaczają całkowite wymazanie optymizmu, który napędzał portfele inwestycyjne na początku 2026 roku.
Zjawisko to dotyka nie tylko metali szlachetnych. Miedź, będąca barometrem kondycji globalnego przemysłu, również traci 5 proc. swojej wartości. Równie mocno cierpi sektor energetyczny. Ropa typu Brent spadła do poziomu 65,78 dolarów, natomiast amerykańska lekka ropa WTI wyceniana jest na 61,75 dolarów, co również oznacza blisko 5-proc. przecenę. Tak zsynchronizowany ruch w dół na tak wielu rynkach jednocześnie świadczy o systemowym charakterze wyprzedaży i ucieczce od wszystkiego, co jest powiązane z fizyczną gospodarką i globalnym popytem.
Reakcja walut i zagadka rynku obligacji
Gwałtowne ruchy na surowcach natychmiast przełożyły się na rynek walutowy (FX), gdzie zmienność implikowana w horyzoncie tygodniowym gwałtownie rośnie. Inwestorzy przygotowują się na wyjątkowo niespokojny tydzień, co widać po słabości walut surowcowych. Dolar australijski oraz dolar kanadyjski znajdują się pod silną presją, tracąc na wartości w ślad za taniejącymi metalami i ropą. Z drugiej strony, japoński jen zaczął odrabiać straty z wcześniejszych godzin handlu, przejmując rolę głównego beneficjenta pogarszających się nastrojów inwestycyjnych.
Jill Disis, redaktor zarządzająca w Bloombergu, wskazuje, że poniedziałkowe spadki są dowodem na rozpad trendu wzrostowego, który w pewnym momencie stracił fundamenty fundamentalne na rzecz czystej spekulacji. Dla inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych nadchodzące dni będą testem odporności, gdyż rynki starają się znaleźć nowy punkt równowagi po jednym z najbardziej spektakularnych odwróceń trendu w najnowszej historii finansów.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl