Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Agnieszka Zielińska
|
aktualizacja

Nad rynkiem pracy zbierają się chmury. Hamowanie jest widoczne. To źle wróży

Podziel się:

Ostatnie dane z rynku pracy nie są optymistyczne. Maleje liczba nowych ofert pracy. W maju pracodawcy opublikowali w sieci o wiele mniej ogłoszeń o pracę niż przed rokiem. Zdaniem ekspertów może to być zapowiedź poważniejszych problemów. Koszty pracodawców rosną, a spirala cenowo-płacowa się nakręca. W pesymistycznym scenariuszu niektóre firmy mogą zacząć zwalniać pracowników. Na razie grozi to w budownictwie.

Nad rynkiem pracy zbierają się chmury. Hamowanie jest widoczne. To źle wróży
Inwestycje hamują. Dlatego w branży budowlanej może niedługo dojść do zwolnień. (Unsplash.com, Scott Blake)

Rząd do niedawna szczycił się tym, że rynek pracy jest w świetnej formie. - Wzrost wynagrodzeń w Polsce to 9,8 proc. rok do roku, a przyrost zatrudnienia to 2,8 proc. To znaczy, że nasz rynek pracy jest w bardzo dobrej formie – mówił w ubiegłym roku Mateusz Morawiecki.

Najnowsze dane systemu rekrutacyjnego Element opracowywane dla firmy Grant Thornton nie napawają jednak optymizmem. Wynika z nich, że w maju 2022 roku pracodawcy opublikowali na 50 największych portalach rekrutacyjnych w Polsce 294 tys. nowych ofert. To o 3 proc. mniej niż w maju ubiegłego roku.

W dodatku spadek nie jest chwilowy, bo jak podaje Grant Thornton, w maju liczba ofert spadła o 5 proc. w porównaniu z kwietniem. Dla porównania w poprzednich miesiącach liczba ofert stale rosła. Dodatkowo o tej porze roku zawsze przybywało ofert, bo pracodawcy poszukiwali pracowników do prac sezonowych w rolnictwie, turystyce, budownictwie czy gastronomii.

Tymczasem teraz liczba ofert pracy maleje. Z danych firmy Grant Thornton wynika, że pod koniec maja było ich 594 tys., czyli o 59 tys. mniej niż miesiąc wcześniej i o 88 tys. mniej niż dwa miesiące wcześniej. Dodatkowo na 39 monitorowanych przez Grant Thornton zawodów, w przypadku 34 spadła liczba aktywnych ofert w ostatnich dwóch miesiącach.

To może oznaczać, że rynek pracy zaczyna hamować. To o tyle dziwne, że z pandemii wyszedł obronną ręką. W ostatnim czasie pracodawcy wręcz bili się o pracowników, co odzwierciedlała duża liczba ogłoszeń o pracę. Teraz widać odwrotny trend.

Rośnie liczba problemów, które niepokoją firmy

Jednocześnie pogorszyły się nastroje wśród przedsiębiorców. Z raportu Barometr Polskiego Rynku Pracy 2022 firmy Personnel Service wynika, że w marcu blisko 42 proc. firm obawiało się pogorszenia swojej sytuacji.

Jako główny powód tych obaw, wskazywały na inflację i związany z tym wzrost cen. Problemem według były także podatkowo-prawne problemy związane z Polskim Ładem oraz rosnące koszty prowadzenia działalności. Część z ich sygnalizowała kłopoty związane z pozyskaniem odpowiednich pracowników i rosnącą presję płacową. Niektóre obawiały się, że zostaną zmuszone do redukcji zatrudnienia. W marcu takie obawy zgłaszała m.in. branża handlowa oraz produkcyjna.

Dalszy ciąg pod materiałem wideo

Zobacz także: Szykują się strajki pracowników? „Państwo sobie nie radzi”

Czy nad polski rynek pracy nadciągają już czarne chmury?

Łukasz Komuda, ekspert rynku pracy w Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych, na razie nie widzi powodu do obaw.

Według GUS, w pierwszym kwartale 2022 roku liczba nowo utworzonych miejsc pracy spadła, ale tylko o 1 proc. w odniesieniu do pierwszego kwartału 2021 roku. Zwiększyła się natomiast liczba likwidowanych miejsc pracy – o 17 proc., co rzeczywiście może niepokoić – komentuje.

Przypomina zarazem, że ze wstępnych danych resortu pracy wynika, że w maju 2022 roku liczba zarejestrowanych bezrobotnych spadła poniżej 850 tys., a stopa bezrobocia obniżyła się do ponad 5 proc.

Czy taki wskaźnik się utrzyma? - To zależy od wielu zmiennych i choć można spodziewać się pogorszenia, to na razie sytuacja zapowiada raczej korektę – dodaje.

Zwraca też uwagę na badanie "Plany pracodawców", realizowane przez firmę Randstad, z którego wynika, że w nadchodzącym półroczu tylko 4 proc. firm planuje zwolnić więcej ludzi niż zatrudnić, a 25 proc. ma odwrotne plany.

W niektórych branżach nadal rośnie zatrudnienie

Robert Lisicki, ekspert Konfederacji Lewiatan, również jest optymistą.

Jest wiele czynników, które mają wpływ na spadek ofert pracy. Może wiązać się to m.in. ze wzrostem kosztów przedsiębiorstw, które podejmują dużo ostrożniejsze decyzje, m.in. redukują procesy rekrutacyjne. Jednak mimo wszystko większość z nich ocenia swoją sytuację jako dobrą – komentuje.

Dodaje, że narasta presja płacowa w firmach, które są jednocześnie coraz mniej gotowe do podwyższania płac. Zaczynają też myśleć o oszczędnościach, szykując się do pogorszenia koniunktury.

- Jednocześnie raport firmy Grant Thornton potwierdza, że w niektórych przedsiębiorstwach rośnie zapotrzebowanie na nowych pracowników. Nie maleje popyt na programistów, pracowników centrów usług wspólnych czy transportu – dodaje.

Utrzymanie pracowników, gdy brakuje inwestycji, jest trudne

Najgorsze nastroje panują jednak w branży budowlanej. Jakub Kus, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Budowlani, w rozmowie z money.pl potwierdza, że sytuacja sektora jest na tyle zła, że niebawem może dojść do zwolnień. Powód?

Poziom inwestycji drastycznie spada, jeżeli ten trend się utrzyma, będziemy mieć kryzys w branży budowlanej. Zwolnienia są więc raczej nieuniknione. To skutek hamowania inwestycji i wadliwej konstrukcji zamówień publicznych, co sygnalizujemy od dawna. Sytuację branży pogarszają też ceny materiałów budowlanych, które drożeją z miesiąca na miesiąc. W efekcie żadna poważna firma nie podpisuje już długoterminowych kontraktów. Widać to m.in. w inwestycjach drogowych i energetycznych – komentuje.

Dodaje, że w dalszym ciągu nie ma odpowiedzi, kiedy pojawią się pieniądze z KPO. Tymczasem samorządy nie mają już środków na inwestycje, co widać po liczbie wstrzymanych przedsięwzięć. – Pomimo że jestem związkowcem, to rozumiem sytuację firm. W tej chwili utrzymywanie pełnej załogi, włącznie z pracownikami zatrudnionymi na placu budowy, zaczyna być ryzykowne – dodaje.

Może wystąpić efekt domina

Problem, który na razie dotyczy głównie sektora budowlanego, dostrzega też Kazimierz Sedlak, dyrektor firmy doradztwa HR Sedlak&Sedlak. Jego zdaniem wpływa na to również sytuacja na rynku kredytów. Wzrost oprocentowania pogorszył zdolność kredytową Polaków i zmniejszył dostępność kredytów. Ma to wpływ na budownictwo, a zwłaszcza sektor nowych mieszkań, których sprzedaż spada, co może doprowadzić do zahamowania wielu inwestycji. Za kilka miesięcy może być to widoczne we wskaźnikach dotyczących całej branży.

Może wówczas wystąpić efekt domina, jeśli dynamika budowlana zacznie spadać, odbije się to także na innych branżach powiązanych z tym sektorem.

Budownictwo napędza wiele segmentów gospodarki. Jeśli firmy budowlane nie będą miały zleceń, wówczas zaczną zwalniać pracowników – komentuje Kazimierz Sedlak.

Tomasz Błeszyński, ekspert rynku nieruchomości, zauważa z kolei, że spadek inwestycji widoczny jest również wśród deweloperów. – Firmy deweloperskie hamują z nowymi projektami. Można się spodziewać, że w następnej kolejności niektóre z nich będą cięły koszty – mówi.

Jego zdaniem zapowiada to nie tylko zwolnienia wśród pracowników, ale także bankructwa zwłaszcza wśród mniejszych deweloperów.

Zaklęcie "dziesięciu takich jak ty czeka na tę pracę" już nie działa

Sytuacja na rynku pracy jest jednak dużo bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać. Pogorszenie koniunktury na rynku pracy wcale nie musi oznaczać powrotu do rynku pracodawcy. Powód?

Każdy miesiąc to utrata 20 tys. Polaków w wieku produkcyjnym. W takim tempie starzeje się nasze społeczeństwo, co kształtowało nasz rynek pracy w ostatniej dekadzie. Ostatni przyrost osób w wieku produkcyjnym odnotowaliśmy w 2009 roku. Jednocześnie zaklęcie "dziesięciu takich jak ty czeka na tę pracę" już nie działa i wygląda na to, że wolniejszy wzrost gospodarczy to za mało, aby zyskało nową moc – komentuje Łukasz Komuda.

Dodaje, że bilans wojny w Ukrainie jest dla polskiego rynku pracy negatywny. - Na naszym rynku pojawiło się kilkaset tysięcy kobiet z Ukrainy uciekających przed wojną. Ubyło za to sporo wykwalifikowanych mężczyzn z Ukrainy – z sektora budownictwa, produkcji i transportu – bo wrócili do swojego kraju, aby walczyć. Przybyło za to dużo osób bez kwalifikacji lub z kwalifikacjami, których nie mogą wykorzystać ze względu m.in. na barierę językową i nieuznawanie ukraińskich dyplomów w Polsce – podsumowuje ekspert.

Autor: Agnieszka Zielińska, money.pl

Tysiące ofert pracy. Sprawdź i znajdź wymarzoną dla siebie pracę już dziś!
rynek pracy
praca
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl