Nadzór mógł zmniejszyć rozmiary afery GetBacku. Zabrakło wnikliwości

Pół roku przed wybuchem afery z udziałem GetBacku KNF miała szansę powstrzymać emisje kolejnych obligacji i wykryć, że Idea Bank sprzedaje je bez zezwolenia – ujawnia "Dziennik Gazeta Prawna".

Do afery z udziałem GetBacku doprowadziły prawdopodobnie umyślne błędy w zarządzaniu, niedostateczna ostrożność analityków, audytu i agencji ratingowych, a także nadzoru
Źródło zdjęć: © East News | Marek Konrad/REPORTER
Martyna Kośka

Najwyższa Izba Kontroli przeanalizowała okres od powstania GetBacku w 2012 r. do stycznia 2018 r., czyli trzy miesiące przed wybuchem afery. NIK zarzuca Komisji Nadzoru Finansowego, że nie kontrolowała nie tylko GetBacku, ale również podmiotów, które oferowały i sprzedawały jego obligacje.

Kontrolerzy zauważyli, że nadzór nie skupiał się na tym, jak windykacyjna spółka zarządza funduszami sekurytyzacyjnymi. Te znajdowały się w TFI współpracujących z GetBackiem i do nich trafiały portfele wierzytelności, które spółka kupowała od banków czy firm telekomunikacyjnych, by następnie odzyskiwać przedawnione długi – czytamy w "Dzienniku Gazecie Prawnej".

Kontrolerzy są zdania, że jeszcze przed anonimowym donosem na GetBack uzrędnicy nadzoru mieli możliwość wyłapania nieprawidłowości związanych z naruszeniem obowiązków informacyjnych. NIK uważa, że KNF bardziej uważnie powinien przyglądać się sprawozdaniu finansowemu windykatora za III kwartał 2017 r.

Obejrzyj: Klienci GetBacku mogą zgłaszać się do Rzecznika Finansowego

Część zarzutów, które stawia NIK, było już przedmiotem publicznej debaty. Uwagi formułowane przez polityków opozycji, dziennikarzy i ekspertów doprowadziły do zmian w funkcjonowaniu nadzoru finansowego, co miało zapobiec w przyszłości podobnym aferom jak ta z udziałem GetBacku.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Wybrane dla Ciebie