Trwa ładowanie...
Przejdź na
Najdroższe połączenie życia z telemarketerem. Dwie minuty za dwa tysiące złotych
WP magazyn

Najdroższe połączenie życia z telemarketerem. Dwie minuty za dwa tysiące złotych

(Licencjodawca, Dane Deaner)

Zaczyna się obiecująco, kończy kosztownie. Telemarketerzy najpierw przez telefon oferują bezpłatny dostęp do serwisu dla przedsiębiorców, by potem wysyłać rachunek na dwa tysiące złotych, obraźliwe SMS-y i straszyć urzędem skarbowym. Jak wynika z informacji money.pl, krakowska prokuratura już prowadzi śledztwo w sprawie "naciągania na darmową ofertę dla firm".

Telefon jak dziesiątki innych. Firma dzwoni do firmy i przedstawia ofertę. A czternaście dni później przychodzi rachunek do zapłacenia za usługę, z której się nawet nie skorzystało. Ani razu, ani przez minutę. Według wystawcy faktury wystarczyło jedno "tak" przez telefon.

- Od trzech lat walczę z nieuczciwością - mówi money.pl pan Marek (pełne dane do wiadomości redakcji). Sam o sobie mówi: oszukany, naciągnięty. Nie chce występować pod nazwiskiem, gdyż boi się zemsty ze strony - jak mówi - naciągaczy.

Jest jednym z wielu, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji i musieli walczyć o swoje pieniądze i spokój. 

TELEFON, FAKTURA I BYŁY MILICJANT

- Telemarketerka podczas rozmowy telefonicznej trzykrotnie mówiła o bezpłatnym dostępie w celu wypróbowania produktu. Podczas rozmowy nie padła nazwa spółki, ani żadne słowo, które świadczyłoby o tym, że właśnie zawierana jest jakaś umowa. Nie ma mowy o kosztach, cenach, pakietach, abonamencie. Nic nie budzi podejrzeń - mówi pan Marek. 

Już po rozmowie telefonicznej na jego skrzynkę e-mail wpadła wygenerowana automatycznie wiadomość z podziękowaniem za rejestrację. Po kolejnych 10 dniach kolejny mail, niemal identyczny. A tam informacja, że opłata za roczny dostęp do portalu wynosi do 1300 zł netto.  

A wszystko zaczęło się od wspomnianej rozmowy z ofertą bezpłatnego dostępu do serwisu dla przedsiębiorców. Porady, akty prawne, ciekawe wiadomości - tak w skrócie można opisać to, co obiecują dostarczać jego twórcy. W chwilę po pierwszej rozmowie przyszedł e-mail z loginem i hasłem do portalu - EIPR, czyli "Eksperci, Informacje, Prawo, Rozwój".

Co to za serwis? "EIPR to jeden z najlepszych portali informacji fachowej w Polsce" - tak się sam reklamuje. Portal prowadzi firma Serwis Informacyjny Polskiego Prawa - sp. z o.o. (dalej jako SIPP).

"Dostarczamy informacji prawno-finansowych dla różnych grup zawodowych. Nasze treści tworzą eksperci, specjalizujący się w różnych branżach, w tym prawnicy z wieloletnim doświadczeniem. (…) Nasze interpretacje, porady oraz inne treści prawnicze codziennie wspierają pracodawców oraz specjalistów w pracy i rozwoju zawodowym. W ramach subskrypcji oferujemy porady prawne (…) świadczone przez wykwalifikowanych prawników i specjalistów z różnych dziedzin".

Prezesem SIPP sp. z o. o. jest Dariusz Rząsa. Ma 62 lata, w poprzednim ustroju pracował m.in. w Komendzie Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Krakowie - dane wciąż można sprawdzić w bazach IPN. Dziś jest też wspólnikiem w firmie Business Management spółka jawna (występującej wcześniej pod nazwą GCP Instytut Doskonalenia Wiedzy Prawno-Ekonomicznej). Business Management prowadzi inny portal doradczy - EGPP, skrót od "Ekonomia Gospodarka Przepisy Praca".

W ten biznes (spółka jawna Business Management) zaangażowanych jest również dwóch innych wspólników: Juliusz Mosiądz oraz Tomasz Oliwa. Wszyscy trzej są udziałowcami również m.in. w firmie Polska Telewizja Sportowa, która transmituje mecze drugiej i trzeciej ligi piłkarskiej w Polsce.

A w mediach społecznościowych funkcjonuje grupa o nazwie "Poszkodowani przez SIPP/Business Management/Centrum Innowacji Dla Biznesu". To wszystkie obecne i poprzednie nazwy tego samego biznesu.

Krytyczne uwagi do firmy można również znaleźć na portalach z ocenami pracowników. Byli współpracownicy się nie wypowiadają, chętnie o swoim losie opowiadają ci klienci, którzy czują się pokrzywdzeni.

To niektóre z wpisów (pisownia oryginalna):

"Właśnie dzwoniła do mnie pani windykator i po odmowie podpisania ugody oświadczyła ze kieruje moja sprawne do US. Proponowana ugoda nie mnie wspólnego z ugoda tylko wymuszeniem przysypiania do niższego pakietu".

"Ja też dałam się zrobić na szaro. Dostałam fakturę za dostęp do portalu, miał być okres bezpłatny 14 dni, nikt nie mówił, że potem mam cokolwiek, a zwłaszcza ile zapłacić. Na portal nigdy się nie zalogowałam, bo pojechałam na urlop. W międzyczasie przyszła faktura na 1799 zł, a dziś jakaś kobieta z windykacji nakrzyczała na mnie, że mam natychmiast zapłacić, po czym dostałam SMSa, że w związku z zadłużeniem moje dokumenty zostaną przesłane do kancelarii adwokackiej i zostanie przekazany pozew do sądu, co będzie kosztowało 200 zł, a czynności adwokackie 360 zł i odsetki oraz 40 euro nie wiem za co".

NAJPIERW PO DOBROCI, A POTEM...

- Zrozumiałem, że jestem ofiarą pułapki. Nie było na co czekać, trzeba było odstąpić (od umowy - red.). Robiłem to kilkakrotnie, ponieważ nie otrzymałem wiadomości, że rezygnacja została przyjęta. Dopiero po wielu dniach otrzymałem e-mailem informację, że rezygnacja została wprowadzona - opisuje sytuację sprzed trzech lat pan Marek.

Rezygnację złożył, ale faktura do niego i tak przyszła. Po prawie miesiącu otrzymał wiadomość z przypomnieniem o terminie płatności. Kwota do zapłaty? 1599 zł. 

- Wyglądało to na niesmaczny żart - wspomina. - Dosłownie dwa dni później otrzymałem pocztą fakturę wystawioną na jeden dzień przed oficjalnym przyjęciem mojej rezygnacji. Fakturę wysłano listem zwykłym, otrzymałem ją już dwa dni po terminie płatności. Faktura była bez podpisów, pieczęci, wyglądała jak jakieś ksero - opowiada. 

Przez cały miesiąc Marek prowadził korespondencję mailową i rozmowy telefoniczne. Próbował po prostu wyjaśnić sytuację. Zamiast tego otrzymywał od SIPP wiadomości o upłynięciu terminu płatności, dostał też wezwanie do zapłaty i powiadomienie o naliczonych odsetkach.  

- Czułem się jakby przypierany do muru, osaczony. Po wielokrotnych przepychankach słownych i mailowych zdecydowałem się napisać oficjalne pismo – opowiada. Posłużyłem się wzorem znalezionym w internecie. Dodatkowo, tak jak wiele innych osób, napisałem w mediach społecznościowych komentarz, że jeśli nie otrzymam korekty do zera, zgłoszę sprawę do prokuratury. Sposób okazał się skuteczny.

Dwa dni później przyszła korekta. Faktura wynosiła już okrągłe zero.

Jednak to wcale nie skończyło jego historii. - Postanowiłem opisać swoją sprawę w mediach społecznościowych, ponieważ tam, jak się okazało, poszkodowanych jest dużo więcej. I już następnego dnia otrzymałem telefon od jednej z tych krakowskich spółek z prośbą o usunięcie moich komentarzy. Dlaczego? Ponieważ "szkodzą firmie". Stanowczo odmówiłem, opisałem przecież zgodnie z prawdą moje kontakty ze spółką - opowiada. 

I się zaczęło. Mimo, że otrzymał uznanie reklamacji i miał fakturę z korektą kwoty do zapłacenia, zaczęły pojawiać się klasyczne groźby.  

- Po kilku godzinach od rozmowy dostałem wiadomość, że spółka zamierza złożyć zawiadomienie do prokuratury. Rzekomo wyłudziłem usługę, za którą nie zapłaciłem - rozkłada ręce.  

Sprawa do prokuratury nie trafiła, przyszło za to wezwanie "do zaprzestania naruszenia dóbr osobistych". Firma SIPP poczuła się dotknięta wpisami w mediach społecznościowych, więc chciałaby się ich pozbyć. Pan Marek miałby opublikować też przeprosiny.  

Działania firmy przyniosły skutek - nie wszyscy poszkodowani chcą dziś występować z imienia i nazwiska. Mają jednak podobną historię.

I tak zbieżne relacje - z opowieścią pana Marka - ma pani Magda. Wciąż walczy i mówi krótko: czuję się wprowadzona w błąd i nie zamierzam płacić za coś, czego nie potrzebowałam, z czego nie korzystałam i co zostało mi nieprawdziwie przedstawione. - Nawet, jeżeli ta historia trwać ma jeszcze długie miesiące, to niczego nie żałuję. Ani razu nie pomyślałam, by po prostu zapłacić. Za co mam płacić? - pyta.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo:

Zobacz także: Oto jedna z rozmów telemarketera z klientką

- Któregoś dnia zadzwoniła pani z informacją o możliwości dostępu do bezpłatnego portalu prawnego. Odruchowo się zgodziłem. Nie byłem zdziwiony, bo do nas często dzwonią z firm oferujących dostęp do portali zbierających informacje o przetargach. Pani przez telefon nie podała ani jaką spółkę reprezentuje, ani słowem nie zająknęła się o kosztach związanych z dostępem do portalu - opowiada z kolei pan Robert (dane do wiadomości redakcji). Prowadzi w Krakowie firmę z branży reklamowej.

- Na portal nigdy się nawet nie zalogowaliśmy. Po telefonie zapomniałem po prostu o sprawie - opowiada.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo:

Zobacz także: Tak wygląda rozmowa z konsultantem. Dwie minuty i za 14 dni przychodzi faktura

On może i zapomniał, ale prowadzący portal o nim nie zapomnieli. Kolejna wiadomość zawierała już fakturę VAT. Za 12 miesięcy dostępu miał wyłożyć 1999 zł.

Odpisał: nie zamawiałem żadnej usługi. - Po jakimś czasie zadzwoniła pani z informacją, że mam opłacić należność. Kiedy powiedziałem, że nic nie zapłacę, bo niczego nie zamawiałem, pani nagle zrobiła się agresywna i zaczęła straszyć, że zgłosi mnie do Urzędu Skarbowego i Biura Informacji Kredytowej - opisuje krakowski przedsiębiorca.

Rozmowa zamieniła się dość szybko w pyskówkę. Gdy przedsiębiorca stwierdził, że z SIPP skontaktuje się jego prawnik, osoba po drugiej stronie słuchawki stwierdziła, że "to oni są prawnikami, a pan Robert podważa prawo".

- Kiedy wspomniałem o prawniku, pani zaczęła być jeszcze bardziej agresywna i zaczęła krzyczeć do telefonu. Mówiła, że oni mają to nagrane - opowiada. A jak poprosił o nagranie, to okazało się, że nie da się. "Bo RODO".

Pan Robert nagranie w końcu otrzymał - po licznych żądaniach - i przekazał money.pl. Tak przebiegała – słowo w słowo jak na nagraniu - jego rozmowa z konsultantką:

- Dzień dobry, z tej strony serwis dla przedsiębiorców. Czy ja rozmawiam z właścicielem firmy?

- Tak.

- My kontaktujemy się, bo chcielibyśmy zaprosić pana do przetestowania nowego portalu doradczo-informacyjnego eipr.pl.

- Proszę, można wysłać. Zobaczymy.

- Dobrze, na <tu pada adres mailowy firmy pan Roberta>?

- Tak.

- Mogę zająć jeszcze pół minuty, muszę potwierdzić jeszcze...

- Tak.

Tu konsultantka zaczyna mówić szybciej.

- Ten adres to będzie login do logowania na stronie i hasło to sześć jedynek. Hasło oczywiście może zmienić, nie ma z tym żadnego problemu. Wszystkie informacje otrzyma pan w e-mailu powitalnym wraz z loginem i hasłem do tego portalu, czyli nie musi pan teraz tego zapisywać. Tu jeszcze (niewyraźnie) rozmowy rejestrowane. Chciałabym zapytać, czy wyraża pan zgodę na przetwarzanie danych osobowych wyłącznie dla naszej firmy. Tak albo nie?

- Tak.

- Dostęp będzie dla firmy <tu pada nazwa>. Zgadza się tak?

- Tak.

- Adres to <tu kobieta podaje siedzibę>.

- To jest adres rejestracyjny. W razie czego adres korespondencyjny jest inny.

- NIP to jest...

- Tak.

- Pamięta pan kod PKD?

- Nie pamiętam.

- To jeszcze, między dziewiątym a dziesiątym dniem kontaktujemy się raz jeszcze drogą mailową z warunkami dalszej współpracy. Ewentualnie już jest pan zainteresowany skorzystania dalej to cennik ma pan dostępny na stronie cały czas. A w razie braku zainteresowania z pana strony można kliknąć formularz "odstąpienie", jeśli pan nie chciałby czekać na te czternaście dni i o coś się od razu nie spodobało. Decyzja po pana stronie.

- Dobrze.

- I ostatnia sprawa, już pana nie przeszkadzam, tylko przeczytam (niewyraźne) i kończę rozmowę. Zatwierdzam sposób uruchomienia usługi, zapozna się pan z regulaminem i cennikiem aktywacji, przyjmuje pan ofertę oraz wyraża zgodę dostania na mailu. Czy wyraża pan taką zgodę?

- Tak.

- Dobrze, z mojej strony to wszystko. Polecam panu SMS-y odnośnie do regulaminu, żeby pan nie szukał na stronie.

- Yhym.

- Dziękuję w takim razie. Do widzenia.

Całość trwała ledwie kilka minut. Słowa "tak", które padły z ust pana Roberta mają kluczowe znaczenie. Dlaczego? Bo firma w swoim regulaminie – którego przecież nasz rozmówca nie miał możliwości przeczytać podczas rozmowy - stwierdza, że wystarczy ustne potwierdzenie podczas rozmowy (słowami "tak", "akceptuje", "wyrażam zgodę", "zatwierdzam"), by usługi zostały uruchomione. Najpierw bezpłatne, później płatne.

O cenie jednak konsultantka nie wspomniała ani razu. Cennik aktywacji klient musi sobie sprawdzić już sam. O ile nie zapomni. Jak zapomni - to płaci.

W tym momencie warto zajrzeć do regulaminu, który firma udostępnia na swoich stronach. Po pierwsze, nie informuje w nim nawet, kto jest właścicielem serwisu. Regulamin stworzył "Administrator EIPR". Jest za to informacja, że "w przypadku wątpliwości" słowa konsultanta należy uważać nie za ofertę, a tylko reklamę.

Pan Robert złożył reklamację, ale ta została odrzucona. Powody? SIPP przekonuje, że wypełnienie formularza wymaga podania wielu szczegółowych danych. A to tylko część prawdy. Formularz wypełniał w tym wypadku dzwoniący konsultant, a pan Robert jedynie potwierdzał ich prawdziwość. Kod PKD - czyli kod Polskiej Klasyfikacji Działalności - telemarketer już sam sobie ściągnął z internetowych baz.

SIPP przekonuje też, że do założenia konta potrzebne jest podanie hasła. A podanie hasła wymaga "odpowiedniej wiedzy i świadomości". Dane te dotarły do pana Roberta pocztą elektroniczną. Sam nie wybierał hasła.

Do tego firma poleca, by regulamin usług wydrukować i "używać w trakcie normalnych czynności".

Na jednym telefonie sprawa się jednak nie skończyła. Szybko zaczęły przychodzić wiadomości: np. o naliczonej karze w wysokości 40 euro oraz o potencjalnym wysłaniu sprawy do urzędu skarbowego. Jak relacjonuje pan Robert, kolejne były "wiadomości z groźbami". - Później pani ponownie dzwoniła, zastraszając, atakując mnie. Była przy tym bardzo nieprzyjemna. Za każdym razem nie była to spokojna rozmowa z jej strony, tylko krzyki. W końcu zablokowałem numer. Na obecną chwilę jest spokój - wyjaśnia.

Płacić nie zamierza.

- Myślą, że zastraszając i grożąc sprawią, że każdy zapłaci fakturę, żeby nie mieć problemów. Dotyczy to zwłaszcza osób, które dopiero rozkręcają swój biznes i nie do końca jeszcze we wszystkim dobrze się orientują. Firma ewidentnie agresją i zastraszaniem chce wyłudzić pieniądze od innych firm, wprowadzając je w błąd - ocenia.

I tutaj warto dodać - to firma SIPP wybiera, do kogo zadzwonić.

Sama się przyznaje - w odpowiedzi na reklamacje i pytania niektórych klientów, że ma ogromną bazę - a w niej 7 mln rekordów. A w środku dane firm i przede wszystkim: numery telefonów. Jednocześnie spółka w korespondencji z jednym z klientów przyznała, że korzysta z tego, co znajdzie w sieci.

Bazy CEIDG? Były sprawdzane. Wielu przedsiębiorców podczas rejestracji biznesu podaje numer telefonu i pozwala, by wyświetlał się w tym państwowym rejestrze.

Jak wynika z informacji money.pl, Prokuratura Okręgowa w Krakowie prowadzi w tej sprawie postępowanie w sprawie "usiłowania doprowadzenia oraz doprowadzenia szeregu osób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem poprzez wprowadzenie w błąd co do zawarcia umowy o świadczenie odpłatnej usługi w postaci dostępu do portalu EGPP".

Śledztwa w sprawach naciągania przedsiębiorców od lat mają jeden problem - zwykle są prowadzone w różnych częściach kraju, ponieważ ofiarami naciągaczy padały firmy z różnych części Polski.

W tym jednak wypadku krakowscy śledczy podpięli do sprawy cały szereg postępowań prowadzonych uprzednio w prokuraturach rejonowych z innych części kraju. Jak dowiedzieliśmy się w prokuraturze, aktualnie postępowanie dotyczy kilkudziesięciu połączonych spraw i około 150 osób pokrzywdzonych. I na tym nie koniec. Do końca listopada tego roku do śledczych docierały coraz to nowe zawiadomienia. Jak dotąd jednak nikt nie usłyszał zarzutów.

Klienci wysłali część materiałów również do Ministerstwa Sprawiedliwości - do wiceministra Marcina Warchoła. I przyznają, że liczą na interwencję "z góry".

W sieci, już w 2023 roku, pojawiają się też kolejne skargi od byłych klientów.

"Zakładają Ci sami konto na portalu bez żadnej Twojej wiedzy, nawet hasło narzucają z góry. Po 14 dniach fakturka, później windykacja. I na tym etapie się dopiero dowiadujesz że coś komuś jesteś winien" - to wpis z 12 stycznia (pisownia oryginalna).

"Uważajcie" - wpis z 11 stycznia.

"Firma w rozmowach telefonicznych oferuje 14-dniową bezpłatną usługę, wykorzystuje takie techniki prowadzenia rozmowy i manipulacji, żeby nie wyłapać, że usługa będzie przedłużona na płatną. Po miesiącu otrzymujesz fakturę na 2 tysiące i cię nękają" - inny wpis z 11 stycznia.

Pytania do SIPP wysłaliśmy 13 stycznia. Firma do momentu publikacji nie odpowiedziała na żadne.

Pytania wysłane do SIPP - prowadzącego portal EIPR:

  1. Jak państwo odpowiedzą na fakt pojawiających się raz po raz głosów, że przedsiębiorcy, którzy posiadają u was konto, byli niedostatecznie informowani o warunkach i opłacie za współpracę? Pozwolę sobie nie cytować dokładnych wpisów, są do zlokalizowania.
  2. Kiedy i w jaki sposób konsultant - osoba dzwoniąca z ofertą dostępu do serwisu - informuje o kosztach dostępu do serwisu po okresie próbnym? Czy taka informacja pojawia się w każdej rozmowie telefonicznej?
  3. Czy zdaniem firmy brak takiej informacji nie stanowi podstawy do uznania złożonego zamówienia za nieważne?
  4. Ile reklamacji w tym zakresie lub oświadczeń o uchyleniu się od skutków prawnych oświadczenia woli wpłynęło do spółki w tym roku? Ile zostało uznanych za zasadne?
  5. Dlaczego konsultanci wypełniają formularz zamówienia za przedsiębiorców, przez telefon? Skąd konsultanci biorą dane, którymi uzupełniają formularze zamówienia?
  6. Jak firma odpowiada na pojawiające się w mediach społecznościowych zarzuty agresywnego i nachalnego kontaktu z przedsiębiorcami przez własny dział windykacji?
  7. W jaki sposób firma potwierdza złożenie deklaracji odstąpienia od umowy? Jak firma odpowie na zgłaszane problemy z formularzem odstąpienia od umowy i brakiem potwierdzenia przyjęcia takiej deklaracji?
  8. W jaki sposób skutecznie dokonać odstąpienia od umowy przed rozpoczęciem obowiązywania 12-miesięcznego okresu płatnego?
  9. Dlaczego firma wycenia swoją usługę na 1999 zł brutto? Co użytkownik otrzymuje za te pieniądze? Kto odpowiada za przygotowanie materiałów i tworzenie porad prawnych dla przedsiębiorców?

Napisz do autorów:

Paweł Figurski - pawel.figurski@grupawp.pl

Mateusz Ratajczak - mateusz.ratajczak@grupawp.pl

Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
WP magazyn
KOMENTARZE
(454)
okrutnik
5 dni temu
Ja każdą rozmowę z nieznanego numeru, odbieram słowami , "da, ja was słuszaju". Lekki jęk-westchnięcie, po drugiej stronie i natychmiastowe rozłączenie. Powtórki połączenia brak.
Bollo
5 dni temu
O czym by pisały tuzy polskiego dziennikarstwa gdyby nie paragony grozy i historie ludzi, którzy wciąż wierzą w to, że istnieje cos takiego jak free lunch?
EMERYT
6 dni temu
JAREK MA DO ZAPŁACENIA 700 TYS I sie nie martwi sprzedadzą ze 2 działki i kasa jest
Oloki
7 dni temu
Telemarketerom od razu mówię do widzenia. A może zacznę mówić pomidor
Tomasz
7 dni temu
Witam. Niestety dziś dałem się zwieść telemarketerce i wcisnęła mi 14 dniowy dostęp. Złożyłem odstąpienie od umowy poprzez formularz i dostałem zwrotkę potwierdzającą. Czy to zamyka sprawę? Czy coś muszę jeszcze zrobić w temacie?
...
Następna strona