Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Krzysztof Janoś
Krzysztof Janoś
|
aktualizacja

Narty w Polsce. Nikt już nie liczy na opady śniegu. Zarabiają tylko ci, których stać na naśnieżanie

14
Podziel się:

W Polsce pada coraz mniej śniegu, a coraz więcej deszczu. Potwierdzają to dane gromadzone od 1966 r. Białe święta w Warszawie były ostatnio 10 lat temu. W górach też zaczyna sypać coraz później i mniej. Biznes narciarski ratują już tylko armatki śnieżne. To kosztuje, ale nie zatrzymuje inwestycji.

Bez armatek trudno sobie już wyobrazić współczesne narciarstwo.
Bez armatek trudno sobie już wyobrazić współczesne narciarstwo. (East News, Marta Darowska/REPORTER)

- Nie tylko w Polsce, ale również w Europie ośrodki narciarskie bazują na produkcji technicznego śniegu. O sukcesie ośrodka nie decyduje już położenie czy klimat, tylko liczba urządzeń i podejście do naśnieżania - mówi Bartosz Haczkiewicz, prezes spółki Czarna Góra, przewodzącej w grupie spółek Czarna Góra Resort.

Jak dodaje, ciągle trwa technologiczny wyścig o przełamanie poziomu -3,5 stopnia, by można było naśnieżać i było to uzasadnione ekonomicznie. Na razie jednak tu właśnie jest granica, kiedy jest to opłacalne.

Zobacz także: Obejrzyj: Zagraniczne wakacje. Karta czy gotówka?

- Znam takich, którzy próbują, kiedy jest cieplej, ale robią to chyba tylko dla polepszenia nastroju. Na przestrzeni ostatnich kilku lat skomercjalizowała się maszyna do robienia śniegu w dodatnich temperaturach (fabryka śniegu), ale ze względu na duże zużycie energetyczne nie naśnieży się tym całego ośrodka. Można jedynie jeden lub ewentualnie fragmentu stoku - mówi Haczkiewicz.

Mróz potrzebny

Czarna Góra Resort to jeden z większych ośrodków narciarskich w polskich Sudetach. W tych górach temperatury pozwoliły rozpocząć sezon dopiero po świętach. Wprawdzie na początku grudnia pojawił się śnieg naturalny, ale tylko symbolicznie.

- Na przestrzeni ostatnich 10 lat pamiętam zaledwie dwa sezony, które pozwoliły przygotować trasy na naturalnym śniegu, ale potem i tak trzeba dośnieżać. Opad naturalny nie jest już czynnikiem decydującym o tym, czy sezon był dobry. Teraz chodzi już tylko o temperatury - mówi Haczkiewicz.

Potwierdzają to badania Uniwersytetu Śląskiego. Zimowy klimat mocno nam się zmienia. Pada coraz mniej śniegu, a coraz więcej deszczu. Wynika tak z danych gromadzonych codziennie od ponad 50 lat z ok. 50 stacji pomiarowych w Polsce.

Wracajmy jednak na stok. W sezonie, jak przekonuje Haczkiewicz, trzeba na nim wytworzyć warstwę ok 1,5 metra zbitego śniegu. Zatem nawet jakby spadło 3 metry śniegu, co w Sudetach nie zdarzyło się od niepamiętnych czasów, to dałoby to jakiś metr grubości po ubiciu tego przez ratraki.

Śnieg za miliony

Zatem śnieg trzeba produkować. Ile to kosztuje? Nasz rozmówca szacuje, że od ok. 10 do 12 zł za metr sześcienny gotowej nawierzchni pod narty.

Zatem przygotowanie fragmentu stoku o długości 100 metrów i szerokości 20, przy grubości pokrywy do 1,5 metra oznacza wydatek rzędu 30-36 tys. zł. Czarna Góra Resort oferuje 10 km tras i 2 km leśnych łączników, które też są naśnieżane. To oczywiście tylko szacunki, ale widać wyraźnie, jak potężne to koszty idące w miliony zł.

- To jeszcze nie koniec, bo to nie tylko maszyny do naśnieżania, koszty obsługi. Do naśnieżania potrzebne są zbiorniki wodne, przepompownie i kilometry rur pod ziemią. W tym roku wydaliśmy na to ok. 800 tys. zł, w zeszłym 1,2 mln zł, trzy lata temu kolejne 1,5 mln zł. Wszystko, by stworzyć wreszcie w pełni zautomatyzowany system naśnieżania - wyjaśnia Bartosz Haczkiewicz.

W ostatnich latach w rozwój całego ośrodka zainwestowano znacznie więcej. Jeszcze 10-20 lat temu było tu zaledwie kilka starych wyciągów, głównie orczykowych. Teraz narciarzy kuszą wygodne kanapy i 10 km tras. Inwestycje pod stworzenie w pełni zautomatyzowanego systemu naśnieżania dowodzą, że mimo zmian klimatu, biznes ten daje dobrze zarobić.

Biało w Zieleńcu

Potwierdzenie tej tezy znajdujemy w innym czołowym ośrodku w Sudetach: w Zieleńcu, gdzie na narciarzy czekają 23 km tras.

- W planach jest budowa kolejnych wyciągów kanapowych jak i modernizacja istniejącej już infrastruktury. Rozwój ośrodków narciarskich będzie szedł w parze ze wzrostem gospodarczym oraz wzrostem siły nabywczej Polaków - mówi Grzegorz Głód z Zieleniec Ski Arena.

Oczywiście koszty rosną, tak jak i w górę idą ceny energii elektrycznej, koszty pracownicze. One znajdują też swoje odzwierciedlenie w cenie karnetów. Jednak zdaniem Głoda podwyżki cen karnetów nie idą w górę proporcjonalnie z podwyżkami kosztów.

- Gdyby tak faktycznie było, to już dziś w wielu ośrodkach ceny karnetów byłyby na zaporowym poziomie. Słabe zimy również zdecydowanie wpływają na wzrost kosztów, głównie ze względu na konieczność naśnieżania stoków. Mowa tu przede wszystkim o kosztach energii elektrycznej do zasilania armatek i kosztach pracowniczych związanych z obsługą naśnieżania - dodaje Grzegorz Głód.

Jak zapewnia, w Zieleńcu patrzą w przyszłość z optymizmem. - Średnio co 4-5 lat zdarza się słaba zima i nie wiązałbym tego z ociepleniem klimatu. Ostatni raz taka zima była cztery lata temu. Liczymy, a nawet wierzymy, że prawdziwa zima jeszcze zawita w polskie góry i warunki na stokach będą takie jak w alpejskich, wysokogórskich ośrodkach - mówi Głód.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

wiadomości
gospodarka
turystyka
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(14)
KASIA
3 lata temu
Byłam w Krynicy Zdrój i tam śniegu nie brakowało. Pojeździłam na nartach i było super. Brat zarezerwował fajny apartament Halna Residence, oni tam mieli narciarnie, gdzie swój sprzęt można było trzymać. Dobry pomysł :)
Lukaku
3 lata temu
Cóż, jadę właśnie do Kaltenbach w Austrii, śniegu aż nadto
pracus
3 lata temu
Smigac na dechach to by sie chcialo,a robic ni ma komu !
Mario
3 lata temu
Biedak, w Białce 4h za 85zl, wypad na 4h 4os rodziny 350za same karnety, w sezonie w Białce kilkadziesiąt tys ludzi ale i tak gorole narzrkaja
Matematyk
3 lata temu
Komu chce się jeździć na narty w Polsce przy aktualnych cenach, trzeba mieć problemy z liczeniem . Szczyrk 20 parę km tras , malo sniegu , stanie w kolejkach po 30 minut do kazdego wyciagu , karnet 1 dniowy 150 zł, włoskie Alpy, ponad 200 km tras , mnóstwo śniegu , najdłużej w kolejce stałem 5 minut, karnet 1 dniowy 160 zł . Jak ktoś lubi jazdę na nartach a nie stanie w kolejkach to wiadomo co wybierze . Ale takie czasy że dużo ludzi jedzie na stok tylko po to żeby się napić piwa , 2 razy zjechać przez cały dzień i domu... narty zaliczone:)