Trump "oszukał system"? Eksperci biją na alarm
Najnowszy raport Allianz Trade rzuca światło na skomplikowaną sytuację po wyroku Sądu Najwyższego USA. Choć zniesiono część opłat celnych, przedsiębiorcy wcale nie otwierają szampana. Wraca niepewność, a firmy muszą mrozić gigantyczne środki w zapasach.
Decyzja amerykańskiego Sądu Najwyższego o unieważnieniu części ceł nałożonych przez administrację USA wywołała wstrząs na rynkach, jednak – jak wskazują analitycy Allianz Trade – jest to wstrząs o niejednoznacznym charakterze. W swoim najnowszym opracowaniu ekonomiści posługują się terminem "ceł Schrödingera", nawiązując do słynnego eksperymentu myślowego z fizyki kwantowej.
Ich zdaniem, w obecnej rzeczywistości gospodarczej bariery handlowe bowiem jednocześnie zniknęły i nadal istnieją, tworząc niebezpieczną mieszankę niepewności dla globalnego biznesu.
Sytuacja ta stanowi kolejny rozdział w polityce celnej, która od początku drugiej kadencji prezydenckiej stała się głównym narzędziem kształtowania handlu międzynarodowego. Jak wykazały wcześniejsze badania ze stycznia, to właśnie amerykańscy konsumenci i przedsiębiorcy ponoszą główny ciężar podwyższonych ceł, co dodatkowo komplikuje obecną sytuację prawną.
Amerykanie dali Chinom "najlepszy prezent w historii"
Co dokładnie orzekł sąd?
Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych uderzył w jeden z kluczowych filarów amerykańskiego protekcjonizmu, orzekając przeciwko stosowaniu ustawy IEEPA (International Emergency Economic Powers Act) w kontekście ceł. Ustawa ta, pozwalająca prezydentowi na regulowanie handlu w sytuacjach nadzwyczajnego zagrożenia, była podstawą do nałożenia obciążeń o wartości około 60 miliardów dolarów, a także dodatkowych 40 miliardów dolarów na towary z Chin, Meksyku i Kanady w związku z kryzysem fentanylowym.
Eksperci Allianz Trade wyliczają, że wyrok ten w teorii zmniejsza efektywną stawkę celną USA o połowę, sprowadzając ją do poziomu około 5 proc. To jednak tylko jedna strona medalu. W mocy pozostają bowiem inne restrykcje, oparte na odrębnych przepisach – sekcji 301, która obejmuje maszyny przemysłowe i sprzęt elektryczny, oraz sekcji 232, dotyczącej wyrobów ze stali i aluminium. Oznacza to, że kluczowe sektory przemysłu wciąż funkcjonują w reżimie podwyższonych kosztów.
Powrót polityki "stop-and-go"
Dla przedsiębiorców orzeczenie to paradoksalnie oznacza powrót do czasów dużej nieprzewidywalności. Zamiast stabilizacji, firmy muszą mierzyć się z polityką "stop-and-go", gdzie reguły gry mogą zmieniać się z dnia na dzień. Analitycy zwracają uwagę, że ulga wynikająca ze zniesienia części ceł będzie prawdopodobnie tylko chwilowa, co drastycznie komplikuje zarządzanie łańcuchami dostaw.
Bezpośrednim skutkiem tej sytuacji jest zjawisko, które w raporcie określono mianem ponownego cyklu gromadzenia zapasów. Firmy, obawiając się przyszłych zmian i powrotu obostrzeń inną drogą prawną, kupują towary na zapas. Przekłada się to na rekordowo wysoki wskaźnik WCR (Working Capital Requirement), czyli zapotrzebowanie na kapitał obrotowy. Wskaźnik ten w USA ma utrzymać się na poziomie przekraczającym 60 dni.
Najmocniej odczują to producenci samochodów oraz sprzętu gospodarstwa domowego. To właśnie te dwa sektory są najbardziej narażone na eskalację sporów handlowych i zmuszone do tak zwanego front-loadingu, czyli przyspieszania zamówień przed spodziewanymi podwyżkami cen. Podobne tendencje widać w handlu detalicznym i branży chemicznej, gdzie wydłużają się cykle pozyskiwania surowców.
Niespodziewani zwycięzcy i przegrani
Ciekawym wątkiem analizy Allianz Trade jest geografia zysków i strat po wyroku sądu. Okazuje się, że największymi beneficjentami obecnej sytuacji są kraje tak zwanego globalnego Południa oraz Chiny. To właśnie tam koncentrują się ulgi celne. W przypadku Indonezji obciążenia spadły o 18 punktów procentowych, w Brazylii o 17 punktów, a w Chinach i Wietnamie o 15 punktów procentowych.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja rynków rozwiniętych. Unia Europejska czy Wielka Brytania odnotowują jedynie marginalne ulgi rzędu 3 punktów procentowych, a Japonia zaledwie 1 punktu. Co więcej, niektórzy partnerzy handlowi USA, jak Arabia Saudyjska czy Meksyk, mogą wręcz stanąć w obliczu niewielkich podwyżek. Taka dysproporcja sprawia, że kraje, które zawarły z USA porozumienia partnerskie, domagają się teraz wyjaśnień i przywrócenia przewidywalności w relacjach handlowych.
Dziura w budżecie i inflacja na horyzoncie
Decyzja sądu ma również potężne implikacje dla amerykańskiego budżetu. Cła nałożone na mocy zakwestionowanej ustawy IEEPA generowały blisko 60 proc. przyrostowych wpływów do kasy państwa. Konieczność zwrotu pobranych niesłusznie opłat może kosztować budżet USA nawet 120 miliardów dolarów, co stanowi około 0,5 proc. PKB tego kraju. Eksperci Allianz Trade szacują, że może to powiększyć deficyt fiskalny w kierunku 7,5 proc. PKB.
Z perspektywy przeciętnego konsumenta kluczowe jest jednak pytanie o ceny w sklepach. Jak dotąd, do grudnia 2025 roku, na klientów przeniesiono tylko połowę kosztów wynikających z ceł. Szczytowy wpływ taryf na inflację spodziewany jest dopiero w pierwszym kwartale 2027 roku, kiedy to mogą one podbić wskaźnik CPI o 1 punkt procentowy.
Obecna sytuacja wpisuje się w szerszy kontekst napięć handlowych, które narastały przez ostatnie miesiące. Już pod koniec ubiegłego roku eksperci ostrzegali, że globalny handel stoi przed trudnym okresem, a konsekwencje polityki celnej będą długofalowe. Szczególnie dramatycznie wyglądała sytuacja w relacjach z Chinami, które pod koniec grudnia nałożyły dodatkowe cła na wysokości 55 proc. na import wołowiny z kilku krajów, w tym USA. Teraz jednak Pekin widzi w chaosie spowodowanym amerykańską polityką celną szansę na trwałe ograniczenie wpływu USA na globalny handel i budowanie własnej pozycji w międzynarodowych łańcuchach dostaw.
Autorzy raportu, w tym główny ekonomista Ludovic Subran, podkreślają, że w obecnej sytuacji najważniejsze dla globalnej gospodarki nie są same kwestie prawno-administracyjne czy ewentualne odszkodowania. Kluczowe są nastroje biznesu: poczucie niepewności, konieczność mrożenia gotówki w zapasach oraz rosnące zapotrzebowanie na kapitał. To właśnie te czynniki, a nie same przepisy, będą kształtować rzeczywistość gospodarczą w najbliższych kwartałach.