Cztery sprawy kluczowe dla rynków. Wszystkie oczy na USA [OPINIA]
Kurs dolara, sztuczna inteligencja i jej zastosowania, amerykańska polityka celna oraz problem Iranu. To czynniki, które będą w najbliższym czasie ważne dla rynków - pisze w opinii dla money.pl analityk Piotr Kuczyński. Tłumaczy w niej między innymi, co dziwi go obecnie na rynku najbardziej.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne. Poniższy tekst nie jest rekomendacją redakcji ws. inwestowania, z którym zawsze wiąże się ryzyko.
W tym tekście postaram się zarysować obraz sytuacji, która zapewne pozostanie z nami przez kilka miesięcy. Pretekstem są informacje o spółce Berkshire Hathaway, która pod nowym kierownictwem (Warren Buffet odszedł na emeryturę w wieku 96 lat w grudniu 2025) nadal gromadzi gotówkę (380 mld dolarów), czekając na okazję, żeby ją gdzieś zainwestować. To oczywiście rodzi pytanie: czy słynny inwestor i jego następcy czekają na giełdowy krach? Tutaj wchodzi wańkowiczowski "smrodek dydaktyczny". Kto jeszcze pamięta, kim był Melchior Wańkowicz (ale od czego jest Google)?
Nassim Nicholas Taleb, inwestor, pisarz, filozof, w swojej książce "Ślepy traf" przytacza interesującą anegdotę, o której ja też czasem mówię i która powinna być przestrogą dla inwestorów słuchających opinii analityków (również moich). Anegdota ta brzmiała mniej więcej tak jak poniżej i naprawdę jest bardzo pouczająca.
Amerykanie dali Chinom "najlepszy prezent w historii"
Taleb grywał ze znamy inwestorem Georgem Sorosem w tenisa (musiało to być dawno temu, bo Soros ma już 96 lat). W przerwie jednego meczu słuchał, co Soros mówi o rynku. Soros przechwalał się, że gra na spadki na jednym z aktywów (przy takiej inwestycji zarabia się, gdy dany aktyw traci na wartości - przyp. red.).
Minął pewien czas, podczas którego rynek poszedł dokładnie w przeciwnym kierunku. Taleb znowu grał w tenisa z Sorosem, ale nieco krępował się spytać, jakie były straty spowodowane wspomnianymi przy poprzednim spotkaniu inwestycjami. Jakież było jego zdziwienie, kiedy Soros zaczął się chwalić tym, jak zarobił na wzroście ceny omawianego aktywu. Taleb powiedział: "przecież mówiłeś, że rynek spadnie", na co Soros: "ale zmieniłem zdanie".
Pamiętaj Czytelniku, że to samo może zrobić każdy analityk. Poza tym mocno radzę nie czytać fantastycznych opowieści, które będzie podrzucał Google. Mnie ciągle podrzuca tytuły (nie klikam!) jednego pana, który napisał znaną książkę (o synu i ojcu) i teraz ciągle snuje opowieści o krachu i o tym, co należy kupować/sprzedawać. Czytelnicy niedawno złapali go nawet na ewidentnym kłamstwie o tym, w co kiedyś inwestował.
Jeśli ktoś chce słuchać analityków, to radzę kierować się powiedzeniem, że należy słuchać analityka, który się nie myli, ale jak zacznie się mylić, to trzeba poszukać innego, bo będzie się "mylił nieomylnie". Doskonałym przykładem jest Abby Joseph Cohen. Od lat 90. XX wieku (była wtedy Głównym Strategiem Inwestycyjnym Goldman Sachs) nieodmiennie mówiła "kupuj" i miała rację. Dopóki nie przestała jej mieć. Nie doceniła bessy w latach 2000-2003 i potem w latach 2007-2009. To ostanie przeważyło szalę i przestała być Głównym Strategiem Inwestycyjnym, ale nadal pracowała w Goldman Sachs - plus dla firmy (odeszła na emeryturę w 2022 roku).
Dość przestróg. Spójrzmy na to, co dzieje się i będzie się działo na rynkach finansowych. Na mnie wrażenie sprawił tytuł weekendowej głównej strony Reutersa. Brzmiał tak: "From buy America to bye America". Fonetycznie brzmi to co najmniej dziwnie, klasyczna tautologia. Jednak to zapis się liczy ("Od kupuj Amerykę po żegnaj Ameryko"). Rzeczywiście, dziwne ruchy prezydenta Trumpa powodują to, że kapitał odpływa z USA i szuka okazji poza tym krajem. Nie bardzo to widać na Wall Street, ale dane o napływach i odpływach kapitałów z USA wyraźnie to sygnalizują.
Jeśli ta prognoza będzie się ciągle jeszcze sprawdzała, to część popytu musi iść również do Warszawy, bo przecież gospodarka Polski naprawdę ma doskonałą (i zasłużoną) opinię, co przyciąga zagranicznych inwestorów. Przyciągałaby jeszcze szybciej, gdyby powróciła wyraźna słabość dolara (która zawsze pomaga rynkom rozwijającym się), ale na to musimy jeszcze poczekać.
Co się dzieje z dolarem
Prawdę mówiąc, zachowanie rynku walutowego najbardziej mnie dziwi. Skoro olbrzymia większość analityków lub inwestorów mówi o szukaniu okazji poza USA i równie wielu mówi o dedolaryzacji (ucieczki od dolara), to co powoduje, że indeks dolara (który odzwierciedla siłę dolara w stosunku do innych głównych walut) nie może sobie dać rady z dolnym ograniczeniem 17-letniego kanału trendu wzrostowego? (czyli spadł do dolnej linii, która od 17 lat wyznaczała dołki trendu zwyżkującego, i nie potrafi trwale przebić się poniżej niej, ale też nie odbija od niej wystarczająco silnie, by kontynuować wzrosty - przyp. red.).
W końcówce stycznia pokonał już to wsparcie, ale potem nominacja Kevina Warsha na stanowisko szefa Rezerwy Federalnej (który obejmie nową funkcję w połowie maja, po zakończeniu kadencji Jerome Powella) doprowadziła do powrotu indeksu do kanału. Tu leży klucz do rynków w dłuższym okresie. Zazwyczaj jest tak, że jeśli w jakiejś sprawie gromadzi się olbrzymia większość (tak jest z antydolarowym nastawieniem), to włącza się kontrariańskie myślenie. Zazwyczaj to ono działa. To przestroga również dla mnie, bo ja też mam antydolarowe nastawienie. Jednak tak jak w anegdocie z Sorosem: też mogę zmienić zdanie pod wpływem zachowania rynku.
Myślę, że kluczowe dla dolara może być przesłuchanie Kevina Warsha przed Senatem USA podczas procedury zatwierdzania jego kandydatury. Na razie trzyma się on z daleka od mediów. Od dłuższego czasu nie widziałem żadnego jego wywiadu. Jak napisałem wyżej, zachowanie dolara jest kluczowe dla rynków rozwijających się, ale nie tylko dla nich. Im słabszy dolar, tym lepiej dla metali szlachetnych. Umacnianie dolara byłoby dla złota, ale przede wszystkim srebra, bardzo szkodliwe.
Te kwestie będą dla rynków kluczowe
Oprócz dolara, dla rynków obecnie - i według mnie przez wiele tygodni lub miesięcy - ważne będą trzy tematy: sztuczna inteligencja i jej zastosowania, amerykańska polityka celna oraz geopolityka, czyli problem Iranu. Niestety w sprawie wojny w Ukrainie przełomu nie oczekuję. W niczym sytuacji nie rozjaśniło orędzie o stanie państwa prezydenta Donalda Trumpa. Najdłuższe w historii, pełne krajowego samochwalstwa (często z nieprawdziwymi liczbami), groźby pod adresem Iranu, niewiele o wojnie w Ukrainie (nic decydującego). Może tylko to, że cła w pożądanej przez Trumpa postaci powrócą, co nieco szkodziło dolarowi. W sumie trzeba szybko o tym orędziu zapomnieć.
Jeśli chodzi o AI, to od dawna mówię, że należy szukać sektorów i firm, którym sztuczna inteligencja będzie bardzo pomagała. A będzie pomagała w podnoszeniu wydajności pracy przez jej zastosowanie i (niestety) zwiększała zyski przez zmniejszanie zatrudnienia, co będzie dla rynku pracy bolesne. Przy okazji warto wspomnieć o tym, co w wywiadzie dla "Financial Timesa" powiedział niedawno prezes Microsoft AI Mustafa Suleyman (autor fascynującej książki pt. "Nadchodząca fala").
Powiedział on m.in., że "niezależnie od tego, czy jesteś prawnikiem, księgowym, kierownikiem projektu czy specjalistą od marketingu - większość tych zadań zostanie w pełni zautomatyzowana przez sztuczną inteligencję w ciągu najbliższych 12-18 miesięcy". Wtóruje mu Matt Shumer, CEO firmy OthersideAI, w swoim wpisie na platformie X, zatytułowanym "Something big is happening" ("Dzieje się coś wielkiego", ponad 85 mln wyświetleń na X). Mówi on, że różnica między publicznym odbiorem tego, co się dzieje, i tego, co dzieje się naprawdę, jest olbrzymia. I niebezpieczna, bo nie pozwala ludziom się przygotować.
Ostatnio miała miejsce dyskusja o wpływie sztucznej inteligencji na spółki dostarczające software. Sektor SaaS (Software as a Service), czyli dostawcy software’u jako usługi firm dostali mocny cios. Anthropic i podobne spółki oferują bowiem lokalne zastosowania AI, co sektorowi SaaS może mocno szkodzić. Nadal też dyskutowane jest to, czy olbrzymie wydatki firm "Wspaniałej Siódemki" (czyli firm Alphabet (Google), Amazon, Apple, Meta, Microsoft, Nvidia oraz Tesla) zwrócą się w postaci zysków.
Polityka celna USA też prowadzi do zawirowań. Po klęsce prezydenta Trumpa w Sądzie Najwyższym pojawiły się nowe pomysły, zgodnie z którymi cła mają powrócić na pożądanym przez prezydenta poziomie. Nie będę ich tutaj przytaczał. Powiem tylko tyle: opinie wielu amerykańskich prawników mówią, że nową decyzję prezydenta spotka ten sam los, co poprzednią. Jak w tej sytuacji mają działać firmy? Jakie mają stosować ceny? Jak zatrudniać? A może zwalniać? Wiele pytań, wiele niepewności.
Ostatni problem to Iran. Od dawna zakładałem, że skoro USA zgromadziły w okolicach Iranu wręcz bezprecedensowe siły zbrojne, to muszą być one użyte. Choćby po to, żeby "zasłonić" szybko rozwijającą się aferę Epsteina czy porażkę prezydenta w Sądzie Najwyższym. Zacząłem mieć jednak wątpliwości. Czy prezydent Trump zaryzykuje gwałtowny skok ceny ropy i paliw na stacjach w USA przed wyborami do Kongresu w listopadzie? To gwarantowałoby Republikanom totalną porażkę. Tak więc i tutaj mamy niepewność.
I może o to chodzi gromadzącej gotówkę Berkshire Hathaway? Częste zmiany nastrojów powodowane tylko tymi trzema zarysowanymi powyżej czynnikami mogą doprowadzić do gwałtownych ruchów na giełdach. Najpewniej zarząd myśli, że z poważnym zaangażowaniem kapitału warto poczekać do wyjaśnienia kwestii Iranu (zapewne maksimum jeden miesiąc) oraz kwestii ceł. Problemy związane z zastosowaniami AI pozostaną z nami na zawsze i trzeba się z tym pogodzić, szukając miejsc, gdzie może ona znacznie podnieść wartość firmy.
Piotr Kuczyński, główny analityk domu inwestycyjnego Xelion