Jak informuje "Handelsblatt", powołując się na najnowszy raport Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji (BfV), Chiny – obok Rosji i Iranu – należą do trzech głównych państw prowadzących działalność wywiadowczą wymierzoną w Niemcy.
Według kontrwywiadu Pekin realizuje długofalowy cel osiągnięcia do 2049 r., czyli na stulecie powstania Chińskiej Republiki Ludowej, "globalnego prymatu technologicznego". Służyć ma temu rozwijany od lat "kompleksowy system transferu technologii i know-how".
Jak wskazano w raporcie, działania obejmują m.in. przejęcia przedsiębiorstw, tworzenie spółek joint venture, programy pozyskiwania talentów oraz współpracę naukową. Zdaniem służb szczególną rolę odgrywają niemieckie placówki badawcze, które nie zawsze są świadome skali zagrożenia.
Błąd za 190 mln zł. Sołowow: lekceważyłem wszystkie sygnały
W centrum zainteresowania AI i technologie kwantowe
Kontrwywiad zwraca uwagę, że Chiny wykorzystują współpracę naukową, korzystając z obowiązujących w Niemczech zasad wolności badań oraz – jak wskazano – z braku świadomości ryzyka. Według BfV chińscy naukowcy przebywający w Niemczech mogą być nakłaniani do współpracy poprzez zachęty finansowe, perspektywy rozwoju kariery czy zobowiązania wynikające z państwowych programów stypendialnych, takich jak China Scholarship Council. Służby wskazują również na możliwość stosowania nacisków politycznych i wywiadowczych.
Raport przypomina także, że obowiązująca od 2017 r. chińska ustawa o służbach wywiadowczych zobowiązuje obywateli Chin do współpracy z wywiadem, jeśli zajdzie taka potrzeba. Według BfV przedmiotem zainteresowania są również niemieccy i inni zagraniczni naukowcy, którzy mogą być zachęcani do przekazywania wiedzy i technologii.
"Handelsblatt" podkreśla, że działania koncentrują się na takich dziedzinach jak technologie kwantowe, sztuczna inteligencja, biotechnologia, technika hipersoniczna oraz technologie nadzoru.
Gazeta przypomina również sprawę Instytutu Helmholtza CISPA w Saarbrücken, który – według wcześniejszych ustaleń dziennika – współpracował z chińskimi naukowcami powiązanymi z wojskiem oraz uczelniami znajdującymi się na amerykańskich listach sankcyjnych. W efekcie zawieszono dyrektora naukowego instytutu, zarządzono audyt i wstrzymano wszystkie projekty badawcze realizowane z partnerami z Chin.
Do sprawy odniosła się ambasada Chin w Niemczech, określając zarzuty jako "wyroki wydawane z góry, manipulację polityczną i próbę celowego oczerniania Chin". Z kolei prezes Instytutu Helmholtza Martin Keller poparł przeprowadzenie kontroli i podkreślił, że "wolność nauki kończy się najpóźniej tam, gdzie wykorzystanie naszych badań przez inne państwa mogłoby nam zagrozić".