Niemcy płacą za dług najwięcej od czasów kryzysu euro. "Era taniego pieniądza się skończyła"

Rentowność 30-letnich niemieckich obligacji wzrosła do 3,73 proc., najwyżej od 2011 r. Za wyprzedażą Bundów stoją nie tylko obawy o inflację i droższą energię. Berlin szykuje też rekordowe emisje długu na obronność i inwestycje.

Friedrich MerzFriedrich Merz, kanclerz Niemiec
Źródło zdjęć: © Getty Imges | Juliane Sonntag
Karolina Wysota

Sygnał z rynku obligacji

Na wzrost rentowności zwrócił uwagę Holger Zschaepitz, dziennikarz ekonomiczny "Die Welt". We wpisie na platformie X ocenił, że rynek obligacji wysyła "niepodważalny sygnał".

Epoka ultrataniego pieniądza odeszła w przeszłość - napisał, dodając, że Niemcy płacą dziś za długoterminowe pożyczki najwięcej od czasów kryzysu strefy euro.

Według Trading Economics rentowność 30-letnich Bundów sięgnęła 14 sierpnia 3,73 proc. - o 0,39 pkt proc. więcej niż rok wcześniej. To najwyższy poziom od 2011 r.

Wtedy strefa euro zmagała się z kryzysem zadłużeniowym, który najmocniej uderzył m.in. w Grecję, Portugalię i Irlandię. Niemieckie Bundy były wówczas traktowane jako bezpieczna przystań, a napływ kapitału do Niemiec z czasem obniżał ich rentowności.

Rentowność obligacji porusza się odwrotnie do ich ceny. Rośnie, gdy inwestorzy sprzedają papiery lub żądają wyższej premii za pożyczanie państwu pieniędzy na wiele lat. Niemieckie Bundy są przy tym jednym z głównych punktów odniesienia dla rynku długu w strefie euro.

Dzisiejszy poziom 30-letnich obligacji Niemiec jest więc najwyższy od od 2011 r., choć przyczyny wzrostu są dziś zupełnie inne.

Energia znów straszy inflacją

Presja na niemiecki dług narasta od miesięcy. Jednym z powodów jest szok energetyczny związany z konfliktem na Bliskim Wschodzie.

Już w maju rentowność 30-letnich Bundów dochodziła do 3,70 proc., najwyżej od 2011 r. W tym samym czasie zaczęła rosnąć presja cenowa. Ceny producentów wzrosły w kwietniu o 1,7 proc. rok do roku, po spadku o 0,2 proc. w marcu. Energia była o 2 proc. droższa niż rok wcześniej, a ceny produktów naftowych skoczyły o ponad 35 proc.

Carsten Brzeski, ekonomista ING Research, mówił wówczas o "pierwszej fali inflacji", która zaczyna się od paliw i energii, a później może przenosić się na transport, żywność i inne towary.


WIDEO
Paliwo po 10 zł za litr? Ekspert kreśli czarny scenariusz


W lipcu inflacja konsumencka w Niemczech wyniosła 2,8 proc., a niemiecki urząd statystyczny wskazał energię jako główny czynnik podbijający ceny.

Pod koniec lipca rentowność 10-letnich Bundów wzrosła w okolice 3,21 proc., najwyżej od 2011 r. - podawał Bloomberg w materiale opublikowanym przez singapurski The Edge. Inwestorzy zaczęli jednocześnie wyceniać kolejne podwyżki stóp przez Europejski Bank Centralny.

EBC podniósł stopy 11 czerwca - po raz pierwszy od 2023 r. Stopa depozytowa wzrosła do 2,25 proc. W lipcu bank zrobił pauzę, ale nie zamknął drogi do dalszych podwyżek. Christine Lagarde podkreślała, że pełny wpływ szoku energetycznego na inflację nie jest jeszcze widoczny. Część członków Rady Prezesów już wtedy rozważała kolejną podwyżkę.

Niemcy zaleją rynek nowym długiem

Inflacja to jednak tylko część problemu. Niemcy zamierzają znacznie zwiększyć zadłużenie, by finansować inwestycje w infrastrukturę i obronność.

Projekt budżetu na 2027 r. przewiduje 118,7 mld euro nowego długu w podstawowym budżecie federalnym. Do tego dochodzi 54,9 mld euro finansowania z funduszu infrastrukturalnego oraz 30 mld euro ze specjalnego funduszu Bundeswehry. Łącznie to 203,6 mld euro nowego zadłużenia w ciągu jednego roku.

Na tym się nie skończy. Z planu finansowego niemieckiego rządu wynika, że w latach 2027-2030 Berlin zamierza zaciągnąć około 838 mld euro nowego długu. Budżet Federalnego Ministerstwa Obrony ma wzrosnąć z 82,7 mld euro w 2026 r. do 109,7 mld euro w 2027 r., a w 2030 r. sięgnąć 183,7 mld euro.

Rynek będzie więc musiał wchłonąć znacznie więcej niemieckich obligacji. Większa podaż długu może oznaczać konieczność zaoferowania inwestorom wyższej rentowności.

W przeciwieństwie do skoku cen energii ten czynnik szybko nie zniknie. Wieloletni program zwiększania niemieckiego zadłużenia dopiero się rozpędza.

To nie tylko Niemcy

Wyprzedaż długoterminowych obligacji ma charakter globalny.

Pod koniec lipca rentowność brytyjskiego długu utrzymywała się powyżej 5 proc., japońskich 40-latek przekroczyła 4 proc., a amerykańskie 30-latki znajdowały się w pobliżu poziomów niewidzianych od 2007 r.

Średnia rentowność obligacji w Bloomberg Global Treasury Index wzrosła wówczas do 3,68 proc. - najwyżej od światowego kryzysu finansowego z 2008 r.

Państwa pożyczają coraz więcej, inflacja pozostaje podwyższona, a inwestorzy zakładają, że stopy procentowe mogą pozostać wysokie dłużej niż wcześniej oczekiwano. To podnosi koszt finansowania rządów na całym świecie.

Era taniego pieniądza się skończyła

Nie wiadomo, czy 3,73 proc. okaże się szczytem rentowności niemieckich 30-latek. Wiele zależy od cen energii, dalszego przebiegu konfliktu na Bliskim Wschodzie i decyzji banków centralnych.

Najbliższe posiedzenie EBC odbędzie się 9-10 września w Berlinie.

Niemcy zwiększają zadłużenie w momencie, gdy inwestorzy żądają coraz wyższej ceny za pożyczanie państwom pieniędzy na kilkadziesiąt lat.

Bundy nadal należą do najbezpieczniejszych aktywów w Europie. Nie oznacza to już jednak, że Berlin może pożyczać niemal za darmo.

Wybrane dla Ciebie