Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Niemcy nie będą czekać, aż Polska wdroży unijne prawo. Sami je wyegzekwują

Rząd niemiecki zapowiada, że od 30 lipca br. zacznie egzekwować nowe, bardziej restrykcyjne prawo wobec agencji zatrudnienia, które delegują polskich pracowników za Odrę. W Polsce tymczasem toczy się gorąca debata: przedsiębiorcy chcą odroczenia wejścia w życie nowych przepisów. Swoje poważne wątpliwości dotyczące możliwości egzekwowania unijnego prawa przedstawia też Państwowa Inspekcja Pracy.

Podziel się
Dodaj komentarz
(AXEL SCHMIDT / Reuters / Forum)
Niemcy bronią się przed dumpingiem pracowniczym. Od 30 lipca będzie tam obowiązywać wobec pracowników - cudzoziemców zasada: "ta sama płaca za tę samą pracę"

Projekt ustawy o delegowaniu pracowników za granicę od połowy czerwca br. leży w Sejmie. Polska ma czas tylko do 30 lipca na wdrożenie unijnych przepisów.

Ustawa wzbudza skrajne emocje – agencje zatrudnienia postulują o odroczenie wejścia w życie przepisów nawet o rok. Twierdzą, że nie są przygotowane z powodu koronawirusa i kryzysu do nowych obowiązków. W wywiadzie dla portalu Polski Obserwator.de dr Marcin Kiełbasa, prawnik, ekspert Inicjatywy Mobilności Pracy przekonuje, że polskich przedsiębiorców delegujących pracowników za granicę czeka mitręga administracyjno-prawna. Muszą wiedzieć co wchodzi w skład wynagrodzenia pracownika, bo oprócz minimalnych stawek płac mogą to być również elementy charakterystyczne dla danego państwa przyjmującego.

Również Państwowa Inspekcja pracy przysłała do Sejmu swoją opinię. Wynika z niej, że nie dysponuje ani wystarczającą kadrą, ani środkami i narzędziami, by skutecznie egzekwować nowe przepisy o delegowaniu. Prosi rząd m.in o dodatkowe pieniądze i etaty.

Zobacz też: Bezrobocie w Polsce. Ile osób naprawdę straciło pracę?

Nie będzie taryfy ulgowej
Tymczasem Federalne Ministerstwo Pracy i Spraw Socjalnych w Niemczech stawia sprawę jasno: bez względu na to, kiedy Polska wdroży dyrektywę, lub czy się spóźni, oni – jako państwo przyjmujące – i tak będą z całą surowością egzekwowali swoje przepisy w tym zakresie. Pismo przysłane do redakcji money.pl nie pozostawia wątpliwości. Nowe prawo zacznie obowiązywać w Niemczech od 30 lipca bez żadnej taryfy ulgowej dla nikogo.

"Ochrona pracowników jest jednym z głównych zadań i ważnym problemem dla niemieckiego Federalnego Ministerstwa Pracy i Spraw Socjalnych. W tym tygodniu niemiecki ustawodawca zadbał o to, by prawa pracowników były dalej wzmacniane przez wdrożenie zmienionej dyrektywy o delegowaniu pracowników. Dotyczy to wszystkich obywateli UE pracujących w Niemczech: jednakowe wynagrodzenie za taką samą pracę w tym samym miejscu” – napisała do money.pl Parissa Chagheri, rzeczniczka Federalnego Ministerstwa Pracy i Spraw Socjalnych w Berlinie.

Również Maria Aniol z centrali największych niemieckich związków zawodowych DGB potwierdza informacje urzędników ministerstwa. "W Niemczech nie będzie nikogo obchodzić, kto co wdrożył lub czego nie wdrożył. Według nowych przepisów pracownikom oddelegowanym do pracy do Niemiec będzie przysługiwać już nie tylko płaca minimalna lub płaca minimalna branżowa obowiązująca w Niemczech, ale wynagrodzenia taryfowe w myśl maksymy: "ta sama płaca za tę samą pracę". Oznacza to, że polski pracodawca będzie musiał zapłacić swoim oddelegowanym fachowcom stawkę fachowca, a nie tylko minimalną branżową” - pisze do money.pl.

Od tej reguły jest tylko jeden wyjątek. W sytuacji, kiedy okres delegowania nie przekracza 8 dni, pracownik delegowany, pod pewnymi warunkami, może podlegać tylko polskiemu prawu pracy.

Niemiecka praca i płaca
Co oznaczają dla agencji pracy nowe niemieckie przepisy? Przede wszystkim dużo wyższe stawki za pracę.
Jak informuje Parissa Chagheri, Niemiecka Komisja ds. Płacy Minimalnej właśnie zapowiedziała nowe stawki bazowe – czyli odpowiednik naszej stawki minimalnej. I tak, od stycznia 2021 r. będzie ona wynosić w całych Niemczech 9,50 euro za godzinę, od lipca przyszłego roku – 9,60 euro za godzinę. W styczniu 2022 r. płace minimalne wzrosną do – 9,82 euro/godz., a następnie, po pół roku, do 10,45 euro za godzinę. Aktualna stawka minimalna to 9,35 euro/godz.

Jednak stawkę minimalną agencja lub pracodawca delegujący pracownika do Niemiec będzie mógł zastosować wyłącznie jeśli w danym sektorze lub zawodzie, w którym będzie pracował oddelegowany pracownik, nie ma podpisanego zbiorowego układu pracy.

A takich branż, gdzie związki zawodowe nie wynegocjowały jeszcze swoich stawek, jest w Niemczech bardzo niewiele. Przykładem może być ubój i przetwórstwo mięsa czy gospodarka odpadami i sprzątanie ulic.

W pozostałych sektorach przedsiębiorcy będą musieli zapewnić pracownikowi identyczne warunki płacowe obowiązujące na tych samych stanowiskach w danej branży. I tak w budownictwie najniższe stawki dla pracownika niewykwalifikowanego wynoszą obecnie 12,20 euro za godzinę, a dla robotnika wykwalifikowanego – 15,05 euro/godz. Jak informują niemieckie związki zawodowe – stawki są właśnie negocjowane w kierunku ich podniesienia.

W przypadku opiekunek jest to 11,35 euro za godzinę na pełny etat (160 godzin w miesiącu) co daje 1,816 euro miesięcznie.

Pracodawca delegujący pracowników do Niemiec będzie musiał także zadbać o pewne standardy ich zakwaterowania oraz pokryć koszty kwatery, wyżywienia i zapłacić im za dojazdy do pracy. Koszty delegacji i diet nie mogą być już wliczane do stawki godzinowej czy miesięcznej, jak robiły to do tej pory agencje. To będą pieniądze ekstra.

Poza płacą pracodawcy będą musieli też udzielić pracownikom delegowanym pełnopłatnego urlopu. I tu ciekawostka. W Niemczech pracownikom generalnie przysługuje albo 20 dni (kiedy pracują 5 dni w tygodniu), albo 24 dni (jeśli praca jest 6-dniowa). Tymczasem w Polsce pracownik z 10-letnim stażem ma prawo już do 26 dni. Zatem zastosowanie będą miały przepisy korzystniejsze dla niego.

Co ważne, niemiecki system prawny przewiduje dwa świadczenia, które w Polsce nie występują: dodatek urlopowy (Urlaubsgeld) oraz kasy urlopowe (Urlaubskasse). Dodatek urlopowy to dodatkowe pieniądze, które wypłaca się jeszcze przed rozpoczęciem urlopu. Nie należy mylić ich z wynagrodzeniem urlopowym (Urlaubsentgelt), należnym pracownikowi już w czasie urlopu.

Chronimy nasz rynek pracy
Rząd niemiecki będzie chronić swój rynek pracy przed napływową tanią siłą roboczą. Ostatnie dane na temat bezrobocia wywołanego koronawirusem są tam niepokojące. Pod koniec czerwca bezrobocie za Odrą wynosiło już 6,2 proc. Bez pracy pozostawało więc 2,85 mln ludzi. To aż o 637 tys. więcej, niż w analogicznym okresie 2019 r. Do tego aż 6,83 mln Niemców pracuje w ograniczonym wymiarze czasu pracy – to najgorszy wynik w całej powojennej historii kraju.

Tymczasem Polska jest europejskim liderem jeśli chodzi o eksport siły roboczej. Z naszego kraju pochodzi co trzeci pracownik zatrudniony w innym kraju, niż ojczysty.

Polscy pośrednicy, którzy będą próbowali obchodzić niemieckie przepisy, mogą spodziewać się kontroli i potężnych kar finansowych. Za niezgłoszenie albo niewłaściwe zgłoszenie pracownika delegowanego do niemieckiego urzędu celnego grozi pracodawcy kara pieniężna w wysokości do 300 tys. euro. Niektóre naruszenia czy zaniedbania w zakresie delegowania stanowią tam przestępstwo kryminalne.

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
02-07-2020

leonek_kingzawsze podoba mi się wiadomość o tym, że Polska jest jeszcze nie przygotowana i prosi o przedłużenie wprowadzenia danej ustawy. nasi pracownicy … Czytaj całość

02-07-2020

Góralw końcu utrze nosa tym kombinatorom którzy wykorzystują swoich rodaków

03-07-2020

HelaWstyd Polski. Żeby Niemcy bardziej dbali o polskich pracowników i ich prawa. Wstyd!!!

Rozwiń komentarze (646)