Notowania

mandaty
05-02-2019 (12:46)

Polacy unikają mandatów jak mogą. Długi rosną, państwo reaguje

116 mln zł powinno trafić do budżetu państwa. To zaległości z tytułu niezapłaconych mandatów, które Polacy ignorują, mając nadzieję, że się przedawnią. Ministerstwo Finansów szykuje na nich bat.

Podziel się
Dodaj komentarz
(East News)
Z powodu strajku policjantów wpływy z budżetu były w 2018 r. mniejsze o prawie 4 mln zł niż pierwotnie planowano (Fot: Piotr Jedzura/REPORTER)

Na początek garść statystyk. W 2018 r. różne służby "wlepiły" 3 267 638 mandatów karnych na łączną kwotę 512 683 870,80 zł. To spadek w stosunku do 2017 r., kiedy to było 5 634 247 takich kar o wartości 786 068 864,20 zł. To nie tylko mandaty za zbyt szybką jazdę, ale wystawione również przez Żandarmerię Wojskową, Straż Graniczną, Lasy Państwowe, nadzór budowlany, urzędy morskie czy urzędy żeglugi śródlądowej.

Pouczenia nie przekładają się na wpływy do budżetu

Czy mniejsza liczba mandatów jest wynikiem tego, że Polacy coraz bardziej stosują się do nakazów i zakazów? Niekoniecznie. W znacznym stopniu wpłynęła na to akcja protestacyjna policjantów, którzy zamiast wystawiać mandaty, za drobne wykroczenia udzielali pouczenia.

Rafał Jankowski, przewodniczący Zarządu Głównego NSZZ Policjantów przyznał w rozmowie z MondayNews, że wprawdzie od lipca do jesieni policjanci wyjmowali bloczek mandatowy znacznie rzadziej niż zwykle, ale paradoksalnie, nie przyczyniło się to do wzrostu liczby wypadków.

Zobacz: Rzecznik MŚP krytykuje pomysł resortu sprawiedliwości. "Nie widzę sensu dodatkowych sankcji"

- To potwierdza tylko słuszność naszej opinii na temat karania mandatami. Oczywiście dla tzw. recydywistów i wariatów drogowych nie może być mowy o pobłażaniu. Natomiast dla tych, którym zdarzyło się po raz pierwszy niewielkie wykroczenie, pouczenie powinno być jak najbardziej wystarczającym środkiem wychowawczym – zapewnił.

Okazało się, że choć kierowcy wiedzieli, że drobne wykroczenia w trakcie wakacji nie spowodują uszczerbku w domowych finansach, to i tak nie szarżowali na drogach. Zeszłoroczne wakacje okazały się wyjątkowo bezpieczne: wypadków było o 10 proc. mniej, o 12,7 proc. spadła liczba rannych i o 4,2 proc. mniej było ofiar śmiertelnych.

– Niestety spotykamy się z tym, że przełożeni wymuszają często nakładanie mandatów dla poprawy tzw. statystyki. To, naszym zdaniem, nie ma większego sensu. Policja jest od tego, żeby pomagać i chronić, a nie tylko represjonować – stwierdza przewodniczący Zarządu Głównego NSZZ Policjantów.

Zaległości większe niż wpłaty

Polacy mandatów dostają mniej, ale nie chcą ich płacić. W 2017 roku z tytułu mandatów (nie tylko karnych) przekazano do budżetu państwa 533 870 479,37 zł, a pozostałe zaległości również za lata poprzednie to wartość – 640 648 036,12 zł.

- W ubiegłym roku były to kwoty wynoszące odpowiednio 397 713 585,68 zł oraz 757 002 440,45 zł – wylicza Ewa Szkodzińska, naczelnik wydziału komunikacji Krajowej Administracji Skarbowej.

Dlaczego tak wielu Polaków unika płacenia? Analityk Piotr Kuczyński uważa, że wielu ukaranych stara się odwlekać termin płatności, żeby ostatecznie uniknąć kary. Według eksperta, nie jest to postawa obywatelska, ale z czasem ludzie zmienią swoje podejście. Muszą tylko zrozumieć, że mandaty to nie jest wyrywanie im pieniędzy z kieszeni, tylko konsekwencja konkretnego zachowania. Pieniądze zostaną dobrze zainwestowane, o ile nie zostaną przeznaczone na premie dla urzędników.

36 miesięcy na ściągnięcie mandatu

Kara grzywny nałożona za wykroczenia w drodze mandatu karnego ulega przedawnieniu. Oznacza to, że po upływie określonego przepisami czasu nie można przymusowo egzekwować należnej grzywny.

– Kodeks wykroczeń mówi, że orzeczona kara lub środek karny nie podlega wykonaniu, jeżeli od daty uprawomocnienia się rozstrzygnięcia upłynęły 3 lata. Stąd sprawy o zaległe należności mandatowe mogą być prowadzone przez okres 36 miesięcy od dnia nałożenia mandatu – wyjaśnia Ewa Szkodzińska.

Termin przedawnienia zaczyna biec z chwilą pokwitowania jego otrzymania. Jeśli kierowca nie zapłaci w terminie 7 dni, organem właściwym do prowadzenia egzekucji jest Naczelnik Urzędu Skarbowego właściwy dla miejsca zamieszkania osoby ukaranej mandatem. Po 3 latach od uprawomocnienia się mandatu postępowanie egzekucyjne powinno być umorzone.

Jak wygląda egzekucja "krok po kroku"?

– Wierzyciel ma prawo uruchomić sformalizowane czynności, polegające na przesłaniu upomnienia, a następnie na wystawieniu tytułu wykonawczego i skierowaniu go do egzekucji. Wcześniej może również podjąć działania zmierzające do dobrowolnej spłaty zobowiązania. Ich celem jest szybkie, bezkosztowe, także po stronie zobowiązanego, uregulowanie należności pieniężnych. Z posiadanych informacji wynika, że w 2017 roku podjęto ponad 2,1 mln, a w 2018 roku – 2,4 mln tego typu działań – wyjaśnia naczelnik wydziału komunikacji KAS.

Wysokość "wyhodowanych" przez Polaków zaległości jest dowodem na to, że zbyt łatwo uniknąć płacenia manatów. Urzędnicy Ministerstwa Finansów pracują nad projektem zmiany przepisów ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji. Zakłada on wprowadzenie reformy systemu kosztów egzekucyjnych, a także uproszczenie i usprawnienie całego postępowania. Szczegóły nowego są ustalane.

Jeśli to się uda, ściągalność mandatów ma się znacząco zwiększyć.

Polskie mandaty jednymi z najniższych w Europie

Co ciekawe, wystawiane w Polsce kary należą do najniższych w Europie. Przeanalizował to pod koniec 2017 r. Instytut Wymiaru Sprawiedliwości.

Czego dowiadujemy się z raportu? Przykładowo, w państwach skandynawskich za niektóre wykroczenia nie ma górnej granicy grzywny dla kierowców, podczas gdy w Polsce to 500 zł mandatu albo 5 tys. zł grzywny.

W Norwegii policja może nałożyć mandat proporcjonalny do zarobków pirata drogowego. Kiedy więc Katharina G. Andresen, której majątek szacowany jest na 1,23 miliarda dolarów, została złapana na jeździe po alkoholu, zapłaciła rekordowo wysoki mandat w kwocie 250 tys. koron, co w przeliczeniu daje 110 tys. zł.

Nie tylko kierowcy muszą się liczyć z wysokim uszczupleniem domowego budżetu. W Szwecji przejście na czerwonym może się wiązać z mandatem w wysokości 3 tys. koron szwedzkich (1,5 tys. zł).

Czy wyższe mandaty poprawiłyby bezpieczeństwo na polskich drogach? Eksperci nie są co do tego przekonani. Andrzej Nowakowski z Polskiego Towarzystwa Kierowców uważa, że karanie osób stwarzających zagrożenie na drogach jest dobrym kierunkiem pod jednym warunkiem. Wszystkie wpływy z mandatów, co do złotówki, powinny być przeznaczane wyłącznie na konkretne projekty związane z bezpieczeństwem.

Zdaniem eksperta, takie rozwiązanie jest uczciwe i ma sens. W każdej innej sytuacji, karanie służy drenowaniu kieszeni kierowców i łataniu dziury budżetowej.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Tagi: mandaty, policja, wpływy do budżetu, gospodarka, wiadomości
Źródło:
MondayNews
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
05-02-2019

RRJAKI MĄDRY ARTYKUŁ --szkoda ze ie piszecie ZE POLSKIE PENSJE I EMERYTURY SĄ NAJNIŻSZE W EUROPIE ?

05-02-2019

PodatnikRozumiem, że gdyby obywatele stali się "cacy" to zabrakło by na wsad do koryta ?! Warto by spróbować!.....Ale jaja !

05-02-2019

polakjakos pod telewizją nie wystawiali mandatów ciekawi mie dlaczego przecierz ublizali im naruszali praworządność i nic co to za policja

Rozwiń komentarze (177)