Politycy, nie wstydźcie się mówić o nagrodach [OPINIA]

Nie ma nic złego w tym, że pracujący dla Polski urzędnicy otrzymują nagrody finansowe za dobrą pracę. Niedopuszczalne jednak jest, by podejmujący decyzje politycy długimi tygodniami unikali odpowiedzi na pytania, na które - zgodnie z prawem - mają obowiązek odpowiedzieć - pisze dla money.pl Patryk Słowik.

Donald TuskOd nowych rządzących mamy prawo oczekiwać lepszego zachowania
Źródło zdjęć: © Flickr | KPRM, Krystian Maj
Patryk Słowik

Money.pl, piórem Łukasza Kijka, właśnie poinformował, że w pierwszych dniach urzędowania minister finansów Andrzej Domański przyznał nagrody w wysokości niemal 3,9 mln zł.

I zanim ktokolwiek zapała oburzeniem, to pragnę ten żar ostudzić: nie ma w tym nic złego.

Jednocześnie jednak po reakcjach samego Ministerstwa Finansów można odnieść wrażenie, że politycy czegoś, zupełnie bez powodu, się wstydzą.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Miliarder zdradza "wielką ściemę" w handlu częściami samochodowymi Maciej Oleksowicz Inter Cars #19

Długa droga

Ustalmy fakty, zanim przejdziemy do opinii.

Andrzej Domański do resortu finansów wszedł 13 grudnia 2023 r.

Między 13 grudnia a 26 grudnia 2023 r. podjął decyzję o wypłacie nagród na kwotę 3,87 mln zł brutto.

Jeszcze w grudniu redakcja money.pl zapytała resort finansów o tę kwestię.

24 stycznia, po miesiącu, przyszła zdawkowa odpowiedź, że "nagrody zostały przyznane członkom korpusu służby cywilnej, a także osobom zajmującym stanowiska pomocnicze, robotnicze, obsługi lub wewnętrznej służby ochrony oraz funkcjonariuszom".

Redakcja money.pl postanowiła dopytywać.

Po kolejnym miesiącu, 23 lutego 2024 r., ministerstwo odmówiło wskazania, kto dostał nagrody i jakie było uzasadnienie. Podkreślono natomiast, że wśród beneficjentów nie ma nikogo z kierownictwa resortu.

Po kolejnych próbach dociekań udało się w końcu ustalić, że nagrody zostały wypłacone 1203 osobom "w związku z dodatkowymi zadaniami dla pracowników oraz w ramach środków UE (projekt e-Urząd Skarbowy)". Średnia kwota nagrody wyniosła 2926,61 zł, zaś najwyższa nagroda wynosiła 10 tys. zł brutto.

Bzdury o Bizancjum

Podkreślmy wyraźnie: nie ma nic złego w podjęciu decyzji o przyznaniu nagród ciężko pracującym ludziom. Pracownicy szeroko pojętej administracji publicznej są z reguły wynagradzani poniżej swoich kompetencji, a nie powyżej. Zasługują na więcej.

Absurdem jest, że różnego typu dodatkami i nagrodami trzeba łatać "gołą" pensję, ale ten absurd występuje od lat. Trzeba by być skrajnie nieuczciwym, by oczekiwać od ministra finansów, który dopiero co objął stery w resorcie, że to w chwilę zmieni.

Gdy niekiedy widzę ataki na "nierobów" ze służby cywilnej, to odnoszę wrażenie, że autorzy tych tez posługują się najsłabszej jakości kalkami myślowymi sprzed dziesięcioleci.

Gdy widzę, że media szczują na osoby podejmujące decyzje o przyznawaniu nagród urzędnikom, robi mi się przykro - bo jestem dziennikarzem i mam wrażenie, że niewiele łączy mnie z koleżankami i kolegami po fachu, którzy gardłują o końcu Bizancjum tylko z tego względu, że jakiś specjalista w urzędzie bez trudu kupi dzieciakowi kurtkę na zimę.

Dla jasności: mówię o nagrodach dla "zwykłych" pracowników, a nie dla kierownictwa różnego typu ministerstw, urzędów i instytutów, którzy to członkowie kierownictwa zazwyczaj radzą sobie finansowo nie najgorzej.

"Nie działały prośby, nie działały groźby"

Trudno jednak nie dostrzec, że nowa władza w niektórych patologiach wchodzi w buty swoich poprzedników. Nie osiągnęła jeszcze tego poziomu pychy, ale warto przestrzegać zawczasu.

Przez wiele lat wielkie trudności sprawiało uzyskiwanie informacji publicznej od organów państwa.

Nie działały prośby, nie działały groźby, ba - nic nie dawały nawet wygrane sprawy sądowe, bo jeśli tylko żądana informacja była niewygodna dla władzy, ta jej nie przekazywała pomimo nałożonego na nią nie tylko przez ustawodawcę, lecz także wielokrotnie przez sąd obowiązku.

Od nowych rządzących mamy prawo oczekiwać lepszego zachowania - skoro bowiem mówili, że chcą być inni, lepsi, niech będą w rzeczywistości.

Od kilkunastu tygodni zaś widać, że niektóre organy państwa, już po zmianie zarządzających, albo nie przekazują informacji publicznej na żądanie w ogóle, albo ją "sączą".

Ministerstwo Finansów, w opisywanej przez money.pl sprawie, właśnie postanowiło informację publiczną "sączyć". Efekt jest taki, że o sprawie z grudnia odpowiedzialnie, ze znajomością wszelkich okoliczności, można napisać dopiero pod koniec lutego. Resort finansów, któremu powinno zależeć na uczciwym przekazie medialnym, paradoksalnie zachęca więc do tego, by korzystać z wiedzy czerpanej z kuluarów niżeli oficjalnych odpowiedzi, skoro te nadchodzą po wielu tygodniach, a i tak trzeba o wiele kwestii dopytywać po parę razy.

Uczciwa relacja

Rządzący - kto by nie był akurat u władzy - lubią przekonywać wyborców, że z tą informacją publiczną to same kłopoty, że politycy nie są od spełniania zachcianek pismaków, że lepiej zająć się rządzeniem, niżeli odpowiadaniem na durne pytania.

Jest to tworzenie wygodnej dla polityków narracji, tyle że fałszywej.

Po pierwsze: żyjemy w określonym stanie prawnym. Skoro więc ustawodawca określił zasady udostępniania informacji publicznej, organy państwa są od tego, by wymóg ten realizować, a nie utyskiwać na swój ciężki los. Nie może być zgody na łamanie prawa. I na tym tak naprawdę można by poprzestać.

Po drugie: zadawanie pytań przez dziennikarzy, choćby w czyjejś ocenie najgłupszych, świadczy raczej o rzetelności niż o jej braku. Przykładowo money.pl chciał rzetelnie poinformować, komu minister finansów przyznał nagrody i za co, a nie uderzyć Czytelników po oczach sensacyjnym nagłówkiem, że "Domański wydaje miliony na nagrody; zobacz, ile wziął!". Byłoby to bowiem nieuczciwe i wobec ministra finansów, i - co nawet istotniejsze - wobec Czytelników.

Po trzecie: mało kto kwestionuje, że rządzący mają wiele pracy, ale struktura urzędów musi być skonstruowana tak, ażeby starczało sił, czasu i środków, by możliwie sprawnie udzielać wyczerpujących odpowiedzi na pytania mediów.

Nie chodzi tu bowiem tylko o dziennikarską prywatę (choć oczywiste jest, że większość dziennikarzy chce podać informacje jako ten pierwszy, mający "newsa"), lecz o poczucie, że trzeba postępować przyzwoicie, bo w każdej chwili wredny pismak może o coś zapytać. A wtedy będzie trzeba odpowiedzieć.

Będzie trzeba, o ile wszyscy będziemy zgodni, że standardów należy przestrzegać.

Patryk Słowik, dziennikarz Wirtualnej Polski

Źródło artykułu: money.pl
Wybrane dla Ciebie
Armia zajęła największe pole naftowe w Syrii. Strategiczne punkty
Armia zajęła największe pole naftowe w Syrii. Strategiczne punkty
Wzrost płacy minimalnej w Niemczech. Fala podwyżek
Wzrost płacy minimalnej w Niemczech. Fala podwyżek
Zakusy Trumpa na Grenlandię. Europa stawia na determinację
Zakusy Trumpa na Grenlandię. Europa stawia na determinację
Polskie przedsiębiorstwa "nie potrafią samodzielnie zbudować pociągów szybszych niż 200 km/h"
Polskie przedsiębiorstwa "nie potrafią samodzielnie zbudować pociągów szybszych niż 200 km/h"
Cła na pomagających Grenlandii. Kallas: Chiny i Rosja muszą się świetnie bawić
Cła na pomagających Grenlandii. Kallas: Chiny i Rosja muszą się świetnie bawić
Trump zamierza kupczyć miejscami w Radzie Pokoju. Po 1 mld dol za członkostwo
Trump zamierza kupczyć miejscami w Radzie Pokoju. Po 1 mld dol za członkostwo
Umowa z Mercosuru. Dla nich to korzystny układ
Umowa z Mercosuru. Dla nich to korzystny układ
Umowa UE z Mercosurem podpisana. Polski minister: to nie koniec walki
Umowa UE z Mercosurem podpisana. Polski minister: to nie koniec walki
"Najlepsza praca na świecie". Przez 60 lat był dyrektorem
"Najlepsza praca na świecie". Przez 60 lat był dyrektorem
Trump grozi cłami ośmiu europejskim państwom. Za postawę wobec Grenlandii
Trump grozi cłami ośmiu europejskim państwom. Za postawę wobec Grenlandii
Awantura wokół Jantar Unity. Rząd reaguje na krytykę
Awantura wokół Jantar Unity. Rząd reaguje na krytykę
"Jasny sygnał dla świata". Umowa UE z Mercosurem podpisana
"Jasny sygnał dla świata". Umowa UE z Mercosurem podpisana