Maja Chwalińska zarobiła już fortunę. Fiskus zabierze niemal połowę

Maja Chwalińska kontynuuje znakomity występ na kortach Roland Garros. Awans do półfinału oznacza nie tylko sportowy sukces, ale także ogromną nagrodę finansową. Polka ma już zagwarantowane 750 tys. euro premii, choć znaczną część nagrody pochłonie francuski fiskus. Stawka w walce o finał jest jeszcze wyższa.

Maja Chwalińska kontynuuje znakomity występ na kortach Roland GarrosMaja Chwalińska kontynuuje znakomity występ na kortach Roland Garros
Źródło zdjęć: © GETTY | Tim Clayton
Magda Żugier

Maja Chwalińska kontynuuje fantastyczną passę na kortach Rolanda Garrosa. Polska kwalifikantka pokonała Annę Kalinską 7:6(3), 6:3 i awansowała do półfinału wielkoszlemowego turnieju w Paryżu. Tym samym polska tenisistka zagwarantowała sobie premię w wysokości 750 tys. euro brutto. Jeszcze przed ćwierćfinałem Polka miała zagwarantowane 470 tys. euro. Zwycięstwo w kolejnym meczu sprawiło jednak, że jej premia wzrosła o kolejne 280 tys. euro. Przy obecnym kursie oznacza to równowartość ponad 3,2 mln zł.

Warto jednak pamiętać, że we Francji obowiązują wysokie podatki od tego typu dochodów. Według szacunków około 45 proc. nagrody może trafić do fiskusa. Zgodnie z takim poziom opodatkowania, od gwarantowanej nagrody wynoszącej 750 tys. euro Chwalińska będzie musiała oddać około 337,5 tys. euro. Oznaczałoby to, że po opodatkowaniu do dyspozycji zostałoby jej około 412,5 tys. euro. W przeliczeniu na złote daje to blisko 1,8 mln zł.

Wojanek pod lupą UOKiK. "Bardzo mocno przyglądamy się temu, co się dzieje na rynku"

Awans do półfinału nie kończy walki o rekordowe zarobki. Jeśli Polka wygra kolejny mecz, zapewni sobie co najmniej 1,4 mln euro za występ w finale. Największa nagroda czeka na triumfatorkę turnieju. Zwyciężczyni Roland Garros otrzyma 2,8 mln euro brutto.

Przy 45 proc. podatku, francuski fiskus mógłby w takim przypadku otrzymać około 1,26 mln euro, a zawodniczce zostałoby około 1,54 mln euro.

Gwiazdy tenisa chcą większego udziału w zyskach

Jak z kolei przypomina supersport.se.pl, czołowi zawodnicy ATP i WTA od miesięcy domagają się zmian. Ich zdaniem udział tenisistów w przychodach generowanych przez turnieje wielkoszlemowe jest zbyt niski.

Największe gwiazdy, w tym Aryna Sabalenka, otwarcie mówiły o możliwości protestu. W akcję zaangażowała się także Iga Świątek, która poparła postulaty zawodników dotyczące wyższych nagród i większego wpływu na funkcjonowanie światowego tenisa.

Tenisiści wskazują, że obecnie do zawodników trafia około 15 proc. przychodów generowanych przez cztery turnieje Wielkiego Szlema. Domagają się zwiększenia tego udziału do co najmniej 22 proc. oraz dodatkowych świadczeń socjalnych.

Symbolem protestu ma być skracanie konferencji prasowych i wywiadów do 15 minut. Ma to nawiązywać właśnie do 15-procentowego udziału zawodników w przychodach z turniejów.

Wybrane dla Ciebie