"Czeka nas rekordowa zima"? Niestety, zapłacimy za to wszyscy [OPINIA]

Coraz częściej spotykamy informacje o tym, że czeka nas rekordowa zima. Niestety, rekordy te mają dotyczyć cen, jakie będziemy płacić za ogrzewanie – ostrzega Dawid Czopek, zarządzający Polaris FIZ, ekspert rynku paliw, w opinii dla money.pl.

Ogrzewanie tej zimy będzie drogie. Nawet, gdy nie korzystamy z gazuOgrzewanie tej zimy będzie drogie. Nawet, gdy nie korzystamy z gazu
Źródło zdjęć: © AI, archiwum prywatne | Dawid Czopek • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI
Dawid Czopek

Argumentację o tym, jak dużo będziemy płacić za rachunki, bardzo chętnie podnoszą politycy opozycji; taka ich rola. Pytanie, ile jest prawdy w ich słowach. Zacznijmy od początku. Dlaczego ta zima ma być rekordowa? Wszystkiemu winne są ceny gazu.

Cieśnina Ormuz i dostawy gazu z Kataru

Po wybuchu wojny w Zatoce Perskiej i blokadzie Cieśniny Ormuz z rynku w praktyce wyeliminowane zostały dostawy gazu z Kataru. Katar to, obok USA i Australii, jeden z największych dostawców gazu skroplonego na świecie. Żeby rozwiać wątpliwości: gaz skroplony (LNG) to nic innego jak zwykły gaz ziemny, którego używamy w naszych kuchenkach, tyle że schłodzony do postaci ciekłej, dzięki czemu opłaca się go przewozić na drugi koniec świata.

Wyeliminowanie tak ważnego dostawcy spowodowało braki na rynku, które są o tyle bolesne, że poprzednia zima, surowa jak na ostatnie lata, dość mocno ograniczyła poziom zapasów gazu w magazynach.


WIDEO
Stworzył polskiego giganta, nie pokazuje twarzy. "Jestem jak jeden z wielu"

Sezonowość na rynku gazu

Gaz jest paliwem bardzo sezonowym. Jego dostawcy starają się wyrównać tę sezonowość poprzez zatłaczanie gazu do magazynów w okresie od kwietnia do września oraz ich opróżnianie w okresie jesienno-zimowym. W ten sposób dostawy np. z Kataru mogą być w miarę równomierne, a już na poziomie krajowego operatora odbywa się dystrybucja gazu w zależności od zapotrzebowania.

Blokada cieśniny Ormuz nastąpiła w okresie, gdy szczyt zapotrzebowania był już za nami, a wojna miała potrwać maksymalnie kilka tygodni, co pozwoliłoby uzupełnić magazyny przed zimą. Tyle że kolejne tygodnie mijały, zima zaczęła się zbliżać, a blokada cieśniny trwała. Puste magazyny i brak perspektyw na nowe dostawy zaczęły windować ceny do poziomów niewidzianych od 2022 r., choć jeszcze wiosną można było uzupełnić zapasy po podwyższonych, ale wciąż racjonalnych cenach.

Piszę o tym wszystkim, ponieważ gaz ma fundamentalne znaczenie dla naszych rachunków w zimie. Nawet jeżeli nie ogrzewamy mieszkania gazem, to drogi albo niedostępny gaz powoduje chęć poszukiwania alternatyw, którymi mogą być węgiel, pellet czy nawet drewno do kominka.

Jak zwykle w ekonomii: skoro jest większy popyt, a nie da się szybko zwiększyć dostaw jakiegoś towaru, jego cena rośnie. Nie inaczej stało się teraz. Dodatkowo cena gazu na kilku rynkach europejskich wyznacza cenę energii elektrycznej. Dzieje się tak, ponieważ, aby zrównoważyć popyt z podażą, cenę ustala najdroższy (krańcowy) dostawca, a zwykle krańcowym dostawcą jest właśnie elektrownia gazowa.

Cena gazu na europejskich rynkach wzrosła z około 30 euro za MWh rok temu do ponad 100 euro obecnie. Niektórzy mogą powiedzieć, że i tak jest lepiej niż w 2022 r., gdy cena na chwilę zbliżyła się do 300 euro.

Mamy więc wysokie ceny praktycznie wszystkiego, co ma bliższy lub dalszy związek z gazem. Nie rekordowe, bo w 2022 r. było drożej, ale dobrze nie jest.

Jak to przełoży się na nasze rachunki?

Większość z nas kupuje gaz, prąd i ciepło po cenach regulowanych. Mówimy o odbiorcach indywidualnych, bo firmy nie mają takiego szczęścia.

Na gaz obowiązuje taryfa do końca roku. Wynosi ona obecnie 197,29 zł za MWh, czyli w przeliczeniu na euro ok. 45 euro. Biorąc pod uwagę ceny giełdowe, jest atrakcyjnie. Swoją drogą, rok temu, gdy cena gazu na europejskim rynku wynosiła ok. 30 euro, taryfa była na zbliżonym poziomie i jakoś nikt nie mówił o drożyźnie.

Taryfa obowiązuje do końca roku, zatem czy jest ryzyko, że wzrośnie? Od razu powiem, że teoretycznie tak, choć w praktyce myślę, że bardzo niewiele lub wcale.

Parę słów na temat tego, jak wyznaczana jest ta taryfa. Dostawca, w tym przypadku spółka zajmująca się obrotem gazem, na podstawie cen zakupu na rynku wnioskuje do regulatora o taryfę, która pokryje wszystkie koszty, przede wszystkim zakupu, oraz pozwoli na niewielki zysk.

Zakup gazu odbywa się na rynku. Zwykle nie jest to jeden konkretny moment, ale proces trwający kilka miesięcy, pozwalający na zabezpieczenie ceny paliwa na okres taryfowy.

Rola Orlenu. "Chciało się mieć czempiona"

W praktyce spółka obrotu Orlenu, który posiada około 90 proc. rynku, kupuje gaz od innej spółki Orlenu, która zajmuje się wydobyciem gazu lub jego importem, i przedstawia koszty regulatorowi. Chciało się mieć czempiona.

W praktyce nie jest tak źle, jak wygląda to na pierwszy rzut oka. Orlen musi zachować rynkowe warunki, więc sprzedaje gaz poprzez giełdę, gdzie ceny są zbliżone do tego, co dzieje się w Europie.

Patrząc na obecne ceny, można założyć, że wniosek taryfowy składany do regulatora nie będzie zakładał ani 30 euro, czyli ceny sprzed roku, ani obecnej ceny zbliżonej do 100 euro, ale coś pośrodku, czyli średnią cenę zakupu, jaką zabezpieczyła sobie spółka obrotu. Od razu mówię, że nie znam tych cen, ponieważ stanowią one tajemnicę firmy, ale coś muszę przyjąć.

Przyjmując cenę 65 euro, taryfa na gaz musiałaby wzrosnąć z obecnego poziomu (197,29 zł za MWh) do ok. 286 zł. Sporo, choć nie oznacza to, że nasze rachunki wzrosłyby o połowę, bo podobnie jak w przypadku prądu zawierają one jeszcze inne opłaty, przede wszystkim dystrybucyjne. Mimo to byłoby dużo drożej.

Co zatem może zrobić regulator? Teoretycznie musi zaakceptować przedstawione koszty, bo nie można zakwestionować ich zasadności – gaz na rynku istotnie podrożał.

Zatem taryfa musi wzrosnąć, ale jest pewien ratunek, zawsze można przecież wprowadzić "tarczę". Na czym miałaby ona polegać? Otóż rząd może ograniczyć ceny dla gospodarstw domowych, dopłacając spółce obrotu różnicę pomiędzy ceną taryfową a ceną płaconą przez gospodarstwa.

Oczywiście jest to kosztowne rozwiązanie, które można sfinansować podatkiem od nadzwyczajnych zysków. Podatek zapłaci Orlen, który ma w kraju własne wydobycie, zbliżone do tego, ile zużywają konsumenci objęci taryfą. Koszty wydobycia nie wzrosły, zatem Orlen, sprzedając gaz po obecnej cenie rynkowej, ma nadzwyczajny zysk. Czyli w praktyce jedna spółka Orlenu wyrówna koszty innej spółce Orlenu. Jak już wspominałem – czempion.

Podobne mechanizmy mogą mieć miejsce w przypadku innych taryfowanych nośników energii – mam tu na myśli przede wszystkim ciepło i energię elektryczną.

Oczywiście mechanizm ten nie będzie dotyczył osób, które kupują np. węgiel na wolnym rynku, choć i tutaj teoretycznie można pomyśleć o dopłatach.

Zbliżają się wybory

Podsumowując: zobaczymy, jak zachowa się regulator, a przede wszystkim rząd.

Mam nieodparte wrażenie, że na kilka miesięcy przed wyborami rząd nie zmusi nas do wyboru, czy marznąć, czy płacić horrendalne rachunki.

Za rok sytuacja może wyglądać już zupełnie inaczej. Nawet teraz może się okazać, że ceny gazu szybko spadną. Na pewno pomogłoby otwarcie Cieśniny, ale w krótszym terminie nadzieje należy wiązać z ciepłą i wietrzną zimą.

Temperatura ma decydujące znaczenie dla zużycia gazu, a duża liczba wiatraków w Europie zmniejsza zapotrzebowanie na prąd produkowany z tradycyjnych źródeł.

Wybrane dla Ciebie