Polska zwyciężyła ze wszystkimi. Ale nie z Czechami [OPINIA]

Powoli przyzwyczajamy się do myślenia o Polsce jako o jednym z bogatszych krajów świata. Niektórzy, wciąż nie dowierzając w naszą pozycję, dworują z "dwudziestej gospodarki świata", w której granicach niemal 2 mln osób żyje w skrajnym ubóstwie – ocenia Kamil Fejfer, dziennikarz piszący o ekonomii, gospodarce i kulturze, w opinii dla money.pl.

W UE pod względem walki z ubóstwem Polskę wyprzedzają tylko CzechyW UE pod względem walki z ubóstwem Polskę wyprzedzają tylko Czechy
Źródło zdjęć: © AI, Adobe Stock | Arcady • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI
Kamil Fejfer

To prawda – niedawno opublikowany raport Poverty Watch wskazuje na taką właśnie skalę najbardziej dojmującej biedy. Jednocześnie w międzynarodowych porównaniach wskaźników ubóstwa wypadamy naprawdę dobrze, wyprzedzamy m.in. Niemcy, Szwecję, Austrię, Finlandię i Norwegię. W Unii Europejskiej ustępujemy tylko Czechom.

Nie jesteśmy tylko "dwudziestą gospodarką świata". Wyrośliśmy – trochę obok intencji polityków – na czempiona walki z ubóstwem. Zaliczamy się nie tylko do europejskiej czołówki, ale również do światowej (ponieważ Unia Europejska sama jest jednym z najzamożniejszych i najbardziej równych obszarów gospodarczych świata). Jak więc ma się to do wspomnianego ubóstwa skrajnego?


WIDEO
Analityk radzi, jak przygotować finanse na kryzys. Przypomina pandemię

Skrajne ubóstwo

Zacznijmy od tego, że miar ubóstwa jest naprawdę wiele. Skupmy się jednak na trzech. Pierwszą, o której wspomniałem, jest skrajne ubóstwo. Jego poziom wyznacza Instytut Pracy i Spraw Socjalnych metodą koszykową. Osoby w skrajnym ubóstwie to takie, które mieszczą się "pod linią" zwaną minimum egzystencji. To z kolei jest koszykiem najbardziej podstawowych dóbr (kiepskie jedzenie, podstawowe ogrzanie mieszkania, bardzo niskiej jakości odzież) zapewniającym jedynie biologiczne przetrwanie.

Poniżej tego progu mamy do czynienia ze skrajną biedą właśnie, czyli z zagrożeniem zdrowia, a nawet życia. IPiSS w zeszłym roku szacował wartość takiego koszyka dla jednoosobowego gospodarstwa domowego na około 1020 zł miesięcznie.

Kondycja ta w Polsce dotyka około 5,3 proc. osób, czyli wspomniane niecałe 2 mln. Ta liczba powinna być wielkim wyrzutem sumienia dla wszystkich polityków, którzy mogliby rozwiązać kwestie ubóstwa odpowiednimi regulacjami, ale priorytetyzują inne zadania.

Sfera niedostatku

W Polsce w dyskusjach o biedzie nierzadko pojawia się również kategoria tak zwanej "sfery niedostatku". Wspomniana miara również jest wyznaczana koszykowo przez IPiSS. Oznacza ona zaspokojenie potrzeb na podstawowym poziomie zapewniającym możliwość uczestnictwa w kulturze i rekreacji. W zeszłym roku minimum socjalne oznaczało wydatki na poziomie niecałych 2 tys. zł dla jednoosobowego gospodarstwa domowego. Osoby, które wydawały miesięcznie mniej, osuwały się w niedostatek. Takich ludzi w Polsce było… nieco ponad 40 proc. – około 15 mln.

Jakim więc cudem Polska miałaby się znajdować wysoko w rankingach niskiego ubóstwa?

Ryzyko zagrożenia ubóstwem i wykluczeniem społecznym. AROPE

Problem z wyżej wspomnianymi miarami jest następujący – nie są one porównywalne międzynarodowo. Jak powiedziałem, jedno i drugie kryterium wyznacza metodą koszykową Instytut Pracy i Spraw Socjalnych. Ten jest instytucją polską, a miary przez niego tworzone nie mają odpowiedników w innych krajach (a jeśli mają, to nie są zestawiane na poziomie międzynarodowym).

Nie jesteśmy jednak bezradni. Od lat ubóstwo na poziomie krajów Europy analizuje Eurostat, czyli unijny odpowiednik polskiego Głównego Urzędu Statystycznego. Wskaźnik o bardzo technicznej nazwie "ryzyko zagrożenia ubóstwem i wykluczeniem społecznym" (w skrócie AROPE od angielskiego At risk of poverty or social exclusion), którym się posługuje europejski urząd statystyczny, jest jednak miarą o wiele bardziej złożoną niż polskie odpowiedniki. Definicja jest dość skomplikowana, spróbujmy jednak przez nią przebrnąć.

AROPE obejmuje trzy obszary:

  • ryzyko ubóstwa (definiowane jako funkcjonowanie poniżej 60 proc. mediany dochodów w danym kraju),
  • niska intensywność pracy (mniej niż 20 proc. przepracowanego czasu pełnego etatu),
  • tzw. głęboka deprywacja materialna.

Ta ostatnia miara znów dzieli się na pewne "analityczne strumyczki". Osoba dotknięta deprywacją – według Eurostatu – to taka, której nie stać na 7 z 13 podstawowych dóbr. Wśród nich znajdują się m.in. możliwość pokrycia niespodziewanego wydatku, możliwość wyjazdu na tygodniowe wakacje raz do roku, pozwolenie sobie na mięsny ciepły posiłek (lub jego wege odpowiednik) przynajmniej co drugi dzień, wymiana zużytej odzieży, posiadanie dostępu do internetu czy regularny wypoczynek.

Dlaczego to wszystko jest tak skomplikowane? Ponieważ ubóstwo ma wiele oblicz, a im bardziej kompleksowy i złożony wskaźnik, tym jest dokładniejszy. Miary Eurostatu mają więc dwie przewagi nad miarami polskimi. Po pierwsze, obejmują więcej aspektów funkcjonowania, a po drugie – i ważniejsze – są porównywalne międzynarodowo w ramach cyklicznych analiz EU-SILC (statistics on income and living conditions – największe unijne badanie warunków życia).

AROPE stawia Polskę na drugim miejscu w UE

I to właśnie według wskaźnika AROPE Polska jest prawdziwym czempionem! W naszym kraju w zeszłym roku "jedynie" 15 proc. społeczeństwa było zagrożone ubóstwem i wykluczeniem społecznym. Napisałem "jedynie", ponieważ w tej konkurencji lepiej jest tylko w Czechach. Tam odsetek ubogich wynosił 11,5 proc. Średnia dla całej Unii to 21 proc.

Możemy się cieszyć, ponieważ wyprzedzamy topkę najzamożniejszych krajów świata, w tym:

  • Holandię (15,8 proc.),
  • Norwegię (16,1 proc.),
  • Finlandię (17,2),
  • Austrię (18,6 proc.),
  • Niemcy, gdzie zagrożonych ubóstwem i wykluczeniem społecznym jest ponad 21 proc. mieszkańców.

To jeszcze kilka liczb dla szerszego kontekstu. W całej UE kondycja AROPE dotyka niemal 93 mln ludzi. 5,7 mln osób krzyżowo doświadcza braków: zarówno dotyczy ich materialna deprywacja, jak i są ubodzy i żyją w gospodarstwach domowych o niskiej intensywności pracy.

Czynniki ryzyka ubóstwa

Co zwiększa ryzyko ubóstwa? Po pierwsze, brak pracy – niemal 70 proc. osób bezrobotnych wpada do kategorii AROPE. Druga sprawa to wykształcenie – im wyższe, tym prawdopodobieństwo ubóstwa niższe. To nie powinno chyba nikogo dziwić. Niecałe 10 proc. osób z wykształceniem wyższym jest narażonych na ubóstwo i wykluczenie społeczne. W grupie osób o wykształceniu podstawowym jest to ponad 35 proc. Nieco większe ryzyko dotyka również kobiet. Ale różnice między płciami są niewielkie i zamykają się w 2–3 pkt proc.

To jeszcze słówko o trendach. Na stronach Eurostatu najstarsze dane odnoszące się do ryzyka ubóstwa i wykluczenia społecznego dotyczą roku 2015. Wtedy średnia dla wspólnoty wynosiła 24 proc. (tyle osób wpadało do kategorii AROPE). Polska w tamtym czasie i tak całkiem nieźle radziła sobie z biedą, ponieważ byliśmy poniżej wskazanej wartości. Mówiąc precyzyjniej, osób narażonych na ubóstwo było u nas nieco ponad 22 proc. Ten wynik dawał nam 14. miejsce w UE. Przez ten czas dokonaliśmy jednak postępu – zarówno wyciągając część osób z ubóstwa, jak i awansując w samej Unii Europejskiej. To zresztą świadczy o tym, że w Polsce nie ma kryzysu kosztów życia.

Czy to znaczy, że powinniśmy spocząć na laurach? Bynajmniej! Jesteśmy 20. gospodarką świata z rosnącymi ambicjami bycia lokalnym quasiimperium. I piszę to bez ironii. Państwo o takim statusie stać na to, żeby stać się absolutnym światowym liderem w walce z ubóstwem.

Wybrane dla Ciebie