800 plus to już mniej niż 500 plus. Tak inflacja zjada wartość pieniądza [ANALIZA]

Grzegorz Siemionczyk
800 plusInflacja we wrześniu sięgnęła 4,1 proc. 800 plus traci wartość
Źródło zdjęć: © Adobe, GETTY | D. Zarzycka, money.pl

Świadczenie wychowawcze, podwyższone z początkiem 2024 r. do 800 zł, jest już warte mniej niż 500 zł dekadę temu, gdy program "Rodzina 500 plus" ruszał. To skutek inflacji, która ostatnio przyspieszyła za sprawą drożejących paliw. Obawy, że siła nabywcza dochodów – nie tylko świadczeń, ale też wynagrodzeń – będzie topniała, psują nastroje konsumentów.

  • We wrześniu świadczenie 800 plus było warte tyle, co 485 zł w dniu inauguracji programu "Rodzina 500 plus" .
  • Jeśli inflacja będzie rosnąć w takim tempie jak w 2026 roku, to na koniec 2027 r. 800 plus będzie warte mniej niż 456 zł sprzed dekady.
  • Przyspieszenie inflacji z 2 do 4 proc. nie obniżyło jeszcze siły nabywczej większości wynagrodzeń. Zahamowało ich wzrost.
  • Budżet programu Rodzina 800 plus w tym roku wynosi 60 mld zł. Im świadczenie mniej warte realnie, tym łatwiej może być je wycofać.

Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej (BWUK), który odzwierciedla oceny i oczekiwania gospodarstw domowych dotyczące ich sytuacji finansowej oraz stanu gospodarki, zmalał w październiku do -14 pkt z -10,8 pkt w poprzednim miesiącu – podał w tym tygodniu GUS. To najostrzejsze pogorszenie nastrojów w polskich gospodarstwach domowych od połowy 2025 r.

Wahania nastrojów konsumentów mają wiele przyczyn, ale obecnie najważniejszą z nich jest inflacja, która we wrześniu sięgnęła 4,1 proc. w ujęciu rocznym. Tak wysoka była poprzednio właśnie w połowie ubiegłego roku.

W wynikach badania, na którym bazuje BWUK, wyraźnie widać narastające obawy, że wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych, napędzany drożejącymi paliwami, będzie jeszcze przyspieszał.

Oczekiwania inflacyjne skokowo zwiększyły się w marcu, po ataku USA i Izraela na Iran i związanym z nim wystrzałem cen ropy naftowej. Wtedy też BWUK, który od jesieni 2024 r. utrzymywał się w trendzie wzrostowym, zmienił kierunek.

Później, gdy program "CPN" obniżył ceny paliw na stacjach benzynowych, strach przed wyższą inflacją osłabł, aby ponownie nasilić się jesienią.

We wrześniu i październiku ponad 60 proc. ankietowanych przez GUS konsumentów oczekiwało, że w kolejnych 12 miesiącach ceny towarów i usług będą rosły równie szybko lub szybciej niż w poprzednich 12 miesiącach. Przed wakacjami ten odsetek wynosił 54 proc.

W ostatnich latach inflacja silniej wpływa na nastroje konsumentów niż w przeszłości
W ostatnich latach inflacja silniej wpływa na nastroje konsumentów niż w przeszłości © money.pl | Angelika Sętorek

Patrząc w szerszej perspektywie, inflacja zaczęła determinować nastroje polskich konsumentów po pandemii COVID-19, gdy po raz pierwszy od kilkunastu lat stała się naprawdę uciążliwa. Na przełomie 2022 i 2023 r. rosnące koszty życia podkopały realną wartość dochodów gospodarstw domowych najmocniej od lat 90. XX w.

Siła nabywcza wynagrodzeń rośnie najwolniej od trzech lat

Ostatnie przyspieszenie inflacji, z niewiele ponad 2 proc. na początku roku do ponad 4 proc. we wrześniu, nie wystarczyło jeszcze, aby obniżyć siłę nabywczą większości wynagrodzeń. Zahamowało tylko ich wzrost.

We wrześniu przeciętna płaca w sektorze przedsiębiorstw zwiększyła się nominalnie o 5,9 proc. rok do roku, a realnie o 1,7 proc. – najmniej od sierpnia 2023 r.

W jeszcze gorszej sytuacji są pracownicy otrzymujący płacę minimalną. Ta bowiem wzrosła w tym roku nominalnie o 3 proc., a jej realna wartość już maleje, o czym niedawno w money.pl pisaliśmy tutaj:

W kolejnych miesiącach inflacja będzie prawdopodobnie jeszcze wyższa. Wedle dominujących dziś wśród ekonomistów prognoz w 2027 r. wyniesie przeciętnie ponad 4 proc., a chwilami może sięgać 5 proc.

Tymczasem na przyspieszenie nominalnego wzrostu płac się nie zanosi – inaczej niż w minionych latach, gdy ogół wynagrodzeń w górę ciągnęły duże podwyżki płacy minimalnej. To zaś oznacza, że wzrost realnych wynagrodzeń zwolni jeszcze bardziej, choć ekonomiści nie spodziewają się póki co ich powszechnego spadku.

Rosnące ceny towarów i usług konsumpcyjnych już teraz erodują jednak siłę nabywczą innych dochodów gospodarstw domowych, w szczególności świadczeń społecznych, które nie są regularnie waloryzowane.

Najlepiej ilustrują to zmiany realnej wartości 800 plus, czyli świadczenia wychowawczego, z którego korzystają rodzice około 6,7 mln dzieci.

800 zł to mniej niż dawniej 500 zł

Program "Rodzina 500 plus" ruszył w kwietniu 2016 r. Początkowo świadczenie wynosiło właśnie 500 zł i bezwarunkowo przysługiwało tylko na drugie i kolejne dziecko w rodzinie. Jego wypłaty na pierwsze dziecko były uzależnione od dochodów rodziców. W połowie 2019 r. to kryterium zostało zniesione, a świadczenie stało się powszechne. Z początkiem 2024 r. jego wartość wzrosła do 800 zł.

Tamta waloryzacja, ogłoszona w warunkach kampanii wyborczej z 2023 r., miała przywrócić realną wartość świadczenia do poziomu z początku programu. W praktyce podniosła ją nawet bardziej.

W warunkach cenowych z grudnia 2023 r. 500 zł było warte już tylko tyle, co niespełna 337 zł w warunkach z kwietnia 2016 r. Ale 800 zł w warunkach ze stycznia 2024 r. było warte tyle, co niemal 537 zł przy cenach z wiosny 2016 r.

Od tego czasu ceny towarów i usług konsumpcyjnych stale jednak rosną, i to przez większość czasu w tempie przewyższającym cel inflacyjny NBP (2,5 proc. rok do roku z dopuszczalnymi odchyleniami o 1 pkt proc. w każdą stronę). Zarówno w 2024 r., jak i w 2025 r. inflacja wynosiła średnio nieco ponad 3,6 proc. rocznie. W pierwszych trzech kwartałach tego roku przeciętnie sięgała 2,9 proc. Efekt?

Już w styczniu tego roku 800 zł było realnie warte mniej niż 500 zł w kwietniu 2016 r. We wrześniu świadczenie było warte tyle, co 485 zł z dnia inauguracji programu "Rodzina 500 plus".

Gdyby poziom cen towarów i usług konsumpcyjnych rósł stale w takim tempie jak w tym roku (o nieco ponad 0,4 proc. miesięcznie), to na koniec 2027 r. siła nabywcza świadczenia wychowawczego zmaleje poniżej 456 zł sprzed dekady. Jej spadek poniżej dotychczasowego minimum – wspomnianych 337 zł – zająłby niewiele ponad siedem lat.

Dla porównania, gdyby inflacja była zgodna z celem NBP (2,5 proc. rocznie, czyli około 0,2 proc. miesięcznie), to na koniec 2027 r. 800 zł stanowiłoby równowartość 470 zł w cenach z kwietnia 2016 r. Realna wartość tego świadczenia zmalałaby poniżej 337 zł w 2041 r., czyli za niemal 15 lat.

Znaczenie 800 plus dla rodzinnych budżetów coraz mniejsze

Erozję realnej wartości świadczenia wychowawczego jeszcze lepiej widać, gdy zestawi się ją nie z poziomem cen, tylko z innymi dochodami gospodarstw domowych oraz ich wydatkami. Te bowiem – z wyjątkiem wspomnianego już przełomu 2022 i 2023 r. – rosły stale szybciej niż ceny.

Inaczej mówiąc, sytuacja materialna polskich gospodarstw domowych poprawiała się pomimo rosnących kosztów życia. W rezultacie program 500/800 plus stanowił coraz mniejszą część ich budżetów.

W kwietniu 2016 r. nowe wówczas świadczenie wychowawcze odpowiadało 27 proc. wynagrodzenia minimalnego brutto, a w grudniu 2023 r. – przed waloryzacją – już tylko 13,9 proc. Podwyżka świadczenia do 800 zł zwiększyła jego wartość do niespełna 19 proc. płacy minimalnej – sporo poniżej początkowego poziomu.

W tym roku 800 zł odpowiada 16,6 proc. najniższego wynagrodzenia, a w 2027 r. będzie to 16,2 proc.

Powyższe wyliczenia mogą być nieco mylące, ponieważ świadczenie wychowawcze jest dochodem netto (na rękę), a płaca minimalna dochodem brutto. Aby zobaczyć, jak dużym wsparciem dla osób, które zarabiają płacę minimalną, jest 500/800 zł, należałoby zestawić tę kwotę z ich wynagrodzeniem netto. To jednak nie jest dla wszystkich identyczne – zależy m.in. od ich wieku, stanu cywilnego, liczby dzieci itp.

Przyjmując, że składki na ubezpieczenia społeczne oraz podatki obniżają niskie wynagrodzenia o około 25 proc., świadczenie wychowawcze obecnie odpowiada 22 proc. płacy minimalnej, w porównaniu do 36 proc. tuż po uruchomieniu tego programu.

Świadczenie wychowawcze odgrywa coraz mniejszą rolę w budżetach gospodarstw domowych
Świadczenie wychowawcze odgrywa coraz mniejszą rolę w budżetach gospodarstw domowych © money.pl | Angelika Sętorek

Powyższe zastrzeżenie dotyczy również porównania świadczenia wychowawczego z przeciętnym wynagrodzeniem. Na początku 2024 r., tuż po waloryzacji tego świadczenia, stanowiło ono równowartość 10 proc. średniej płacy brutto w sektorze przedsiębiorstw w porównaniu do zaledwie 6,5 proc. pod koniec 2023 r. i niemal 12 proc. wiosną 2016 r. Dzisiaj ten stosunek wynosi 8,5 proc.

Im świadczenie mniej warte, tym łatwiej je wycofać

Świadczenie wychowawcze daje też coraz mniejszą ochronę przed skrajnym ubóstwem lub niedostatkiem. W 2025 r. 800 zł odpowiadało niespełna 91 proc. minimum egzystencji, czyli poziomu wydatków na osobę wyznaczającego granicę ubóstwa (Instytut Pracy i Spraw Socjalnych oblicza to minimum dla różnych typów gospodarstw domowych – tutaj bierzemy pod uwagę rodziny 2+2), w porównaniu do niespełna 64 proc. w 2023 r.

Gdy program "Rodzina 500 plus" ruszał, świadczenie wychowawcze przewyższało minimum egzystencji o 6 proc. Dlatego tak mocno przyczyniło się do spadku zakresu ubóstwa nad Wisłą.

Granicą niedostatku jest minimum socjalne, czyli poziom wydatków, który pozwala na skromne życie, ale także na utrzymanie więzi społecznych, naukę, pracę i wypoczynek. W II kwartale tego roku minimum to (znów w gospodarstwie domowym 2+2) IPiSS szacował na około 1630 zł na osobę.

Świadczenie wychowawcze stanowiło więc 49 proc. tej kwoty w porównaniu do 56 proc. tuż po jego waloryzacji i 35 proc. przed waloryzacją. Wiosną 2016 r. 500 zł odpowiadało 57 proc. minimum socjalnego.

60 mld zł

Program "Rodzina 800 plus" pochłonie w tym roku ponad 60 mld zł. To ekwiwalent niemal 21 proc. całkowitego planowanego na ten rok deficytu sektora finansów publicznych. Bez kolejnych waloryzacji świadczenia będzie ono obciążało budżet w coraz mniejszym stopniu.

Jednocześnie postępowała będzie jednak erozja jego realnej wartości – zarówno w odniesieniu do poziomu cen, jak i innych dochodów. To zaś – paradoksalnie – może rządowi ułatwić racjonalizację programu, np. przez skierowanie go tylko do gospodarstw domowych, dla których stanowi on rzeczywiste wsparcie.

Taki postulat pojawia się wśród ekonomistów w kontekście zbliżania się długu publicznego Polski do tzw. progu ostrożnościowego, którego przekroczenie zmusi rząd do wdrożenia planu naprawczego finansów publicznych. Na łamach money.pl w ramach "Ringu ekonomicznego" pisał o tym prof. Michał Brzeziński, ekonomista z Uniwersytetu Warszawskiego.

"Po stronie wydatków (publicznych) trzeba przede wszystkim chronić osoby w najtrudniejszej sytuacji. Powszechne transfery, takie jak 800+ (61 mld zł w 2027 r.) i "trzynasta emerytura" (32 mld zł wraz z "czternastką", która próg dochodowy już ma), można ograniczać od góry, wprowadzając próg dochodowy albo zwrot części świadczeń w zeznaniu podatkowym przez osoby o wysokich dochodach" – przekonywał.

Jak wyliczał, odebranie 800 plus najzamożniejszym 30 proc. gospodarstw domowych pozwoliłoby zmniejszyć koszt programu o 20 mld zł rocznie, nie zwiększając zasięgu ubóstwa.

Wybrane dla Ciebie