Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Przemysław Ciszak
Przemysław Ciszak
|
aktualizacja

Polski rynek pracy jest chłonny. Ale konflikt na Ukrainie może nim zachwiać

Podziel się:

Polska powinna przygotować się na wzrost liczby imigrantów ze Wschodu. Widmo konfliktu na Ukrainie każe zadać pytanie, jak wielu Ukraińców jest w stanie przyjąć polski rynek pracy? Gospodarka potrzebuje dodatkowych rąk do pracy - eksperci, z którymi rozmawiał money.pl, nie mają co do tego wątpliwości. Kiedy jednak migracja stanie się problemem?

Polski rynek pracy jest chłonny. Ale konflikt na Ukrainie może nim zachwiać
Czy polski rynek pracy jest gotowy wchłonąć rzeszę dodatkowych pracowników? (PAP, Darek Delmanowicz)

Napięta sytuacja wokół Ukrainy i groźba konfliktu z Rosją sprawiła, że Polska przygotowuje się do przyjęcia większej liczby imigrantów ze Wschodu. Jak wskazują eksperci, będzie to wyzwanie, gdyż to bardzo zróżnicowana grupa wymagająca podstawowej pomocy.

Tylko część z tej fali będzie w stanie podjąć pracę w Polsce. Czy polski rynek pracy jest gotowy wchłonąć rzeszę dodatkowych pracowników?

Zobacz także: Rosja nie zdecyduje się na wojnę z Ukrainą? Ekspert tłumaczy

- Polski rynek pracy jest bardzo chłonny - mówi Mateusz Żydek, rzecznik prasowy Randstand. - Zapotrzebowanie jest bardzo duże. Ręce do pracy są szczególnie potrzebne w produkcji i logistyce. Około 1/3 przedsiębiorstw mówi o tworzeniu nowych wakatów - wylicza.

Zaznacza jednak, że choć stały i równomierny napływ nowych pracowników na nasz rynek pracy będzie działał jak koło zamachowe napędzające gospodarkę, to ma ona pewną granicę. - Ukraińcy przejeżdżający do pracy w Polsce są również konsumentami, a więc napędzają gospodarkę i tworzą kolejne zapotrzebowanie na pracę. Problem pojawi się w momencie, kiedy ten napływ będzie masowy i skumulowany w krótkim czasie - zaznacza Mateusz Żydek.

Ponad milion dodatkowych pracowników

Co roku do Polski przyjeżdża około 1,3 mln Ukraińców. Z czego zdecydowana większość podejmuje nad Wisłą pracę. Dane wskazują, że ponad 800 tys. znajduje w u nas legalne zatrudnienie. To największa grupa migrantów zarobkowych.

Badania Narodowego Banku Polskiego oraz naukowców z SGH, opublikowane w Review of World Economics, wskazują, że pracownicy z Ukrainy wypracowali 13 proc. wzrostu PKB Polski w latach 2013-2018. Jak szacuje Robert Lisicki z Konfederacji Lewiatan, ten udział w polskiej gospodarce wciąż się utrzymuje. Ma to znaczenie o tyle, że na przestrzeni dwóch dekad liczba osób w wieku produkcyjnym w Polsce zmalała niemal o 1,5 mln i aby się rozwijać, potrzebujemy dodatkowej siły.

- Demografia i podaż pracy jasno wskazują na to, że potrzebujemy pracowników z krajów trzecich. Są branże i regiony, w których to zapotrzebowanie będzie większe. Ważne jest więc właściwe zagospodarowanie napływającej siły roboczej - zaznacza Robert Lisicki.

Jak przekonuje Mateusz Żydek, zakładając, że obecnie około 800 tys. Ukraińców znajduje u nas pracę, to jeśli wzrost sięgnie miliona, nasz rynek wciąż sobie z nim poradzi. - Bardzo trudno jest szacować, kiedy miałby się on wysycić. Można jednak powiedzieć, że gdyby w krótkim czasie pojawił się dodatkowy milion pracowników, pojawiłby się problem - ostrożnie szacuje przedstawiciel Randstad.

Problemem dyslokacja

Jak wynika z badań NBP, tylko w czwartym kwartale 2021 r. 38 proc. polskich przedsiębiorstw deklarowało, że zatrudnia obcokrajowców, a odsetek ten rósł wraz z wielkością przedsiębiorstwa - do 74 proc. w przypadku największych firm.

Jak przypominają analitycy ING, dla 87 proc. przedsiębiorstw głównym powodem zatrudniania imigrantów była dostępność pracowników ze Wschodu.

Z wyliczeń Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej wynika, w ubiegłym roku wydanych zostało ponad 500 tys. zezwoleń na pracę dla cudzoziemców. To o ponad jedna piąta więcej niż w 2020 r., kiedy było ich prawie 411 tys.

- Najwięcej pracowników brakuje w transporcie, przetwórstwie przemysłowym i budownictwie - wylicza Robert Lisicki. Zaznacza jednak, że coraz bardziej potrzebni są pracownicy wykwalifikowani, a w niektórych miejscach rynek nie jest już tak chłonny. - Warszawa, duże aglomeracje, tam o pracę jest trudniej - wskazuje nasz rozmówca.

Mateusz Żydek podkreśla jednak, że do tej pory rynek sam się regulował. - Ukraińcy zwykle robią rozpoznanie rynku lokalnego, gdzie ta praca jest bardziej dostępna. Podczas gdy polscy pracownicy mają trudność w przemieszczeniu się, to Ukraińcy gotowi są do przyjazdu w miejsce, gdzie aktualnie jest większe zapotrzebowanie na pracowników - zaznacza.

Jad dodaje, nagła duża fala imigrantów mogłaby utworzyć skupiska pracowników i utrudnić wchłonięcie ich przez rynek. - Tu potrzebna byłaby pomoc państwa, które umożliwiłoby właściwą i równomierną dyslokację - tłumaczy.

Zagrożenie wojną może ograniczyć imigrację zarobkową

Jak wskazują eksperci, jest jeszcze druga strona medalu. Napięta sytuacja na Ukrainie i przeciągająca się groźba konfliktu zbrojnego może paradoksalnie ograniczyć napływ pracowników z tego kraju.

Mateusz Żydek podkreśla dużą rolę działających na Ukrainie agencji zatrudnienia, które pomagają w znalezieniu pracy w Polsce. W sytuacji, w której kolejne kraje wzywają swoich obywateli do opuszczenia Ukrainy, również i oni będą zapewne wyjeżdżać z kraju.

Rozmówca money.pl zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt. Sami Ukraińcy, mając świadomość zagrożenia wojną, mogą odkładać decyzję o wyjeździe i pozostawieniu rodziny oraz majątku w kraju w tym trudnym czasie. - To może oznaczać, że tych pracowników będzie na polskim rynku pracy znacznie mniej, niż się spodziewamy - mówi rzecznik Randstad.

A na to nakłada się problem administracyjny. Jak pisaliśmy w money.pl, przedłużający się przetarg wart 170 mln zł na obsługę wizową Ukraińców doprowadził do paraliżu polskich konsulatów na Ukrainie. Tamtejsze media donoszą o wolnych terminach wizowych na czerwiec.

- Czynników, zmiennych, które mogą mieć wpływ na kształtowanie się rynku pracy obcokrajowców w Polsce jest tak dużo, że trudno jednoznacznie ocenić, czy i kiedy utraci on chłonność. Polsce potrzebny jest jednak kompleksowy plan zakładający wszelkie scenariusze - a tego wciąż nie mamy - podsumowuje Robert Lisicki z Konfederacji Lewiatan.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl