Polskie firmy mogą nie wziąć udziału przy budowie elektrowni atomowej? To ostatni dzwonek [OPINIA]

Polska ma zaledwie kilka miesięcy na wynegocjowanie z amerykańskim konsorcjum Westinghouse–Bechtel kontraktu EPC, który będzie regulował udział krajowych firm w budowie elektrowni - ostrzega dr Damian Kaźmierczak, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa w opinii dla money.pl.

Dr Damian Kaźmierczak alarmuje ws. budowy elektrowni atomowejDr Damian Kaźmierczak alarmuje ws. budowy elektrowni atomowej
Źródło zdjęć: © East News | Przemek Świderski
Damian Kaźmierczak
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Bezdyskusyjny sukces, jakim była szybka zgoda Komisji Europejskiej na udzielenie ponad 60 mld zł pomocy publicznej na budowę elektrowni jądrowej w Choczewie, nie powinien przesłaniać innych kwestii kluczowych dla powodzenia tego projektu. Warto przypomnieć, że Polska ma zaledwie kilka miesięcy na wynegocjowanie z amerykańskim konsorcjum Westinghouse–Bechtel kontraktu EPC, który będzie regulował m.in. udział krajowych firm w budowie elektrowni.

Zapewnienie odpowiednio wysokiego poziomu tzw. local content w polskim programie energetyki jądrowej – o czym nasi politycy wspominają przy każdej okazji – powinno być jednym z głównych priorytetów rządu, obok ukończenia inwestycji w Choczewie w ustalonym terminie i budżecie. Polska powinna dołożyć wszelkich starań, by Amerykanie podzielili się z polskimi firmami know-how w zakresie budowy najbardziej zaawansowanych elementów elektrowni oraz by w oparciu o rodzime przedsiębiorstwa stworzyli nowe łańcuchy dostaw obsługujące ich działalność w Europie Środkowo-Wschodniej.

Polska powinna być aktywnym inwestorem, a nie biernym gospodarzem

Jeśli polskie instytucje – zwłaszcza spółka PEJ będąca bezpośrednim inwestorem projektu w Choczewie oraz Ministerstwo Energii sprawujące nadzór polityczny nad tą inwestycją – nie wykażą się wystarczającą asertywnością, istnieje realne ryzyko, że rola polskich firm zostanie zmarginalizowana na rzecz podmiotów z państw trzecich, na przykład z Azji, z którymi Amerykanie regularnie współpracują przy projektach infrastrukturalnych na całym świecie. Przykładowo, Westinghouse realizuje projekt elektrowni jądrowej Kozłoduj w Bułgarii wspólnie z koreańskim Hyundai E&C, natomiast Bechtel współpracuje z turecką firmą ENKA przy budowie infrastruktury drogowej na Bałkanach.

"To koniec Unii Europejskiej". Rolnicy rozgoryczeni decyzją UE

W moim głębokim przekonaniu to właśnie na polskich instytucjach publicznych, jako gospodarzach projektu w Choczewie, spoczywa odpowiedzialność za zobowiązanie partnerów amerykańskich do możliwie najściślejszej współpracy z rodzimymi firmami. To administracja państwowa powinna aktywnie wspierać krajowych przedsiębiorców w trudnym, kosztownym procesie przygotowań do współpracy z Amerykanami oraz dostosowania się do rygorystycznych norm obowiązujących przy budowie elektrowni jądrowych. Tak rozumiem rolę silnego państwa: jako podmiotu sprawczego w relacjach gospodarczych z zagranicznymi partnerami, nawet jeśli nie ma jeszcze doświadczenia w realizacji inwestycji nuklearnych.

W praktyce oznacza to konieczność przeistoczenia się z "biernego gospodarza" w "aktywnego inwestora", który nie tylko koordynuje, ale i świadomie kreuje przebieg inwestycji, zamiast bezrefleksyjnie podążać za sugestiami zewnętrznych, nawet najbardziej doświadczonych doradców.

"Państwo działa z opóźnieniem"

Tymczasem odnoszę wrażenie, że w negocjacjach dotyczących umowy EPC polska strona ugrzęzła w utartych schematach, charakterystycznych dla wcześniejszych relacji z zagranicznymi inwestorami. W mojej ocenie państwo działa z opóźnieniem, od początku przyjmuje postawę defensywną. Samo sprowadza się do roli partnera drugiej kategorii, nie buduje przewag negocjacyjnych i nie dysponuje klarowną wizją celów, jakie chce osiągnąć.

Efektem takiego podejścia może być nadmierna podatność na sugestie i rekomendacje strony amerykańskiej, która – dzięki ogromnemu doświadczeniu w realizacji projektów jądrowych na całym świecie – z łatwością forsuje własne interesy. Tym bardziej, że dla Amerykanów budowa elektrowni w Polsce to przede wszystkim projekt komercyjny, na którym chcą jak najwięcej zarobić.

Konsekwencje takiego apatycznego podejścia mogą okazać się wyjątkowo niekorzystne dla Polski. W najgorszym, choć całkiem realnym scenariuszu, większość środków przeznaczonych na program jądrowy wypłynie za granicę, a krajowe firmy stracą szansę na zdobycie nowych kompetencji i impulsu rozwojowego.

Z podobnym problemem mierzyliśmy się już w innych sektorach: w przypadku zamówień wojskowych Polska masowo kupuje sprzęt za granicą, nie egzekwując realnego transferu technologii do przemysłu obronnego. Podobnie jest w sektorze offshore, gdzie – wbrew oficjalnej narracji – utraciliśmy szansę na zbudowanie silnej pozycji w energetyce morskiej. Takich błędów nie możemy powtórzyć przy realizacji programu jądrowego!

Polskie firmy mogą nie zyskać na budowie elektrowni atomowej

Warto zadać sobie pytanie: skąd biorą się moje obawy, że Polska może nie zabezpieczyć interesów rodzimego biznesu w ramach własnego programu energetyki jądrowej?

Przyczyn jest kilka.

Po pierwsze, bardzo trudno prowadzić skuteczne negocjacje z partnerem, którego najpierw wskazuje się jako wykonawcę inwestycji, a dopiero później rozpoczyna rozmowy o warunkach współpracy. Niezależnie od motywów tej decyzji – podjętej jeszcze przez poprzedni rząd, zapewne z myślą o strategicznym zacieśnieniu relacji ze Stanami Zjednoczonymi – warto zauważyć, że obecne władze obrały inne podejście. W przypadku planowanej drugiej elektrowni jądrowej Ministerstwo Energii nie wskazało z góry dostawcy technologii, lecz zaprosiło do konkurencyjnego dialogu czterech producentów reaktorów: z USA, Kanady, Francji i Korei Południowej. Tym samym już na starcie nie pozbawiło się przewagi negocjacyjnej.

Po drugie, presja czasu znacząco osłabia pozycję negocjacyjną strony, która jej doświadcza. Partner działający pod presją zazwyczaj przyjmuje postawę defensywną i godzi się na ryzyka, których w normalnych warunkach by nie zaakceptował. Zaledwie kilka miesięcy na wypracowanie umowy EPC z Amerykanami – dokumentu, który będzie regulował realizację strategicznej inwestycji przez najbliższe 10–15 lat – to stanowczo za mało, by opracować spójną, długofalową strategię negocjacyjną i konsekwentnie się jej trzymać.

Po trzecie, nowa Strategia Bezpieczeństwa Narodowego Stanów Zjednoczonych sugeruje, że Waszyngton będzie podtrzymywał sojusze przede wszystkim z tymi państwami europejskimi, które utrzymają korzystne dla USA relacje handlowe. Taki kontekst może rodzić po stronie polskiej pokusę nadmiernej uległości wobec partnera amerykańskiego, w imię potrzeby demonstrowania lojalności i politycznego przywiązania. Jednak państwo, które otwarcie pokazuje, że nie ma alternatywy, pozbawia się narzędzi wywierania wpływu w trakcie negocjacji.

Po czwarte, polskie instytucje publiczne nie działają jak spójny organizm. Ciągłe zmiany personalne i strukturalne, wynikające z nieustannych przetasowań politycznych, uniemożliwiają im funkcjonowanie w sposób stabilny i efektywny. Wystarczy zauważyć, że w ostatnich latach programem jądrowym zajmowało się kilku kolejnych pełnomocników rządu oraz kilka różnych zarządów spółki PEJ. Trudno oczekiwać sukcesu od drużyny, która co kilka miesięcy zmienia trenera i kluczowych zawodników. Taki zespół nie ma szans na zdobycie mistrzostwa i będzie przegrywać z lepiej przygotowanymi, bardziej zgranymi rywalami.

Po piąte, w kwestii udziału polskich firm w projekcie jądrowym strona polska wciąż nie do końca wie, co tak naprawdę negocjuje. Niestety, postawa biernego uczestnika, który bezrefleksyjnie akceptuje model realizacji inwestycji narzucony przez bardziej doświadczonego partnera, może być wygodna dla wielu osób zaangażowanych w ten proces. Dzieje się tak, ponieważ realizacja celów gospodarczych w duchu patriotyzmu ekonomicznego wciąż nie jest w Polsce standardem.

Hasło "repolonizacji" gospodarki pojawiło się w debacie publicznej dopiero ostatniej wiosny i trudno oczekiwać, by tak głęboka zmiana dokonała się z dnia na dzień. To proces, który wymaga czasu i gruntownej zmiany kultury realizacji inwestycji publicznych.

Co więcej, mimo że w ostatnich tygodniach poszczególne resorty intensyfikują prace nad definicją "local content" oraz "podmiotu krajowego", wciąż brakuje spójności. Każda instytucja interpretuje te pojęcia inaczej. Nie opracowano jednolitej metodyki liczenia udziału polskich firm w inwestycjach infrastrukturalnych ani narzędzi, które pozwalałyby ten udział skutecznie egzekwować. Jeśli ten chaos zestawimy z bardzo krótkim czasem, jaki pozostał na wynegocjowanie zasad współpracy z Amerykanami zapisanych w umowie EPC, trudno o optymizm. Bo jak można skutecznie wywalczyć coś, do czego samemu nie ma się wewnętrznego przekonania?

Dr Damian Kaźmierczak, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa

Wybrane dla Ciebie
Co dalej z inflacją? Członek RPP zabiera głos
Co dalej z inflacją? Członek RPP zabiera głos
Zmiana w nieruchomościach. Oto co się dzieje na rynku wtórnym
Zmiana w nieruchomościach. Oto co się dzieje na rynku wtórnym
Koniec romantyzmu kryptowalut. USA wysyłają światu sygnał [OPINIA]
Koniec romantyzmu kryptowalut. USA wysyłają światu sygnał [OPINIA]
Trump podpisał. USA przejmą kontrolę nad środkami za ropę z Wenezueli
Trump podpisał. USA przejmą kontrolę nad środkami za ropę z Wenezueli
Słowacja i USA podpiszą umowę o współpracy przy nowym reaktorze jądrowym
Słowacja i USA podpiszą umowę o współpracy przy nowym reaktorze jądrowym
Zwrot na Oceanie Altantyckim. Cztery tankowce zmieniły kurs
Zwrot na Oceanie Altantyckim. Cztery tankowce zmieniły kurs
Ryanair tnie siatkę w Europie. Wychodzi z 4 lotnisk i ogranicza część połączeń
Ryanair tnie siatkę w Europie. Wychodzi z 4 lotnisk i ogranicza część połączeń
"Apeluję". Trump wzywa do limitu oprocentowania kart kredytowych
"Apeluję". Trump wzywa do limitu oprocentowania kart kredytowych
"Zużycie rośnie skokowo". Obecna zima to wyzwanie dla odladzania samolotów
"Zużycie rośnie skokowo". Obecna zima to wyzwanie dla odladzania samolotów
Dopinają umowę ws. odbudowy Ukrainy? Pada zawrotna kwota
Dopinają umowę ws. odbudowy Ukrainy? Pada zawrotna kwota
"Mocna lekcja pokory" dla rolników? Prawnik z Brukseli o umowie handlowej z Mercosurem
"Mocna lekcja pokory" dla rolników? Prawnik z Brukseli o umowie handlowej z Mercosurem
"Cztery lata bez nowego modelu". Teraz francuski DS chce przyspieszyć podbój rynku premium
"Cztery lata bez nowego modelu". Teraz francuski DS chce przyspieszyć podbój rynku premium