Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
Konrad Bagiński
Konrad Bagiński
|
aktualizacja

Popularny Ślimak zatrudniał 200 osób, została połowa, klientów nie ma w ogóle. Nikt nie martwi się dziś "panem kanapką"

504
Podziel się

Nawet 70-80 tysięcy kanapek i dań dziennie – tyle sprzedawała firma Ślimak, zaopatrująca pracowników biurowych w drugie śniadanie. Dziś nie sprzedaje nic, a jej właściciel z niepokojem patrzy w przyszłość. Jeśli nic się nie zmieni, zwolni pozostałe 100 osób ze swojej załogi, a firma zbankrutuje.

Rynek dostaw jedzenia do biur załamał się kompletnie.
Rynek dostaw jedzenia do biur załamał się kompletnie. (Shutterstock.com)
bEpzUaSt

- Jadał pan nasze kanapki? Jadał, w biurze. Skoro teraz pracuje pan w domu, to nie jest już pan naszym klientem – tłumaczy mi obrazowo Rafał Lizun, szef firmy cateringowej Ślimak. - I w dokładnie taki sposób straciliśmy 100 proc. klientów. Nawet jeśli w jakimś biurze ktoś pracuje, to nam i tak nie wolno wejść już do budynku.

Firmę doskonale znają pracownicy biurowców w Warszawie i innych dużych miastach. Ślimak zaczął wozić kanapki do biur w 2003 roku, przez ten czas zdobywając kolejne dzielnice, budynki, firmy. W efekcie ostatnio zatrudniał już ponad 200 osób, które codziennie sprzedawały ok. 100 tysięcy kanapek i posiłków pracownikom korporacji i innych instytucji.

Zobacz także: Obejrzyj i dowiedz się, jak chronić się przed koronawirusem
bEpzUaSv

- Decyzję o zawieszeniu działalności podjęliśmy jeszcze zanim premier ogłosił pierwsze obostrzenia, nie było na co czekać. Widzieliśmy co się dzieje, że ludzie boją się wychodzić, że firmy wysyłają swoich ludzi do pracy w domu albo po prostu ich zwalniają – mówi Lizun w rozmowie z WP Finanse.

- Aktualnie firma stoi, planujemy wprowadzić dostawy cateringu na zasadzie diet pudełkowych. Czyli dostarczać klientom posiłki pod drzwi, do domu. Ale mam świadomość, że nawet jeśli to się uda, to i tak będzie to ułamek dotychczasowej działalności – dodaje.

Przypomina, że dotychczasowy model działalności firmy opierał się na kontaktach bezpośrednich z klientami. Dostawcy Ślimaka docierali do kilkudziesięciu tysięcy osób dziennie.

bEpzUaSB

– Zatrudniałem ponad 200 osób, została połowa. Nikogo nie zwolniłem: część zrezygnowała sama, niektórym skończyły się kontrakty, wielu Ukraińców wyjechało do domu – rozkłada ręce Rafał Lizun.

Ślimaka ratują oszczędności

Szef firmy cateringowej przyznaje, że jest i tak w lepszej sytuacji od wielu innych biznesów. Ma pieniądze na przetrwanie najgorszego okresu. Pod warunkiem, że nie będzie trwał za długo.

- Gdybym nie był przygotowany, gdybym nie miał jakichś środków własnych – mam na myśli oczywiście pieniądze firmowe, gdybym je żartobliwie mówiąc "sprzeniewierzył na dywidendy", to z firmy nie zostałoby nic. W tej chwili mamy tyle, by opłacać setkę pracowników przez dwa miesiące, zgodnie z zasadami wytyczonymi przez rząd. Liczymy na to, że państwo coś z tego odda – mówi nam.

bEpzUaSC

Lizun ma nadzieję, że po tym okresie działalność firmy uda się wznowić.

- Patrząc w przyszłość megaoptymistycznie mam nadzieję, że po majówce uda się zacząć cokolwiek sprzedawać. Ale jeśli włączy się myślenie realistyczne, to szczerze mówiąc, raczej w to wątpię. W każdym razie dwa miesiące uda nam się wytrzymać. Co będzie później? Wolę nie mówić – wyznaje.

bEpzUaSD

Tymczasem mówimy tylko o jednej firmie karmiącej pracowników biurowych. Ślimak ze swoją produkcją i zasięgiem jest liderem tego rynku, ale działa na nim przynajmniej kilkanaście innych podmiotów, zarówno malutkich, jak i zatrudniających po kilkadziesiąt osób. Wszyscy w biurowym slangu zwani są "panem Kanapką" lub "panią Sałatką". To określenie żartobliwe, bo korpopracownicy na ogół bardzo szanują ludzi, dzięki którym nie głodują w pracy.

I jest to rynek olbrzymi. W samej Warszawie jest prawie 6,5 miliona metrów kwadratowych powierzchni biurowej. Tę przestrzeń na co dzień zasiedla aż 920 tysięcy pracowników - wynika z danych dostarczonych nam przez Platformę REDD, największe źródło danych o biurowcach w Polsce. Dzielnica Wola to miejsce pracy prawie 200 tysięcy osób, na Mokotowie pracować może prawie 233 tysiące ludzi, w Śródmieściu ponad 220 tysięcy.

W innych miastach - większych i mniejszych - na posiłki czekały kolejne miliony pracowników biurowych. Teraz ten kawałek gastronomicznego tortu stoi w miejscu.

bEpzUaSE

- Pomocy od państwa nikt generalnie jeszcze nie dostał. Ale, jak rozumiem, będzie tu obowiązywała zasada – daj coś i dopiero poproś, by dostać to z powrotem. Poza tym to, co rząd przedstawia, nie jest specjalnie atrakcyjne ani dla mnie, ani na przykład dla naszych partnerów na umowach B2B. Chodzi przede wszystkim o ten próg obrotu. Dlaczego obrotu a nie zysku? Przecież przy 15 tysiącach obrotu nikt nie musi mieć nawet zarobku w wysokości minimalnej pensji – przypomina.

Mowa tu o warunkach, jakie należy spełniać, by móc ubiegać się o postojowe i umorzenie składek ZUS. Taką ulgę może dostać samozatrudniony lub firma zatrudniająca do 9 osób, o ile miesiąc wcześniej nie miała przychodu wyższego niż 15 681 zł. A to oznacza, że każda firma zatrudniająca powyżej 5 osób z płacą minimalną i tak nie załapie się na pomoc rządu. Dlaczego? Bo koszty zatrudnienia szóstej spowodowałyby, że firma miesiąc w miesiąc dokładałaby do interesu.

Dodaje, że nie jest tak, iż na pomoc od państwa nie liczy. Dopłacanie do pensji pracownika i ZUS-u jest potrzebne. Przedsiębiorcy oczywiście chcieliby więcej, ale i taką pomocą nie pogardzą.

- Jak to ktoś zauważył – rynek pracownika się już skończył. Więc problemu z ludźmi do pracy nie będzie, dla mnie ważniejsze w tym momencie jest to, żeby mieli do czego wrócić. I wrócimy jeszcze silniejsi i zmotywowani, mimo wszystko optymistycznie patrzymy w przyszłość. Kiedyś to się musi skończyć i tego się trzymamy – mówi Lizun.

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

bEpzUaSW
Źródło:
WP Finanse
KOMENTARZE
(504)
Norbi
rok temu
Sprzedawał kilka tysięcy kanapek dziennie ,to poduszkę finansową powinien mieć nie tylko na 3 miesiace
Kieras
rok temu
To trzeba było jeszcze więcej Ukraińców zatrudniać,a ci którzy zrezygnowali sami otrzymali jako alternatywę zwolnienie dyscyplinarne-wtedy nie mieliby ani prawa do zasiłku ani wypłacane much urlopów.Jesli ślimak wróci i będzie znów tak traktował pracowników jak wcześniej to nikt nic od nich nie kupi.
Oliver
rok temu
Nie ma to jak zdrowy , higieniczny posiłek zrobiony w domu. Te wszystkie diety pudełkowe nawet nie mają startu do jajóweczki czy twarożku na śniadanie. Pomijam to, że domowe jedzenie wychodzi taniej..
bEpzUaSX
wojtek
rok temu
Na dzisiejsze czasy tylko firmy pogrzebowe maja przyszlosc one nigdy nie upadna
piotr
rok temu
prawda jest taka że rynek pracownika się skończył a także skończył się sam rynek pracodawcy
...
Następna strona